Technologie GPS. Tysiące pokonywanych kilometrów, setki godzin spędzanych w trasie, dziesiątki wypitych kaw i zjedzonych hot dogów. Tak wygląda codzienność przedstawicieli handlowych, kurierów, serwisantów i dostawców, którzy znaczną część pracy spędzają w samochodach. A ponieważ czas to pieniądz, przepisy ruchu drogowego traktują zwykle jako zło konieczne. W odcinkowym pomiarze prędkości, który został uruchomiony pod koniec ubiegłego roku, widzą kolejną opresję utrudniającą życie i wykonywanie obowiązków służbowych.

„Następny system niemający nic wspólnego z bezpieczeństwem. Służy tylko temu, by okraść kierowców”, „Najpierw niech wprowadzą porządek na ulicy, dobre oznakowanie”, „I tak nie mogę zdążyć z dostawą na czas z powodu korków” — grzmią internetowe fora. W komentarzach nie brak też pomysłów na unikanie mandatów: „W nawigacjach są informacje o odcinkowym pomiarze. Trzeba tylko się pilnować”, „Instaluję w telefonie ostrzegacz. Nie dam się!”. Naprzeciw oczekiwaniom kierowców wychodzą dostawcy klasycznych nawigacji i aplikacji mobilnych.
Cyfrowa wojna
TomTom, międzynarodowy gigant na rynku rozwiązań GPS, wprowadził na polski rynek bezpłatne rozwiązanie TomTom Fotoradary, które podaje w czasie rzeczywistym informacje o fotoradarach stacjonarnych i mobilnych, a także o odcinkowych pomiarach prędkości. — Skoncentrowaliśmy się na zmniejszeniu stresu kierowcy, tworząc aplikację, która minimalizuje fałszywe alarmy — tłumaczy Corinne Vigreux, współzałożycielka i dyrektor zarządzająca TomTom Consumer.
— Obserwujemy więcej kontroli prędkości ze strony policji. Co miesiąc dodajemy 30 nowych „miejsc częstych kontroli” — to punkty, w których statystycznie najczęściej dokonywano kontroli prędkości w poprzedzających trzech miesiącach — dodaje Przemysław Obłoża z Coyote System Polska, europejskiego dostawcy systemu ostrzegania dla kierowców. Swoje produkty rozwija też polski NaviExpert. — Monitorujemy stronę Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego i aktualizujemy dane w naszych aplikacjach. Rysiek, NaviExpert, a także NaviExpert Monitoring informują o miejscach odcinkowego pomiaru prędkości, zarówno graficznie, jak i głosowo — zachwala Adam Bąkowski, prezes spółki NaviExpert.
Ale stróże prawa także nie próżnują. Inspekcja Transportu Drogowego (ITD) pochwaliła się, że do końca zeszłego roku zrealizowała założony plan i zamontowała 52 fotoradary stacjonarne, 20 rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle oraz 29 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości.
— To oznacza, że w całym kraju ITD ma ponad 400 urządzeń zintegrowanych w ramach krajowej sieci CANARD. To sprzęt przeznaczony do kontrolowania prędkości pojazdów — mówi Tomasz Okurowski, ekspert od mobilności, nawigacji i geolokalizacji.
Natomiast — zdaniem Adama Bąkowskiego — trwa swoisty wyścig zbrojeń. Z jednej strony przepisy drogowe stają się coraz surowsze i przybywa narzędzi do ich egzekwowania, z drugiej — kierowcy chętniej niż wcześniej sięgają po rozwiązania mogące uchronić ich przed negatywnymi skutkami zbyt szybkiej jazdy. Są nimi zainteresowani głównie ludzie, którzy wypuszczają się na dłuższe trasy po Polsce. Wśród nich znaczącą grupę stanowią osoby, dla których samochód jest codziennym narzędziem pracy.
— Przybywa punktów, które muszą odwiedzić transportowcy czy sprzedawcy. Z powodu ogromnej liczby pokonywanych kilometrówi presji czasu oni najbardziej narażeni są zarówno na mandaty, jak i na niebezpieczne sytuacje. Nic dziwnego, że często we własnym zakresie i bez wiedzy pracodawców wyposażają się w różne ostrzegacze drogowe — argumentuje szef firmy NaviExpert.
Flotą trzeba zarządzać
Czy inwestowanie w takie zabezpieczenia to w każdym wypadku samowolka zawodowych kierowców? Absolutnie nie. Rozwiązania te wdrażają również firmy, szczególnie jeśli dysponują większym taborem samochodowym. Tym bardziej że narzędzia te spełniają wiele funkcji istotnych dla zarządzania flotą. Dość wspomnieć o usłudze monitoringu wykorzystującej aplikację NaviExpert Monitoring i panel administracyjny. System pozwala np. szefom zespołów sprzedażowych określić lokalizację pojazdów, zoptymalizować czas pracy podwładnych, a samym użytkownikom daje dostęp do ostrzegacza drogowego mającego społecznościowy charakter. Dzięki niemu kierowcy nie tylko rzadziej dostają mandaty, ale też poprawiają swoje bezpieczeństwo, bo z wyprzedzeniem dowiadują się o trudnej sytuacji na drodze i mogą zawczasu zaplanować odpowiednie manewry. Najnowsze nawigacje automatycznie aktualizująmapy podczas jazdy samochodem lub w innej dowolnej chwili, także w trakcie postoju na parkingu. Jest to możliwe dzięki zapewnieniu odpowiednio szybkiej łączności LTE lub sieci Wi-Fi.
— Ostrzeganie o kontrolach prędkości, połączone z danymi dotyczącymi utrudnień w ruchu, to przydatne rozwiązanie. Po pierwsze, zmniejszając liczbę mandatów, flotowi kierowcy ograniczają papierologię związaną z wyjaśnianiem spraw z Inspekcją Transportu Drogowego i strażą miejską.
Po drugie, oszczędzają czas, omijając korki, co w mojej branży ma ogromne znaczenie — wyjaśnia Patryk Niedziółka, właściciel firmy transportowej PatTrans. Zwiększające się zapotrzebowanie na takie oprogramowanie dostrzegli również producenci aut. W ubiegłym roku z polskich salonów z fabrycznym zestawem nawigacyjnym wyjechało około 90 proc. samochodów Lexus i Nissan (ponad 90 proc. egzemplarzy modelu X-Trail i 80 proc. modelu Qashqai). W przypadku Audi wskaźnik był niewiele niższy — 81 proc. nowych audi wyjechało z polskich salonów z fabrycznym zestawem nawigacyjnym. Jeszcze lepsze wyniki uzyskał VW Passat — aż 97 proc. kupujących wybrało wersję z nawigacją.
