Przychody banku, a już na pewno detalu, będą dużo lepsze niż w 2010 r.
Na nudnej bankowości bank ma zrobić znacznie lepszy wynik niż w czasach agresywnej sprzedaży.
Dziś Bank Millennium jako pierwszy w branży poda wyniki za I kwartał. Wśród analityków przeważa opinia, że będą lepsze niż przed rokiem. Taki ma być cały 2011 r.
— Całkowite przychody banku, a na pewno w detalu, będą dużo lepsze niż w 2010 r. — mówi Artur Klimczak, szef detalu w Millennium.
Zapewnia, że IV kwartał 2010 r., kiedy pion detaliczny zanotował historycznie najwyższe wyniki, nie był jednorazowym wyskokiem.
— Przychody były wyższe niż wtedy, kiedy mieliśmy zacznie bardziej ryzykowną strukturę sprzedaży. Z nudnej, powtarzalnej działalności nie dość, że zrekompensowaliśmy spadki z wymiany walut, to jeszcze przynieśliśmy dodatkowe dochody — mówi Artur Klimczak.
Przed kryzysem bank koncentrował się na agresywnej sprzedaży kredytów hipotecznych oraz kart kredytowych. Teraz stawia na "nudną powtarzalną działalność".
— Chcę mieć zdrowy, uniwersalny bank, a nie bank hipoteczny albo category killer. Kryzys nas tego nauczył. Nie chcemy spaść poniżej udziałów w rynku, bo wydaje nam się, że jako bank uniwersalny musimy mieć hipotekę w ofercie jako produkt ważny dla naszych klientów. Ale nie kluczowy. Dla mnie dużo ważniejsze jest to, na czym zarabiamy, co jest dochodowe — mówi szef detalu.
Osobisty wabik
Kredyty hipoteczne były atrakcyjnym produktem, gdy marże oscylowały w przedziale 2-2,5 proc. To już przeszłość. Ceny spadły, a jeśli utrzymają się w graniach 1 proc., wówczas te kredyty przestaną być kluczowym produktem Millennium. Plany sprzedażowe na ten rok zakładają udzielenie mniej więcej takiej samej sumy kredytów jak przed rokiem, czyli 2,1 mld zł.
— Dla mnie ważne jest to, ile na tym produkcie zarobimy. Jeżeli rynek wymusi spadek cen, wtedy obniżę cele sprzedażowe — zapowiada szef detalu.
Cel sprzedażowy dla kredytów gotówkowych też jest taki sam jak w 2010 r., kiedy bank pożyczył 900 mln zł. Z tym że w tym roku rynek będzie trudniejszy z powodu rekomendacji T, która sporej grupie osób ograniczyła do nich dostęp. Przy tym samym poziomie sprzedaży Millennium zakłada, że uda mu się zwiększyć udziały w rynku. Bank kieruje ofertę w ponad 90 proc. do własnej bazy klientów. Artur Klimczak mówi, że nie zamierza zdobywać klientów na kredyty gotówkowe. Takim wabikiem ma być rachunek osobisty.
— Możemy wtedy analizować wypływy na rachunek. Kilka miesięcy wystarczy, żeby zobaczyć, jak one się kształtują, i potem możemy wyjść do nich z agresywną ofertą kredytową — mówi szef detalu Millennium.
Ącki nie przeszkodził
W połowie lutego bank wystartował z promocją "Dobrego konta" — otworzył już 50 tys. Artur Klimczak przyznaje, że agresywna kampania rachunków w PKO BP nie pomaga Millennium, ale też niespecjalnie przeszkadza.
— Jestem zwolennikiem ograniczenia naszej kampanii. Wzrost sprzedaży wcale nie wynika z tego, że mamy jakiś szturm na oddziały w związku z nią. Dużo więcej jest klientów, którzy odwiedzali je wcześniej. O ile jednak wtedy nie pytali o rachunki, to teraz są nimi zainteresowani — mówi szef detalu Millennium.
Do końca roku bank planuje otwarcie 200 tys. "Dobrych kont". Artur Klimczak szacuje, że 120-140 tys. otworzą nowi klienci, z tego 80-100 tys. to będą nowi klienci netto, czyli tacy, którzy nie tylko założą rachunek, ale zostaną z bankiem.
okiem eksperta
Należy docenić to, czego bank dokonał
Tomasz Bursa, analityk Ipopemy Securities
Wyniki Millennium zależą od sytuacji na rynku, a ten w I kw. znalazł się w fazie stagnacji. Kluczem do odpowiedzi na pytanie, jakie będą wyniki banku w tym roku, jest ogólna koniunktura. Pozytywnie należy ocenić dywersyfikację działalności banku, ale jest to w dużej mierze instytucja sprzedażowa, która lepiej niż inni radzi sobie w warunkach większego sentymentu dla branży. Bank ma relatywnie dużą sieć oddziałów i postrzegany jest jako dość tani. W czasach hossy radzi sobie bardzo dobrze. Obecnie pod względem przychodów bank znajduje się, moim zdaniem, poniżej założeń. Gdyby nawet powtórzył wyniki IV kw., dopiero w tym roku wróci do rekordowych wyników z 2007 r. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich znalazł się w kryzysie, trudną sytuację właściciela, należy docenić to, czego dokonał w ostatnim czasie.