Nowy rząd stawia na węgiel

Anna Bytniewska, MT
opublikowano: 04-12-2007, 00:00

Stawiamy na węgiel — coraz częściej takie głosy dochodzą z nowego gabinetu. To ryzykowna strategia — ostrzega były szef resortu gospodarki.

Nie zapomnajcie o gazie – apelują członkowie byłego gabinetu

Stawiamy na węgiel — coraz częściej takie głosy dochodzą z nowego gabinetu. To ryzykowna strategia — ostrzega były szef resortu gospodarki.

To już tradycja, że przed Barbórką premier rządu jedzie na Śląsk, by spotkać się z górnikami. Przy okazji z ust oficjeli padają ważne deklaracje. Tak było i tym razem.

— Polski węgiel nie jest kłopotem, lecz szansą. Polski węgiel może być gwarancją polskiego bezpieczeństwa energetycznego — zawyrokował premier Tusk.

Wygląda na to, że nie jest to kurtuazyjna wypowiedź. Niedawno w podobnym duchu wypowiadał się Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki.

— Przy obecnych cenach ropy — za chwilę za tym pójdą ceny gazu — nasz węgiel nabiera dużo większej wartości. Polska jest jedynym krajem w regionie, który ma dużą niezależność energetyczną, związaną z własnymi zasobami tego paliwa — uważa Waldemar Pawlak.

Wygląda więc na to, że rząd PO-PSL ma inną wizję polityki energetycznej państwa niż poprzednicy z PiS, którzy mocniej stawiali na gaz, a dziś deklaracjami PO-PSL są lekko zaniepokojeni.

— Co prawda węgiel to podstawa w bilansie energetycznym Polski, ale rozwój energetyki opartej na nim będzie utrudniony — ostrzega Piotr Woźniak, były minister gospodarki w rządzie PiS.

Bariera CO2

Były wiceprezes PGNiG zwraca też uwagę, że w najbliższych latach Bruksela coraz bardziej będzie ograniczać emisję dwutlenku węgla. Tymczasem opalane węglem elektrownie i elektrociepłownie emitują go najwięcej.

— Węgiel jest naszym bogactwem, ale biorąc pod uwagę, że do 2020 r. trzeba będzie ograniczyć emisję CO2 o 40 proc., jego wykorzystanie w elektroenergetyce jako bezpośredniego paliwa jest problematyczne, chyba że zostanie przerobiony na paliwo wodorowe. Dlatego też turbiny gazowe w elektroenergetyce są lepszym rozwiązaniem — wtóruje byłemu ministrowi Ryszard Pazdan, ekspert BCC.

Gaz to oczko w głowie Piotra Woźniaka. Za jego rządów nabrały tempa projekty, mając zwiększyć import gazu z innych źródeł niż rosyjskie. Do 2020 r. możliwe byłoby sprowadzenie z tamtych kierunków nawet ponad 10 mld m sześc. Dla porównania, PGNiG w 2006 r. sprzedał ogółem 13,7 mld m sześc. błękitnego paliwa.

Argumentem w tej dyskusji dla rządu są ceny gazu. Polska musi importować go głównie z Rosji (prawie 68 proc. naszego zużycia), a tu warunki dyktuje Gazprom. Koncern już zapowiedział, że także tej zimy podniesie stawki.

— Na ceny ropy i gazu nie mamy żadnego wpływu. Węgiel zaś mamy, a cena jego wydobycia zależy w dużym stopniu od czynników, które od nas zależą — podkreśla Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum Adama Smitha.

Gaz to inwestorzy

Inna sprawa, że ceny węgla na światowych rynkach również rosną.

— W kontraktach długoterminowych sięgają 90 USD za tonę, a w spotowych nawet 110-120 USD i będą rosły wraz ze wzrostem cen ropy naftowej. Dlatego nasze kopalnie też będą podnosić ceny — twierdzi Piotr Woźniak.

Waldemar Pawlak przyznał jednak, że wystąpił o udostępnienie ekspertyz kancelarii premiera w sprawie opłacalności zróżnicowania kierunków dostaw gazu.

Adam Szejnfeld, jego zastępca, przed objęciem urzędu obiecywał wnikliwie przyjrzeć się projektom gazowym poprzedniej ekipy, zwłaszcza budowie terminalu gazu płynnego LNG, który ma kosztować 350-450 mln EUR. PGNiG zapowiadało podpisanie jeszcze w tym roku umów na dostawy tego paliwa. Na spełnienie obietnic zostało więc cztery tygodnie. Jeśli umów nie będzie, inwestycja stanie pod znakiem zapytania. Dużo lepiej wygląda projekt Baltic Pipe, czyli rurociągu, który miałby połączyć systemy gazowe Danii i Polski. PGNiG podpisało umowę w tej sprawie już w połowie listopada, choć ostateczną decyzję i tak będzie musiał podjąć w 2008 r. nowy rząd.

Brakuje surowca, kapitału też

Branża węglowa na koniec września miała ponad 6,1 mld zł zobowiązań. Spadło wydobycie, przychody i zyski.

Na świecie kwitnie koniunktura na węgiel energetyczny. Rosną jego ceny, a w Polsce pojawił się jego deficyt. Z danych resortu gospodarki wynika, że w ciągu trzech kwartałów tego roku wydobycie surowca spadło o 6 mln ton w stosunku do takiego samego okresu roku ubiegłego — z 71 mln do 65 mln ton. Eksperci coraz głośniej mówią, że to skutek błędnej polityki w poprzednich latach, czyli braku inwestycji.

— Największym problemem górnictwa jest brak wydobycia na odpowiednim poziomie — podkreśla Waldemar Pawlak, minister gospodarki.

Dlatego spółki węglowe szykują się do ogromnych inwestycji. Tymczasem koncerny energetyczne, m.in. czeski CEZ, szukają możliwości bliskiej współpracy z branżą w sprawie stabilnych dostaw węgla. Zwłaszcza że Niemcy zamykają kopalnie, a w Czechach za 11 lat skończą się jego zasoby.

Sytuacja finansowa polskiej branży węglowej nie jest jednak wesoła. Zyski na koniec września tego roku spadły z 374,6 mln zł do 85,6 mln. Utrzymuje się wysoki poziom zadłużenia — 6,1 mld zł. W takim samym okresie roku ubiegłego długi sięgały 5,8 mld zł. Spadły nakłady inwestycyjne. Resort gospodarki szacuje, że spółki węglowe potrzebują do 2015 r. 18 mld zł na inwestycje. Bez nich kopalnie nie mają szans na utrzymanie wydobycia węgla, które na koniec roku ma wynieść 90 mln ton.

W branży pracuje 117 tys. osób. Średnia płaca sięga 4 tys. zł brutto. 10 grudnia ma się odbyć w Kompanii Węglowej referendum. Związkowcy domagają się podwyżek. W przypadku braku porozumienia na 17 grudnia zapowiadają strajk.

Inwestycje narzuci

Nie dostrzegam wyraźnej zmiany strategii rządu dotyczącej wykorzystania gazu w energetyce. Poprzednia ekipa mówiła wprawdzie o dywersyfikacji dostaw, ale w „Polityce energetycznej Polski do 2020 r.” przewidywała zaledwie potrojenie udziału źródeł gazowych w produkcji energii. Obecnie jest on bliski zera, więc potrojenie nie oznacza szczególnie intensywnego rozwoju.

Nie widzę też, w jaki sposób jakakolwiek strategia rządu mogłaby przełożyć się na zwiększenie skali wykorzystania gazu w energetyce. Firmy będą inwestowały tak, jak im podyktuje rynek. Chyba że rząd chce trzymać większość przedsiębiorstw wytwórczych pod państwową kontrolą i w ten sposób wpływać na kierunek inwestycji. W perspektywie kilkunastu lat, mimo zaostrzania norm dotyczących emisji dwutlenku węgla, stawiałbym raczej na węgiel niż na gaz. Sprawność bloków jest coraz wyższa, technologie czystej produkcji (np. sekwestracja CO2) z biegiem czasu powinny tanieć.

W przeciwieństwie do gazu czy ropy, o węglu można mówić jako o produkcie rynkowym bez cudzysłowu. Na świecie jest bardzo wielu niezależnych producentów, nie ma żadnego Gazpromu ani OPEC. Dzięki temu o cenach węgla decydują realne mechanizmy rynkowe, a nie polityka.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że nie będą powstawały gazowe bloki energetyczne. Takie jednostki będą w systemie potrzebne ze względu na ich dużą elastyczność. Będą jednak z pewnością pracowały krócej niż inne źródła, co oznacza, że energia z nich musi być droższa.

Grzegorz Górski

prezes Electrabel Polska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska, MT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu