Gospodarka dostaje zadyszki, więc kapitał płynie do bezpiecznych przystani
Dane makro zawodzą. Gdy ceny akcji i surowców spadają, zarabiają ci, którzy postawili na obligacje USA.
Gospodarka amerykańska hamuje. Według wstępnych danych dynamika PKB w I kwartale spadła do 1,8 proc. z 3,1 proc. w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku.
Dane zawodzą
W ubiegłym tygodniu inwestorów zszokowały także dane o liczbie nowych bezrobotnych. W urzędach pracy złożono najwięcej wniosków o zasiłki od blisko 9 miesięcy. Wobec pogarszających się nastrojów marnym pocieszeniem były piątkowe dane o przyroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym.
— Wzrost gospodarczy może się ślimaczyć jeszcze przez kilka miesięcy — ostrzega Edward Yardeni, szef i główny strateg inwestycyjny firmy doradczej Yardeni Research.
Inwestorzy są zawiedzeni najnowszymi informacjami. Potwierdza to zachowanie indeksów niespodzianek w danych makroekonomicznych. Oblicza je Citigroup, sprawdzając, w którą stronę (i o ile) dane rozmijają się z oczekiwaniami analityków ankietowanych przez Bloomberga. Tak obliczonym odchyleniom analitycy banku przyznają wagi zależne od tego, które dane są dla rynku najistotniejsze.
Indeks Citigroup dla USA spada systematycznie już od dwóch miesięcy. W ubiegłym tygodniu wskaźnik gwałtownie zanurkował poniżej zera, spadając najniżej od 8 miesięcy. Amerykanie ciągną za sobą w dół resztę świata. Analogiczny indeks dla 10 największych gospodarek znajduje się już najniżej niemal od początku obecnej hossy.
Nie czas na ryzyko
Inwestorzy reagują wyprzedażą surowców i przeceną na giełdach akcji. Wrażliwe na pogorszenie nastrojów euro w dwie sesje straciło całe zyski wypracowane względem dolara od połowy kwietnia. Inwestorzy wracają do bezpiecznych lokat, a najbezpieczniejsze wśród liczących się aktywów nadal są obligacje amerykańskiego skarbu.
Koszt ubezpieczenia wyemitowanych przez Amerykanów obligacji nadal jest jednym z najniższych na świecie, mimo szybko narastającego zadłużenia. W poniedziałek wynosił on zaledwie 43 punktów bazowych i był jedynie nieznacznie wyższy od ceny ubezpieczenia obligacji niemieckich. Z mniejszym ryzykiem związane jest inwestowanie w papiery tylko siedmiu krajów na świecie.
Rosnąca awersja do ryzyka sprawiła, że tylko w kwietniu, mimo relatywnie niskich rentowności na tle historycznych danych, obligacje 10-letnie zyskały 1,2 proc. To najwięcej od sierpnia zeszłego roku. W czwartek wzmożony popyt na te papiery zepchnął ich rentowności nawet do 3,17 pkt. Czołowe banki zza oceanu coraz śmielej obstawiają, że słaba passa obligacji z ostatnich miesięcy dobiega końca.
— Dotąd przewidywaliśmy spadki, ale zmieniliśmy nastawienie na neutralne. W krótkim terminie rozważamy nawet kupno papierów rządowych, jeżeli zaoferują korzystną rentowność — pisze w raporcie z zeszłego tygodnia Jim Caron, odpowiedzialny za strategię stóp procentowych w banku Morgan Stanley.
Francesco Garzarelli z Goldman Sachs dodaje, że obligacjom sprzyjają nieco niższa inflacja, łagodne komentarze członków Fed oraz obawy o ograniczanie zakupów przez konsumentów. Bank w ubiegłym tygodniu wycofał się ze swojego zalecenia sprzedaży 5-letnich obligacji amerykańskich. Z kolegami zza oceanu zgadza się Zeal Yin z Shin Kong Life w Taipei.
— USA w końcu ograniczą deficyt, a wzrost gospodarczy nie będzie tak szybki, jak ludzie oczekują — uzasadnia Yin.
Sceptyczny rynek
Nie zmienia to jednak faktu, że na rynku wciąż przeważa sceptyczne podejście do obligacji. Większość analityków wciąż spodziewa się szybkiej poprawy koniunktury, a to nie sprzyja inwestycjom w obligacje. Według prognoz 73 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga tempo wzrostu największej gospodarki na świecie już w tym kwartale powinno przyspieszyć do 2,7 proc.
W perspektywy amerykańskich papierów dłużnych nie wierzy również Bill Gross, zarządzający największego na świecie funduszu obligacyjnego Total Return Fund, należącego do Pimco. Niemal do zera zredukował on pozycje w obligacjach USA. Jego zdaniem utrzymywanie rekordowo niskich stóp przez Fed grozi wzrostem inflacji, a to może skutkować spadkiem realnych rentowności poniżej zera. To zaś oznaczałoby, że posiadacze obligacji w rzeczywistości dopłacaliby rządowi USA za to, że pożyczają mu pieniądze. Dlatego rynek wciąż przewiduje spadki cen. Z ankiety Bloomberga przeprowadzonej wśród analityków wynika, że dochodowość powinna wzrosnąć do 3,59 proc. na koniec tego kwartału oraz do 3,91 proc. na koniec roku. Z tymi prognozami nie zgadza się jednak Edward Yardeni z Yardeni Research.
— Zachowanie rynku obligacji sugeruje, że inwestorzy mniej martwią się o inflację, a bardziej o słabość gospodarki — twierdzi Edward Yardeni.
Jeżeli wspomniana przez niego tendencja utrzyma się, to odwrót od ryzykownych aktywów może się jeszcze nasilić. Na to tylko czekają obligacyjne byki.
4 pytania do...
Piotr Bujak: Jeśli obligacje to na krótko
1. Jak ocenia Pan perspektywy amerykańskich obligacji skarbowych?
Uważam, że w krótkim i średnim terminie strategia kupna amerykańskich obligacji skarbowych może być uzasadniona. Ben Bernanke, szef Fed, po ostatnim posiedzeniu zapowiedział, że bank nie będzie się spieszył z zaostrzeniem polityki pieniężnej. Do tego dochodzi lekka zadyszka gospodarki amerykańskiej i innych najważniejszych ekonomicznie krajów świata.
2. Czy w dłuższym terminie coś się zmienia?
Przy dłuższym horyzoncie inwestycyjnym warto pamiętać, że rentowości papierów rządowych i stopy procentowe Fed są historycznie niskie. Dlatego ceny papierów w perspektywie kilku lat mogą znaleźć się pod presją.
3. Jak na tle obligacji skarbowych powinny się spisywać amerykańskie papiery korporacyjne?
Podobnie, jednak spread pomiędzy papierami rządu i przedsiębiorstw powinien się zawężać. To znaczy, że jeżeli papiery rządowe w najbliższych latach dotknie przecena, to obligacje korporacyjne odczują to w mniejszym stopniu. Przemawia za tym perspektywa poprawy kondycji finansowej emitentów.
4. Jak zatem ocenia Pan atrakcyjność inwestycji w polskie fundusze obligacji dolarowych?
Biorąc pod uwagę oczekiwane w średnim i długim terminie umocnienie złotego do dolara oraz spodziewany w takim horyzoncie spadek cen dolarowych obligacji (głównie za sprawą normalizacji polityki pieniężnej Fed), potencjał zysku dla inwestycji w polskie fundusze obligacji dolarowych przy uwzględnieniu ryzyka wydaje się mało atrakcyjny.
Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK