Co nagle, to po diable — uznał czwarty operator komórkowy i opóźnił debiut. Chyba nie miał innego wyjścia…
Operator telekomunikacyjny działający pod roboczą nazwą P4, dzięki wejściu na rynek ma złamać oligopol operatorów telefonii komórkowej. Jednak nie stanie się to tak szybko, jak się spodziewano.
— Rozpoczniemy świadczenie usług w pierwszym kwartale przyszłego roku, a nie w końcu 2006 r., jak do tej pory zapowiadaliśmy — mówi Chris Bannister, prezes P4.
Problemy z masztami
Operator ma problemy z budową masztów pod urządzenia transmisyjne, wynikające głównie z długotrwałego procesu uzyskiwania zezwoleń. Przed startem P4 chce mieć 1500 masztów, a na razie ma zezwolenia na budowę jedynie 36. Ale operatorowi przyszli z pomocą posłowie — Sejm przyjął kilka dni temu uchwałę mającą doprowadzić do uproszczenia regulacji związanych z ochroną środowiska, które są przyczyną kłopotów P4.
— Planowane zmiany w prawie sprawiają, że na początku przyszłego roku będziemy mieć 25 proc. z 1500 potrzebnych nam masztów. To wystarczy, by rozpocząć komercyjne świadczenie usług — dodaje Chris Bannister.
Opóźnienie startu P4 może sprawić, że wyprzedzą go operatorzy wirtualni, tzw. MVNO. Na przełomie roku usługi mają uruchomić Cyfrowy Polsat i operator telekomunikacyjny MNI.
— Nie obawiamy się ich, bo to nie są operatorzy infrastrukturalni. Dopiero posiadanie własnej sieci umożliwia konkurencję cenową — mówi szef P4.
Ceny w dół
P4, należący do giełdowej Netii i islandzkiego funduszu Novator, obiecuje, że jego wejście na rynek spowoduje obniżkę cen.
— W 2007 r. chcemy osiągnąć 5-procentowy udział w rynku przyłączeń, a szacujemy, że w 2007 r. operatorzy przyłączą 8-10 mln nowych klientów. Chcemy zdobyć znaczące udziały rynkowe, dlatego, wchodząc na rynek znacznie obniżymy ceny — mówi Chris Bannister.
Jednak operator chce walczyć głównie ceną połączeń głosowych i wiadomości tekstowych. Można się spodziewać, że będzie chciał sobie zrekompensować ewentualne niskie marże z tego tytułu wysoką ceną multimedialnych usług dodanych, bo w tym zakresie nie spodziewa się konkurencji ze strony istniejących już na rynku operatorów.
— Połączenia głosowe i wiadomości tekstowe są jak artykuły codziennego użytku — ich ceny ciągle idą w dół. Natomiast ceny usług multimedialnych czy telewizji w komórce mogą być wysokie — twierdzi Chris Bannister.
P4 zapowiada, że będzie miał pozytywną EBITDA pięć lat po uruchomieniu usług. Opóźnienie startu operatora opóźni więc moment osiągnięcia rentowności. Może się to negatywnie przełożyć na wyniki giełdowej Netii, która ma 30 proc. udziałów operatora. Zwłaszcza że P4 cały czas przeznacza spore środki na inwestycje. Netia ma wyłożyć 90 mln EUR, a w sumie P4 chce zainwestować w infrastrukturę 600--650 mln EUR.