Koleje losu niemieckich majsterkowiczów na polskim rynku się rozchodzą. Podczas gdy prowadzący 24 sklepy Praktiker po niedawnym upadku spółki matki walczy o przetrwanie, Obi, które należy do grupy Tengelmann (właściciela także m.in. odzieżowych dyskontów KIK), otwiera nowe sklepy i nie zamierza zwalniać.

— Mamy dziś 44 sklepy w całym kraju — ostatnio otworzyliśmy placówkę pod Chojnicami, a w najbliższym czasie ruszy kolejna w Krakowie. Na przyszły rok zaplanowaliśmy co najmniej dwa otwarcia — mówi Adam Rosiński, członek zarządu i dyrektor handlowy Obi. Wartość rynku DIY (do it yourself, czyli zrób to sam) w Polsce szacuje się nawet na 40 mld zł, z czego niespełna połowę zapewniają sklepy wielkopowierzchniowe — liderem jest brytyjska Castorama, a za jej plecami o pozycję oprócz niemieckich sieci walczą m.in. francuskie Leroy Merlin czy polskie sieci PSB Mrówka i Nomi.
Głębsze portfele
Już wiosną Obi ma otworzyć sklep w Ostrołęce. Markety remontowo-budowlane, przez pierwsze lata na polskim rynku rozwijające się w największych miastach, coraz chętniej zaglądają do mniejszych ośrodków.
— W Chojnicach mieszka 40 tys. ludzi, ale w okolicy jest kilka miast o porównywalnej liczbie ludności, z których klienci do tej pory po materiały budowlane musieli jeździć do Gdańska lub Bydgoszczy. To grupa, o którą warto walczyć, bo mieszkańcy mniejszych miast mają często głębsze portfele, niż wynikałoby z oficjalnych statystyk — to zasługa pracujących często za granicą członków ich rodzin — mówi Adam Rosiński.
Obi wypracowuje rocznie ok. 2,2 mld zł przychodów. Polska jest dla Niemców drugim pod względem wielkości rynkiem zagranicznym. Przegrywamy tylko z Rosją. Z najnowszych danych w KRS wynika, że w ubiegłym roku spółka Obi Centrala
Systemowa, zarządzająca zorganizowaną na zasadach franczyzy siecią sklepów, zanotowała 20,9 mln zł zysku netto (o 44 proc. mniej niż rok wcześniej). Przedstawiciele sieci przyznają, że w tym roku lepiej nie będzie.
— Pierwsze półrocze 2013 r. w całej branży było istotnie słabsze pod względem sprzedaży, głównie z powodu przedłużającej się zimy. Drugie jest już wyraźnie lepsze, ale w ujęciu całorocznym trudno będzie osiągnąć wyniki na poziomie zeszłego roku — mówi Adam Rosiński.
Ewolucja budowlańca
Większość sprzedaży w polskiej branży DIY generuje dziś asortyment remontowo-budowlany. Tymczasem za Odrą sieci, takie jak Obi, nastawiają się już na artykuły do dekoracji wnętrz. U nas za kilka lat ma być tak samo.
— Dziś w Polsce domy i mieszkania nadal przechodzą generalne remonty, na co dowodem jest m.in. kilkakrotnie wyższy niż w Niemczech czy Francji udział płytek ceramicznych w sprzedaży. Markety remontowo-budowlane będą jednak powoli ewoluowały w stronę asortymentu dekoracyjnego — to naturalny trend i taki scenariusz przećwiczono już w Europie Zachodniej — mówi Adam Rosiński. Część graczy na rynku DIY — m.in. Leroy Merlin i Praktiker — próbuje też sił w sprzedaży internetowej. Obi e-sklepu nie ma, ale w najbliższym czasie ma inwestować w działalność w sieci.
— Chcemy zwiększyć naszą aktywność w internecie — niekoniecznie chodziłoby od razu o e-sklep, ale np. o rozbudowany katalog dostępnych produktów, wraz z ich specyfikacją. Duża część naszego asortymentu — np. rośliny — jeszcze długo będzie kupowana tradycyjnie, na miejscu, można jednak zakładać, że np. handel elektronarzędziami powoli będzie przenosił się do sieci — mówi Adam Rosiński.