Kolejne 24 zakłady mięsne zainteresowane eksportem poddały się kontroli mimo braku opłacalności wysyłki.
Krajowe zakłady mięsne nie rezygnują z szerszej obecności na Wschodzie. Skoro rynek rosyjski nadal jest blokowany, a konkurencja z zachodnich firm już dawno zajęła miejsce polskich, celem starań stali się najbliżsi sąsiedzi, w tym przede wszystkim Ukraina.
— W ubiegłym tygodniu zakończyła się inspekcja kolejnych 24 zakładów mięsnych zainteresowanych wysyłką. Sześciu kontrolerów przez dwa tygodnie wizytowało 19 zakładów mięsa czerwonego i pięć białego — mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii.
Dodaje, że wyniki ukraińskich kontroli powinny być znane do końca sierpnia.
— Jestem dobrej myśli, bo protokoły pokontrolne sporządzane na miejscu w każdym zakładzie zawierały informacje o niewielkich uchybieniach — ujawnia Krzysztof Jażdżewski.
Dodaje, że decyzję w sprawie pozwoleń podejmuje centrala w Kijowie, dlatego inspektorat weterynarii nawet nie organizował zwyczajowego podsumowania kontroli.
Polscy przedsiębiorcy mają jeszcze jeden problem.
— Do tej pory pozwolenia na eksport, po uprzednich kontrolach, mają 23 zakłady. Niestety, wysyłka ma charakter śladowy ze względu na zbyt wysokie cła — mówi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa.
Wyjaśnia, że przedsiębiorcy starają się o certyfikaty, bo każda możliwość eksportu jest ważna.
— To pewien rodzaj zapobiegliwości, bo zawsze przecież istnieje szansa na zmianę warunków — konkluduje Witold Choiński.
Przypomnijmy, że na początku kwietnia 2006 r. strona polska otrzymała listę wykroczeń, na podstawie których tamtejsze władze zdecydowały o wprowadzeniu blokady. Były to przypadki nielegalnego przekroczenia mięsa przez granicę w ilości 2-3 ton (razem w 2005 i 2006 r. przemyt sięgnął niecałych 100 ton).