Akcje spółek produkujących dobra pierwszej potrzeby (tzw. consumer staples) notują na świecie największy dwumiesięczny wzrost od prawie 30 lat. Może to teoretycznie oznaczać strach o koniunkturę, ale jednocześnie widać hossę na rynkach wschodzących, więc wyjaśnienie jest inne. Panuje kompletna dezorientacja dotycząca wpływu technologii na biznes i gospodarkę. Inwestorzy zwracają się więc w stronę spółek i zakładów, które reprezentują tradycyjne segmenty i podejście do lokowania aktywów.
Od początku roku indeks MSCI Consumer Staples, grupujący takie tradycyjne spółki jak na przykład Coca Cola, Procter & Gamble, Unilever, Nestle itp., zyskał aż 14 proc. Na pierwszy rzut oka nie jest to dużo jak na zmienne rynki giełdowe, ale mówimy o sektorze bardzo defensywnym. Taka zmiana w ciągu dwóch miesięcy zdarzyła się ostatni raz w listopadzie 1998 r.
Można to powiązać z obawami o wpływ technologii AI na gospodarkę. Ostatni miesiąc przyniósł serię małych fal paniki wokół różnych branż, które mogą zostać zrewolucjonizowane przez nowe cyfrowe rozwiązania. Już od dłuższego czasu przeceniane były spółki software, ale silna wyprzedaż dotknęła w pewnym momencie spółki logistyczne (bo nowe platformy miałyby rzekomo zastąpić pośredników), kancelarie prawne (bo AI umie rzekomo udzielać dobrych interpretacji przepisów), firmy e-commerce (bo rzekomo ludzie zaczną kupować przez agentów AI), firmy finansowe (bo pośrednictwo straci na znaczeniu) itd.
Wiele tych reakcji wydaje się objawem zwykłej niepewności, a nie dobrego rozpoznania technologicznego. Dobrze pokazuje to historia analizy niszowej firmy Citrini Research, która nakreśliła futurystyczny obraz dewastacji gospodarki przez AI, szeroko komentowany przez inwestorów, ekonomistów, media finansowe na całym świecie. W tej analizie nie było żadnych konkretnych liczb, a długookresowe wizje, które mimo to trafiły do wyobraźni uczestników rynku. Nikt na razie nie wie, jak modele AI zmienią modele biznesowe. Inwestorzy najwyraźniej uznali, że lepiej kupować wszystko to, czego cyfryzacja nie zmieni: producentów żywności, papierosów, zwykłych sieci handlowych.
Ruch w stronę tego, co stare, nudne i znane widać też w rozkładzie kontynentalnym. Od początku roku relatywnie dobrze radzą sobie spółki europejskiej, a słabiej amerykańskie. Indeks Stoxx Europe 600 zyskał w tym czasie 6 proc., a S&P500 tylko 1 proc. W Europie zyskują m.in. banki, firmy przemysłowe.
W skali świata widać również duży ruch kapitału w stronę rynków wschodzących, które tradycyjnie zyskują na słabym dolarze. Bardzo dobrze radzą sobie na przykład rynki afrykańskie. Doskonały początek roku notują rynki azjatyckie, które są oparte na firmach przemysłowych.
Trudno powiedzieć, ile to potrwa. Ale ludzie nie lubią żyć bez narracji nakręcających emocje, a inwestorów dotyczy to w szczególny sposób. Więc z tego okresu dezorientacji wkrótce urodzą się zapewne nowe narracje na temat przyszłości. Na razie można powiedzieć, że trwa hossa świata materialnego: w cenie jest to, co namacalne.
