Nowe prawo restrukturyzacyjne, zmieniające też ustawę Prawo upadłościowe i naprawcze, czeka już tylko na podpis prezydenta. Parlament zakończył nad nim prace 15 maja. Poprawek senackich było aż 263, ale nie wniosły one istotnych zmian do treści nowych przepisów. — Nie są to poprawki merytoryczne, tylko głównie legislacyjne i redakcyjne. Ustawa powstawała przez trzy lata, to przemyślany merytorycznie twór i dlatego nie było większych zmian w stosunku do jego pierwotnej postaci — mówi Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, współtwórca prawa restrukturyzacyjnego.

Na równych prawach
W przyjętych przez Sejm przepisach znalazła się m.in. zmiana, której sprzeciwiał się fiskus, zrównująca skarb państwa i prywatnych wierzycieli w kolejce po wierzytelności z masy upadłości. Obecnie w pierwszej kolejności z masy upadłości spłacane są koszty postępowania i wynagrodzenie syndyka, następnie roszczenia pracownicze i składki na ZUS, potem jest skarb państwa, a na końcu wierzytelności kontrahentów. Nowe prawo łączy dwie pierwsze kategorie wierzycieli w jedną kategorię pierwszą, a trzecią i czwartą — w jedną kategorię drugą. Tym sposobem w drugiej kategorii na równi zaspokajane będą zaległe podatki i wierzytelności przedsiębiorstw. W ustawie pozostał jednak także zapis, że sprawy restrukturyzacyjne rozpatrywać mają sądy rejonowe, a nie okręgowe.
— W zespole, który nad projektem pracował, wszyscy zgadzaliśmy się co do tego, że takie sprawy powinny rozpatrywać sądy okręgowe, gdzie sędziowie są bardziej doświadczeni. Obawiam się, że wiedza w sądach rejonowych będzie niedostateczna, żeby porządnie przeprowadzać procesy restrukturyzacyjne. W ankietach sędziowie rejonowi sami przyznawali, że nie są odpowiednio przygotowani do prowadzenia procesów naprawczych — często czują się jak chirurg pozbawiony narzędzi, a w dodatku możliwości przeprowadzenia sekcji zwłok, która mogłaby wyjaśnić przyczyny zgonu — tłumaczyła podczas spotkania zorganizowanego przez Pracodawców RP prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i kierownik zakładu badań nad bankructwami przedsiębiorstw w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
— Najbardziej skomplikowane sprawy nie mogą być rozpatrywane w sądach rejonowych. Często trafiają do nich młodzi sędziowie, dla których restrukturyzacje będą pierwszymisprawami w życiu — wtórował jej Maciej Geronim, ekspert w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Upadłość jako ostateczność
Nowe prawo, które może wejść w życie na początku przyszłego roku, przede wszystkim wprowadza cztery rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych: o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe i postępowanie sanacyjne. Ponadto przewiduje wiele rozwiązań, które mogą ułatwić ratowanie firm — np. możliwość zawarcia układu częściowego, tylko z najbardziej istotnymi wierzycielami firmy, bez zbędnego informowania całego świata o kłopotach, czy tzw. przygotowaną likwidację, która na wzór zachodnich rozwiązań daje szansę na sprzedaż firmy inwestorowi w dniu ogłoszenia upadłości, też bez nadmiernego rozgłosu.
Zmieni się też definicja niewypłacalności oraz sposób wynagradzania syndyków i doradców restrukturyzacyjnych na taki, który będzie motywował ich do pracy nad restrukturyzacją firm, a nie ogłaszania upadłości.
Zdaniem Macieja Geronima, kluczowe dla powodzenia reformy będzie także stworzenie internetowego Centralnego Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości, zawierającego m.in. informacje o wszystkich postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych.