Obcy unikają azotów

Bytniewska Anna
opublikowano: 1999-02-25 00:00

Obcy unikają azotów

Inwestorzy zagraniczni nie interesują się producentami nawozów sztucznych

Krajowe firmy nawozowe w przededniu prywatyzacji stanęły przed dużym problemem. Ich szefowie twierdzą, że większość potencjalnych inwestorów interesuje się przejęciem tylko tych fragmentów zakładów, które produkują zyskowne chemikalia. Nawozów nie potrzebują.

Od około dwóch lat krajowe firmy zarabiają coraz mniej na nawozach. Rolnikom brakuje pieniędzy, coraz częściej wybierają też produkty z importu, tańsze. Przedsiębiorstwa nawozowe narzekają na wysokie ceny gazu (sięgają 40-60 proc. kosztów produkcji) i brak krajowego kapitału, gotowego wesprzeć inwestycje.

Trudna prywatyzacja

Inwestorzy zagraniczni nie są zainteresowani rozwijaniem produkcji nawozów.

— Zagraniczni inwestorzy nie chcą kupować dużych zakładów. My zaś nie zamierzamy zrezygnować z dotychczasowej struktury przedsiębiorstwa. Szukamy inwestora pasywnego, który będzie nas jedynie wspierał finansowo. Aby poprawić sytuację zakładu, stawiamy na zróżnicowanie produkcji. Obecnie nawozy przynoszą nam 52-53 proc. przychodów, gdy rok temu — 60 proc. Dzięki rosnącemu udziałowi chemikaliów w przychodach unikamy sezonowości i kłopotów ze zbytem nawozów — tłumaczy Marek Sieprawski z ZA Puławy.

W Puławach obawiają się rosnącego importu nawozów azotowych ze Wschodu.

Mocna biel

ZCh Police również stawiają na dywersyfikację produkcji.

— Nasza firma jest jedynym w kraju wytwórcą bieli tytanowej, a to bardzo rentowny produkt. Jednak około 85 proc. naszych przychodów pochodzi ze sprzedaży nawozów. Z powodu dekoniunktury zamierzamy doprowadzić do tego, by 40 proc. przychodów przynosiły nam inne wyroby — mówi Piotr Wachowicz, rzecznik prasowy ZCh Police.

Zakłady z Polic również nie chcą dopuścić do częściowej prywatyzacji firmy. Wiadomo jednak, że inwestorów zagranicznych interesuje przede wszystkim wytwórnia bieli i port.

Likwidacja rynku

W ZA w Tarnowie-Mościcach obawiają się, że tani import nawozów i wzrost konkurencji po wejściu do Unii Europejskiej zmusi zakłady do odejścia od produkcji nawozów.

— Nawozy to około 20-25 proc. wartości naszej sprzedaży. Nie zamierzamy zwiększać tego udziału. W Polsce mamy nadprodukcję nawozów. Może się więc zdarzyć, że będziemy musieli całkowicie zrezygnować z ich wytwarzania i przestawić się na inną produkcję. Na jej uruchomienie będą jednak potrzebne środki. Liczymy na inwestora finansowego — oznajmia Marek Żyliński, doradca prezesa ZA w Tarnowie-Mościcach

Do końca marca 1999 r. zostaną ogłoszone przetargi na doradców prywatyzacyjnych dla zakładów azotowych w Puławach, Kędzierzynie, Tarnowie, ZCh Police i ZNF Superfosfat ze Szczecina. List intencyjny złożyła już fińska Kemira. Ministerstwo Skarbu Państwa nie potwierdza ani nie zaprzecza tej informacji.

Niepewna przyszłość

Wciąż nie wiadomo, jaką koncepcję prywatyzacji ma resort skarbu. W branży mówi się, że może wybrać inwestorów branżowych, co bez odpowiednich klauzul w umowach groziłoby zakładom zamykaniem produkcji nawozów, zwolnieniami, a czasami nawet zejściem koncernu do roli hurtowni. Może też postawić na inwestorów pasywnych, wspierających firmy jedynie finansowo. Istnieje także trzeci wariant — mieszany, zgodnie z którym inwestor branżowy obejmie 30 proc. udziałów, a resztę akcjonariatu będą stanowić inwestorzy pasywni. W grę wchodzi również konsolidacja branży.

Anna Bytniewska

Możesz zainteresować się również: