Pierwszy tegoroczny debiut wypadł bardzo okazale. Inwestorzy, którzy kupili akcje spółki zarobili na premierze 37,6 proc.
Giorgio Pezzolato, wiceprezes dystrybutora włoskich produktów spożywczych, zapowiadał w wywiadzie dla „PB”, że dzięki pieniądzom od giełdowych inwestorów jego spółka chce stać się branżowym Ferrari. Giełdowy debiut North Coast (NC) był godny tej luksusowej marki. Na zamknięciu premierowej sesji za walor płacono 4,61 zł, a za PDA 4,5 zł. Cena emisyjna wynosiła 3,35 zł.
— To pierwszy debiut w tym roku. Inwestorzy byli zniecierpliwieni brakiem ofert pierwotnych, więc niedziwne, że kurs tak wystrzelił. Poza tym firma to dystrybutor, a takie spółki zawsze cieszą popytem na giełdzie. Rynek produktów spożywczych ma duży potencjał, a dodatkowo spółka osiąga wysokie marże. Jeśli NC będzie z równie dużym zapałem realizować zapowiadaną strategię rozwoju, wartość firmy będzie systematycznie rosnąć — ocenia Wojciech Szymon Kowalski, niezależny analityk.
— Debiut giełdowy jest ukoronowaniem naszej dotychczasowej działalności i jednocześnie początkiem drogi jako spółki publicznej oraz znaczących inwestycji. Chcemy sprostać zaufaniu, jakim obdarzyli nas inwestorzy giełdowi, i przekuć to na rosnącą cenę walorów — deklaruje Silvano Fiocco, prezes NC.
Akcje w ofercie publicznej kupiło około 1300 inwestorów. Dali spółce na inwestycje, których łączna wartość może przekroczyć 60 mln zł. Zamierza ona wybudować pięć magazynów w największych miastach i stworzyć sieć delikatesów i „corner shopów” z włoskimi produktami spożywczymi. W efekcie przychody mają wzrosnąć z 73,4 mln zł w 2005 r. do 145 mln zł w 2008 r., a zysk netto — z 8,2 mln zł do 18 mln zł. Zdaniem szefów spółki, w tym roku jest możliwa wypłata dywidendy.
— Zdecyduje o tym walne w pierwszej połowie czerwca. W prospekcie zapisane jest, że zarząd będzie rekomendował przeznaczenie przynajmniej 30 proc. zysku na dywidendę — dodaje Silvano Fiocco.