Nikt nie chce fabryki FagorMastercook

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2014-09-23 00:00

270 mln zł za zakład we Wrocławiu to za dużo dla BSH i innych. Wierzyciele zdecydują, co dalej. Syndyk zaczyna zwolnienia.

W piątek 19 września minął termin składania ofert na zakup fabryki FagorMastercook znajdującej się w upadłości likwidacyjnej. Miała być bitwa. Zakładem interesował się BSH oraz dwa fundusze związane z pracownikami wrocławskiego zakładu.

— Nie wpłynęła żadna oferta na zakup całości firmy. Była jedna na zakup jednej linii, ale nie będzie rozpatrywana. Chcieliśmy sprzedać zakład jako zorganizowaną całość z załogą — mówi Teresa Kalisz, syndyk spółki FagorMastercook.

Cena wywoławcza wynosiła 270 mln zł i została obniżona z 315 mln zł, na które zakład został wyceniony. Syndyk podkreśla, że kwota byłaby jeszcze niższa, bo zmalały zapasy. — I tak trudno znaleźć inwestora za taką cenę, bo za 100 mln zł można wybudować fabrykę od podstaw — komentuje jeden z ekspertów. Jest jednak szansa, że to jeszcze nie jest definitywny koniec zakładu.

— 30 września spotyka się rada wierzycieli, która zdecyduje, czy zgodzi się na obniżenie ceny — mówi Teresa Kalisz.

Nabywca miał przejąć fabrykę z 700 pracownikami. Przy wyborze miał się liczyć obiecany poziom utrzymania zatrudnienia.

— Teraz pracują w firmie 832 osoby. Muszę rozpocząć zwolnienia grupowe, bo wymagają one negocjacji ze związkami zawodowymi. Tylko do końca roku mam zgodę sędziego komisarza na prowadzenie działalności w firmie — mówi Teresa Kalisz.

FagorMastercook produkuje na zlecenie algierskiej firmy Cevital, która przejęła zakłady po hiszpańskiej spółce we Francji. Zamówiła kuchenki, okapy kuchenne i pralki za 86 mln zł. Produkcja potrwa do końca tego roku.

— Pieniądze wykorzystywałam na pensje i odprawy, bo przejęłam w zarząd spółkę z 1300 pracownikami — mówi Teresa Kalisz. BSH planował wykorzystanie zwolnień podatkowych w przypadku inwestycji we Wrocławiu. Koncern dostał w czerwcu zezwolenie na działalność w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

Zadeklarował zatrudnienie 300 pracowników. — Zezwolenie wciąż jest ważne, nie będziemy wykonywali gwałtownych ruchów, poczekamy na rozwój sytuacji. Być może zainteresowane strony czekają na niższą cenę — mówi Barbara Kaśnikowska, prezes WSSE Invest-Park.

Możesz zainteresować się również: