Odpowiadam za bezpieczeństwo

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2020-05-28 22:00

Były wiceminister finansów chce być prezesem na złe czasy i pełnić rolę pośrednika między sektorem publicznym a finansowym

Przeczytaj wywiad z Leszkiem Skibą, p.o. prezesa Pekao i dowiedz się:

  • jak prezes komentuje aktualną wycenę banku na giełdzie, 
  • dlaczego, jego zdaniem, świetnie nadaje się na szefa banku, mimo braku bankowego i komercyjnego doświadczenia,
  • jakie są jego prognozy dla sektora bankowego i Pekao,
  • jak będzie wyglądał sektor po pandemii,
  • czy dojdzie do konsolidacji. 

„Puls Biznesu”: Pekao nie ma najlepszej passy, a pan nie miał udanego entré. Bank, który zawsze był wyceniany z premią do rynku, mocno traci. Po pańskiej nominacji kurs spadał przez dwa dni, co jest odczytywane nie jako ocena pańskich kompetencji, ale tego, co dzieje się w banku.

Leszek Skiba, p.o. prezesa Banku Pekao: Kurs w dużej mierze jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się w gospodarce, zwłaszcza w czasie pandemii, a wycena banków jest podporządkowana prognozom rozwoju sytuacji, którego kierunek jeszcze nie jest oczywisty. Nasz bank w porównaniu z konkurencją nie wypada źle. Jednodniowe obniżki mogą się zdarzać, jednak fundamentalnie ocena Pekao wydaje się dobra. Rynek pozytywnie przyjął nasze wyniki za I kwartał, kiedy pokazaliśmy sposób tworzenia rezerw w związku z koronawirusem. Ba, po spotkaniu zarządu z analitykami kurs wzrósł o 6 proc. Uważam, że rynek odbiera pozytywnie działaniakierowanego przeze mnie zarządu. Mamy kryzys gospodarczy. Dla branży finansowej to też jest wyzwanie.

Jednodniowe obniżki są też wynikiem takich wpadek jak komunikat z 20 maja o gremialnym podaniu się rady nadzorczej do dymisji, który kosztował inwestorów ponad 100 mln zł.

Mowa o komunikacie czysto technicznym — ani przez moment Pekao nie był pozbawiony rady nadzorczej. Poprzedni skład realizował obowiązki nieprzerwanie do czasu wyboru nowego, zapewniając transparentność procesów nadzorczych. Tylko kwestie prawne wymusiły wspomniane działanie. Dzisiaj mamy radę nadzorczą wybraną na kolejną kadencję, złożoną w dużym stopniu z dotychczasowych członków i wzmocnioną m.in. przez Beatę Kozłowską-Chyłę, prezes PZU. To mnie cieszy, bo umożliwi Pekao płynną i bezpośrednią współpracę z największym akcjonariuszem. Obserwując wahania kursu, warto patrzeć na dłuższy trend. Jestem optymistą.

Niedawno kurs spadł poniżej 50 zł, czyli najniżej od 2001 r.

Obecnie jest już powyżej 50 zł. Z całą pewnością nie służy nam, podobnie jak innym bankom, sytuacja związana z koronawirusem. Jesteśmy jednak dumni z tego, jak wiele procesów w krótkim czasie udało nam się przetransformować w formę zdalną. Obecnie jesteśmy dobrze przygotowani do pozyskania i obsługi klientów nawet w realiach ograniczeń epidemicznych. Udało nam się również przyspieszyć rozwój biznesu, zachowując bardzo niski wskaźnik kosztów ryzyka. Przyspieszyliśmy transformację cyfrową. Jestem przekonany, że jeśli będziemy transparentnie komunikować, co dzieje się w banku i jakie mamy plany, rynek to doceni.

Skoro mowa o transparentności: jaki zamysł przyświecał zmianie na stanowisku prezesa Pekao? Marka Lusztyna, specjalistę od ryzyka, które w czasie koronakryzysu ma podstawowe znaczenie, zastąpił makroekonomista i spec od podatków.

Rada nadzorcza zaproponowała mi objęcie tej funkcji w związku z rezygnacją Marka Lusztyna, który pełni kluczową rolę w banku [jako członek zarządu ds. ryzyka — red.] i doskonale realizuje powierzone mu zadanie. Świadczy o tym koszt ryzyka, jakim może pochwalić się Pekao — najniższy nie tylko w Polsce, ale regionie. Zmiana, była odpowiedzią na kryzys wywołany przez COVID-19. Banki mają ogromną rolę do odegrania w najbliższych miesiącach. Pierwsze uderzenie koronakryzysu wziął na siebie sektor publiczny, natomiast w walkę z jego skutkami musi aktywnie zaangażować się również sektor finansowy. Znam sektor publiczny i rozumiem specyfikę jego działania, znam też sektor bankowy, choć z pozycji uczestnika sieci bezpieczeństwa. Moją misją w Pekao jest jak najlepsze wykorzystanie wiedzy z obu tych sfer, publicznej i prywatnej, z korzyścią dla klientów, inwestorów i sektora.

W Ministerstwie Finansów zapracował pan sobie na opinięsolidnego urzędnika. Były plotki o możliwym awansie na ministra i taka ścieżka kariery byłaby zrozumiała. Skąd pomysł transferu do jednego z największych banków? Nie obawia się pan ryzyka wiążącego się z taką decyzją?

Mam świadomość, jak wielkie jest to wyzwanie. Zastałem jednak bank w bardzo dobrej sytuacji, z bardzo dobrą załogą i zespołem menedżerów. Oczywiście nie jest to jeszcze samograj, ale bank świetnie działa. Prezes z doświadczeniem w służbie publicznej nie jest nowością dla Pekao, a bankiem nie zarządza jedna osoba, lecz zespół. I tak będziemy działać. Synergia doświadczeń wielokrotnie była korzystna dla akcjonariuszy.

Ma pan umiarkowane doświadczenie w zarządzaniu ludźmi, a w instytucji finansowej, komercyjnej nigdy pan nie pracował.

Tu mogę odwołać się do moich doświadczeń wyniesionych z pracy w sieci bezpieczeństwa finansowego w Polsce, nie tylko w Ministerstwie Finansów, gdzie bezpośrednio nadzorowałem pracę kilkusetosobowego zespołu, a także w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, gdzie pełniłem funkcję przewodniczącego rady. Rękojmia stabilnego zarządzania, którą musi dawać prezes banku, odnosi się do fundamentalnych kwestii bezpieczeństwa i wszystkie decyzje podejmowane w instytucji muszą być jej podporządkowane. Produkt, sprzedaż mają wtórne znaczenie wobec bezpieczeństwa depozytów naszych klientów. Jako szef rady BFG nadzorowałem proces resolution w Banku Spółdzielczym w Sanoku — to największa tego typu operacja z udziałem instytucji pomostowej w Polsce i jedna z największych w Europie. Miałem okazję w praktyce zobaczyć, jak fundamentalne znaczenie ma kwestia bezpieczeństwa banku.

Z pańską wiedzą mógłby pan zostać szefem BFG albo KNF, ale niekoniecznie Pekao.

Na banki najczęściej patrzymy przez pryzmat produktu, sprzedaży, marketingu, wyniku, a nie stabilności i bezpieczeństwa. KNF nie zatwierdza kandydatów na szefów sprzedaży. Czasy są takie, że rozumienie roli ryzyka, stabilności ma pierwszorzędne znaczenie. Banki są częścią systemu gospodarczego. Pekao ma ważną rolę do spełnienia w stabilizacji i rozwoju polskiej gospodarki. Jest to korzyść bezpośrednia dla naszych klientów, ale też dla akcjonariuszy. Finanse publiczne i banki komercyjne muszą grać razem. Świetnie to widać choćby w działaniach całej UE i krajów Azji. Świat po epidemii faktycznie będzie trochę inny. Wyzwanie mamy wspólne — to gospodarka.

Ma pan być prezesem na złe czasy?

Złe czasy już są. Banki muszą przeprowadzić przez nie klientów i same przetrwać.

Jaka jest pana prognoza dla sektora w kontekście skutków koronakryzysu?

Jednym ze skutków będzie konsolidacja. Spadają przychody odsetkowe, znacząco osłabła dynamika akcji kredytowej, w górę pójdą koszty ryzyka. Wszystko to sprawia, że w realiach znacznie gorszej koniunktury inwestorzy będą poszukiwali albo sposobów na ograniczenie kosztów, albo dodatkowego dochodu i część biznesów zostanie wystawiona na sprzedaż. Kolejnym impulsemdo konsolidacji, któremu dodatkowe przyspieszenie nada koronawirus, jest kwestia informatyzacji. Epidemia pokazała, że instytucje silne informatycznie radzą sobie lepiej i mają szansę na przetrwanie turbulencji. Banki stają się w coraz większym stopniu software house’ami.

W tym zakresie jesteście w tyle za konkurencją, co jest spuścizną po poprzednim właścicielu.

To twierdzenie powoli przestaje być aktualne. W ostatnim czasie dużo zainwestowaliśmy i bardzo rozwinęliśmy proces cyfryzacji banku, a także rozbudowaliśmy kanały zdalne, często wprowadzając rozwiązania jako pierwsi. Przykłady dosłownie z ostatnich kilku dni to nowa odsłona naszej nowoczesnej aplikacji — dla dzieci — i pierwsze na rynku bankowym dostosowanie do obsługi e-dowodów. Inwestycje w IT i poziom zaawansowania są prostą pochodną wielkości budżetu na ten cel. Nawet jeśli ktoś jest technologicznie zapóźniony, a ma pieniądze, dogoni konkurentów, często wdrażając od razu nowocześniejsze i bezpieczniejsze rozwiązania. Gdy ktoś nie ma funduszy na inwestycje, jest na przegranej pozycji. Duże banki będzie na nie stać, małych nie. W konsekwencji sytuacja, w którejpięć największych banków ma 55 proc. udziałów w rynku, będzie nie do utrzymania. Sądzę, że w efekcie konsolidacji ta liczba wzrośnie do 70-80 proc.

Pekao będzie brać udział w konsolidacji?

Rośniemy organicznie, ale nigdy nie odżegnywaliśmy się od wzrostu poprzez akwizycje.

Z oferty na mBank nic nie wyszło i być może dobrze się stało, bo macie zobowiązania rodzinne — Alior jest w trudnej sytuacji. Nie czas powrócić do planów fuzji sprzed dwóch lat?

Obecnie nie są prowadzone żadne analizy w tym kierunku i nie jest on rozważany.

Jaka jest sytuacja klientów w trzecim miesiącu epidemii?

Jesteśmy bankiem o zdrowym portfelu kredytowym, co przejawia się w niższej niż na rynku liczbie wniosków o wakacje kredytowe. Zakładamy oczywiście wzrost kosztów ryzyka — spodziewamy się jednak, że ulegną podwojeniu, podczas gdy na rynku spodziewane jest ich potrojenie.

Jaki będzie wynik sektora bankowego w 2020 r.?

W najlepszym razie wypracowany zysk będzie połową wyniku z 2019 r.

A w Pekao?

Nasze szacunki są takie jak dla sektora.

Jakie ma pan prognozy dla gospodarki jako makroekonomista?

Za prognozy odpowiada Ernest Pytlarczyk i jego zespół, który publikuje nasz wskaźnik Pekao Tracker. Bardzo dobrze zadziałały pakiety pomocowe, firmy mają pieniądze na rachunkach bankowych, mamy do czynienia ze zjawiskiem „chomikowania pracy”. Wszystko to sprawia, że nasze prognozy, np. dotyczące bezrobocia, są bardziej optymistyczne niż pojawiające się wcześniej na rynku. To wskazuje, że Polska relatywnie dobrze przebrnie przez problemy. Zobaczymy, jak potoczą się sprawy u naszych partnerów handlowych, wydaje się jednak, że sytuacja nie będzie tak dramatyczna jak początkowo sądzono. Uważam, że po identyfikacji zagrożeń dotyczących łańcuchów dostaw, w kontekście kształtującego się nowego modelu handlu międzynarodowego, Polska zyska w oczach inwestorów zagranicznych kosztem niektórych krajów azjatyckich. To jest wyzwanie dla polskiej gospodarki, ale też wielka szansa — także dla Pekao.