Edukacyjne motto zostało zapożyczone z butelki piwa z browaru w Lwówku Śląskim, który ma najstarsze w Polsce korzenie. Książę Henryk I Brodaty z linii śląskich Piastów nadał tej osadzie przywilej warzenia i sprzedaży chmielowego trunku w roku 1209! Tą umieszczoną w logotypie datą szczyci się współczesny browar, bijący pod względem starszeństwa krajową konkurencję o wieki. Notabene należy w tej kategorii do ścisłej czołówki światowej.







Dlatego w piwnym odcinku naszego cyklu „Było, nie minęło” Lwówek Śląski jako symboliczny dziekan korpusu reprezentuje całą branżę. W uznaniu szybkiego rozwoju piwnej osady książę Henryk już w 1217 r. awansował ją do statusu miasta na prawie magdeburskim. Dzieje lwóweckiego piwowarstwa trzeba nałożyć na oś czasu, odnotowującą zmiany przynależności Dolnego Śląska. Kresem wpływów polskich była tragiczna klęska pod Legnicą, poniesiona w 1241 r. przez nasze rycerstwo podczas najazdu mongolsko-tatarskiego.
Rozdrobnione księstwa wchłonęły Czechy, Lwówek trafił do ich korony w 1392 r. Kolejną datą graniczną jest 1526 r., gdy zapanowali tam austriaccy Habsburgowie. W 1742 r. Dolny Śląsk zbrojnie zagarnęły Prusy, a od 1871 r. znalazł się w zjednoczonym cesarstwie niemieckim. Wreszcie na mocy ustaleń z Jałty od 1945 r. Lwówek Śląski jest w Polsce. Okres rewolucji przemysłowej, w tym rozwoju współczesnego piwowarstwa, przypadł zatem na okres pruski/niemiecki, gdy miasto nazywało się Löwenberg in Schlesien. Ale prapoczątki w XIII w. bezwzględnie były polskie.
Chałupnicza produkcja ściśle regulowana
Pisemne relacje na temat produkcji piwa są wyrywkowe, ale dokumentują jego ciągłość. W 1377 r. ćwierćbeczka kosztowała 1 wiardunek (jednostka przeliczeniowa zawierająca około 46 gramów srebra), a w 1427 r. już trzy wiardunki — nie jest jasne, czy to piwo stawało się tak cenne, czy postępowała inflacja. W tamtych czasach całe miasto było jednym wielkim zdecentralizowanym browarem. Słodownie i warzelnie znajdowały się w wielu domach, poza mieszczanami piwo produkowali zakonnicy, strzelcy kurkowi itp. Dochodowy rynek nie był wolny, lecz precyzyjnie regulowany. W 1609 r., czyli już w czasach austriackich, samorząd miasta uchwalił nowy statut, którego częścią był obszerny porządek piwowarski.
Z masy przepisów przytaczamy kilka przykładowych: „Jeżeli słodownik ma dwa starsze słody, to może on tylko jeden z nich sprzedać, a z innym musi się powstrzymać, później ten z nowym słodem zmieszać”, „Nie wolno nikomu warzyć w dwu domach piwnych, lecz gdy to mu już zostanie opłacone — może on warzyć w każdym, pod warunkiem jednakże, że piwo będzie szynkowane w domu, na co mu się zezwala; kto przeciw temu postąpi, zapłaci karę 4 talarów”, „Przed każdą bramą będzie tylko jedno piwo szynkowane, a żaden obcokrajowiec lub obcy na noc tam nie pozostanie. Po dzwonach nie wolno nikomu pozostać w piwiarni, bądź gospodzie, bądź winiarni, pod karą pobytu w areszcie dla gościa”.
Na piwnym biznesie ciężko odbijały się wojny, w szczególności trzydziestoletnia w wieku XVII oraz napoleońskie na początku XIX w. Wraz z postępem technologicznym stopniowo gasła w Lwówku produkcja chałupnicza, ustępując piwowarstwu bardziej przemysłowemu. W 1845 r. mieszczanie zawiązali Bractwo Browarne, ale nie potrafili sprostać rosnącej nowoczesnej konkurencji i w 1867 r. musieli produkcję zakończyć.
Piwo smakuje także w okopach
Przerwa nie trwała jednak długo. Wielki lwówecki renesans zaczął się od kupienia w 1871 r. nieczynnego browaru przez Juliusa Hohberga, mistrza piwowarskiego z Kowar. Nowy właściciel energicznie przystąpił do modernizacji i poczynił duże inwestycje, m.in. w instalacje parowe i urządzenia do produkcji sztucznego lodu. W 1888 r. browar osiągnął wysoki poziom nowoczesności, firma rozkwitała, a marka Hohberg Biere rywalizowała z potentatami z Bawarii i innych landów. Pierwszą wojnę światową przetrwał bez szwanku, a w burzliwym okresie międzywojennym nadal się umacniał — dobre piwo wszak lało się hektolitrami i w Republice Weimarskiej, i w III Rzeszy. Firma przechodziła przemiany kapitałowe, od 1936 r. była spółką pod nazwą Hohberg-Brauerei AG. I tak ją zastała druga wojna światowa, podczas której piwo z Löwenbergu było wysyłane również na front.
Żołnierze radzieccy zdobyli miasto 16 lutego 1945 r. i w opuszczonym browarze naturalnie się spili. Po przejęciu administracji Lwówka Śląskiego przez władze polskie losy szczęśliwie nierozszabrowanego browaru były typowe dla przedsiębiorstw na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Produkcję wznowiono, park maszynowy modernizowano, a browar nieźle sobie radził w warunkach socjalistycznej gospodarki planowej. W latach PRL kilka razy zmieniały się jego struktura organizacyjna i nazwa. Na początku podlegał Centralnemu Zarządowi Przemysłu Fermentacyjnego, a koniec ustroju zastał Lwóweckie Zakłady Piwowarskie.
Wzrost konsumpcji w nogach piłkarzy
Browar z XIII-wiecznymi tradycjami jest symbolem, zatem wypada trochę miejsca poświęcić całej branży. W PRL piwo pełniło na rynku alkoholowym rolę uzupełniającą wobec wódki. Czasami stawało się rekwizytem scenek obyczajowych w filmach fabularnych. Piwne ciekawostki można znaleźć m.in. w emitowanym obecnie w TVP enty raz kultowym serialu „07 zgłoś się” o sukcesach porucznika Sławomira Borewicza. W odcinkach z końcówki lat 70. symbolem rozpasania przestępców było picie… piwa puszkowego, wtedy dostępnego wyłącznie w dewizowym Peweksie. Pochodzący z 1981 r. odcinek „Wagon pocztowy” obrazuje zaś trudności zaopatrzeniowe.
Kluczem do rozpracowania kradzieży pieniędzy było zbadanie, w piwie której marki rozpuszczone zostały środki nasenne. Niewinne okazały się butelki Okocimia, rabuś podrzucił skażony Żywiec. Porucznik Borewicz dowiadywał się od przesłuchiwanych stewardów Warsu, że oni na pewno dostarczyli Okocim, bo „Nic innego nie dostajemy” oraz „Żywca nie mamy w dostawach od paru miesięcy”. 36 lat temu najpopularniejsze marki wykorzystano ekranowo jedynie dla konstrukcji intrygi.
Kategoria komercyjnego lokowania produktu wtedy w ogóle nie istniała… Współcześnie Polska z roczną produkcją piwa rzędu 40 mln hl jest trzecim wytwórcą złocistego trunku w Europie po Niemczech i Wielkiej Brytanii. W kraju funkcjonuje setka browarów, od gigantów po małe podmioty znajdujące rynkowe nisze. Liczba gatunków i marek przekracza tysiąc, browary stale poszerzają ofertę, przy czym dostępność nowości jest naturalnie zróżnicowana.
Niemal 90 proc. rynku należy do trzech międzynarodowych potęg. Prymat dzierży Kompania Piwowarska, która trzy miesiące temu przeszła z SAB Miller do japońskiego koncernu Asahi. Druga jest grupa Żywiec, należąca do holenderskiego Heinekena, a trzecie miejsce zajmuje koncern Carlsberg z centralą w Danii. Każdy z tych potentatów ma w portfolio po kilka sztandarowych, dobrze znanych polskim piwoszom marek. Dla pozostałych browarów pozostaje tylko około 10 proc. tortu. Po przemianach ustrojowych spożycie piwa zaczęło u nas systematycznie rosnąć i umacniać się kosztem wódki. W przeliczeniu na statystycznego Polaka roczna konsumpcja sięga 98-99 litrów.
Pouczająca jest analiza falowania spożycia w ostatnich latach. Zależy ono nie tylko od większych czy mniejszych upałów, lecz także od… polskich piłkarzy. To wcale nie żart — pierwszy roczny szczyt 99,2 litra był związany z organizacją finałów EURO 2012. Potem nieco siadło, a kolejna górka 99,4 litra wystąpiła przy EURO 2016. To efekt nie tylko masowego oglądania meczów w pubach czy strefach kibica, lecz także piłkarskiej intensyfikacji piwnych kampanii reklamowych. W tym roku spożycie idzie nieco w dół, ale browary liczą na odbicie w jubileuszowym 2018. Może nareszcie zostanie przekroczona statystyczna setka, bynajmniej nie dla uczczenia… setnej rocznicy odzyskania niepodległości, lecz za sprawą oczekiwanych mundialowych sukcesów piłkarzy w Rosji.
Reaktywacja, upadłość, reaktywacja
Po przemianach ustrojowych losy browaru w Lwówku Śląskim były standardowe. W twardych realiach stopniowo zaciskała się pętla zadłużeniowa, rozpoczęto postępowanie układowe z wierzycielami. W 1995 r. zakłady przekształcono w jednoosobową spółkę skarbu państwa pod nazwą Browary Karkonoskie. Mimo wprowadzenia na rynek kilku nowości i wdrażania programu naprawczego spółka nie poradziła sobie z długami i w 1998 r. sąd ogłosił jej upadłość. Piwne tradycje jednak się liczą i dość szybko, bo w 1999 r. browar został kupiony przez niemieckiego przedsiębiorcę Wolfganga Bauera, który po restrukturyzacji powołał spółkę Browar Śląski 1209.
Sytuacja jednak się powtórzyła — mimo regionalnego sukcesu kłopoty właściciela, tym razem nie z wierzycielami, lecz ze służbą celną, spowodowały zaprzestanie w 2007 r. produkcji i kolejne ogłoszenie upadłości. Lwówek jednak znowu miał szczęście. Przerwa produkcyjna potrwała mniej więcej tyle, ile w XIX w. Odpowiednikiem tamtego wskrzesiciela Juliusa Hohberga współcześnie okazał się Marek Jakubiak, właściciel browaru Ciechan. W 2009 r. kupił lwówecki, zmodernizował i w 2010 r. wznowił produkcję.
Przy okazji na własny koszt uruchomił przybrowarniane muzeum piwne po wycofaniu się z tego pomysłu samorządu Dolnego Śląska. W 2013 r. z fuzji Ciechana i Lwówka Śląskiego powstała spółka Browary Regionalne Jakubiak (BRJ), która oprócz dwóch wymienionych skupia jeszcze: Bojanowo, Tenczynek i Biskupiec.
Wyższość brązu nad zieleniną
Grupa BRJ należy do drobnicy, której pozostaje do zagospodarowania wspomniane około 10 proc. rynku. Dlatego musiała znaleźć klucz do niszowego sukcesu. Wbrew trendom rynkowym właściciel stawia na piwa świeże, z 30-dniowym okresem przydatności do spożycia. Wymagało to stworzenia własnego systemu dystrybucji, umożliwiającego szybkie docieranie butelek bezpośrednio do sklepów, a nie do hurtowni. Decyzją konsolidującą grupę było wprowadzenie w 2015 r. dla wszystkich marek BRJ jednolitej butelki z wytłoczonym logo.
Co ważne — są to butelki zwrotne, z kaucją wynoszącą aż 60 gr, gdy normą ustaloną przez największych graczy jest 50 gr. Kaucjowanie butelek czyni piwo znacznie droższym — niby tylko teoretycznie, bo kaucja to czasowe założenie pieniędzy później zwracanych, ale i praktycznie, jako że część piwoszy z szukania zwrotu kaucji rezygnuje. Dlatego małe browary używają butelek bezzwrotnych, dzięki czemu ich marki są tańsze, ale jest to i nieuczciwe biznesowo, i szkodliwe dla środowiska.
W ogóle nie skupuje się zielonych butelek, więc masowo walają się po lasach, rowach i trawnikach. Dlatego całkowicie uprawnione ekologicznie jest umieszczenie na etykiecie jednego z piw z Lwówka Śląskiego kolejnej prawdy w edukacyjnym cyklu, do którego należy także otwierająca ten tekst: „Zielona butelka przepuszcza światło bardziej niż brązowa, w wyniku czego światło źle wpływa na zawarte w chmielu związki izo-alfa-kwasów”. &
