Niskie marże na leki biją w wyniki hurtowników
Mimo że giełdowi dystrybutorzy leków notują dosyć wysoką dynamikę przychodów, branża napotyka poważne bariery rozwoju. Największym problemem są odgórne regulacje marż na leki oraz projekt nowego prawa farmaceutycznego, które wymusza na hurtownikach stosowanie standardów przewyższających nawet unijne normy.
Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska, twierdzi, że obecny poziom marż jest zdecydowanie za niski. Dlatego niezbędne jest przywrócenie marż do ubiegłorocznego poziomu. W 2000 r. resort finansów obniżył marżę hurtową na leki refundowane z 14,3 do 11 proc. Decyzja ta spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem hurtowników farmaceutycznych.
— Rozwiązania nie zostały poprzedzone kompleksową analizą sytuacji sektora ani też rzetelną konsultacją ze środowiskiem — podkreśla Irena Rej.
Ponadto wprowadzono je w trakcie trwania roku obrachunkowego.
Papierowe zwycięstwo
W kwietniu 2001 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, iż rozporządzenie ministra finansów, obniżające wysokość marż urzędowych, jest sprzeczne z konstytucją. Wejście w życie orzeczenia zostało odroczone do 10 kwietnia 2002 r. Oznacza to, iż regulacje prawne w tym zakresie muszą zostać zmienione, ale nastąpi to dopiero po upływie tego terminu.
Tymczasem branża dystrybucyjna podsumowując rok obowiązywania rozporządzenia zauważa, że nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi ministerstwa i nie zdołano obniżyć rosnących kosztów refundacji leków.
— Ceny leków nie zmalały, utrudniony został dostęp do wielu drogich środków. Trzeba pamiętać, że warunkiem dobrej obsługi pacjenta jest sprawna dystrybucja leków. Tymczasem obecny poziom marż utrudnia hurtowniom utrzymanie serwisu na dotychczasowym poziomie — twierdzi Irena Rej.
— Systematycznemu obniżeniu ulega rentowność działalności w tym sektorze. W rezultacie dochodzi do dalszego przeniesienia kosztów leczenia na pacjentów — uważa Jerzy Milewski, prezes Pharmagu.
Hurtownie zostały zmuszone pogorszyć warunki współpracy z aptekami wycofując się z większości opustów.
— Taka sytuacja prowadzi do pojawienia się ryzyka niewypłacalności aptek — dodaje Jerzy Milewski.
Trudniej niż w UE
Branża dystrybutorów leków wymaga znacznych nakładów. Szacuje się, że około 70 proc. środków jest przeznaczanych na inwestycje. Tymczasem nowe prawo farmaceutyczne określa ostre wymogi dotyczące magazynowania, transportu oraz wszelkiej ewidencji leków.
— Będzie to powodować m.in. konieczność dostosowania obecnych centrów dystrybucyjnych do tych wymogów. Szacujemy, że w kilkuset magazynach muszą być przeprowadzone procesy dostosowawcze — mówi Irena Rej.
Koszty ponoszone przez dystrybutorów leków w Polsce są wyższe niż w krajach Europy Zachodniej. Dotyczy to np. środków transportu, których koszt jest wyższy o blisko 50 proc. ze względu na zbliżającą się konieczność stosowania specjalistycznych samochodów o stabilizowanej temperaturze.
— Lek musi być dostarczony w ściśle określonej temperaturze, co wiąże się z wymianą całego taboru samochodowego. Ze względu na niższą marżę apteczną drogich farmaceutyków (powyżej 100 zł) apteki przeważnie nie mają ich na stanie. Hurtownia dostarcza pojedyncze opakowania każdorazowo do apteki w celu realizacji poszczególnych recept — wyjaśnia Irena Rej.
Przepisy w zakresie dystrybucji leków w Polsce są zatem bardziej rygorystyczne niż w krajach UE. W Unii nasze przepisy są jedynie zaleceniami czy rekomendacjami, które zaczną obowiązywać dopiero za kilka lat. Tymczasem polscy dystrybutorzy muszą je spełniać już dziś.
— Wydaje się, że przy podejmowaniu decyzji nie brano pod uwagę aspektów ekonomicznych, które przekładają się na cenę leków. Działalność hurtowni farmaceutycznych w naszym kraju generuje większe koszty ze względu na konieczność dostaw do aptek leków kilka razy dziennie i stosowania specjalistycznego transportu. Takiego wymogu nie ma w UE — uważa Irena Rej.