Niskie odszkodowanie to jedno z najbardziej niemiłych zaskoczeń ubezpieczonych po szkodzie. Na ten stan rzeczy wpływają głównie zasady i ograniczenia wynikające z umowy albo OWU, nie do końca zrozumiałe przez ubezpieczonych.

Niesprawiedliwa zasada proporcji
Jednym z postanowień, których efektem mogą być niższe kwoty odszkodowań, jest zasada proporcji, inaczej zwana odpowiedzialnością proporcjonalną.
— W skrócie polega ona na tym, że jeżeli klient zadeklaruje zaniżoną sumę ubezpieczenia w stosunku do wartości mienia podlegającego ubezpieczeniu, a na tej podstawie ubezpieczyciel otrzyma zaniżoną składkę, liczoną jako procent od tejże sumy ubezpieczenia, to w razie szkody ubezpieczyciel może obniżyć odszkodowanie w takiej samej proporcji, w jakiej uprzednio klient zaniżył sumę ubezpieczenia — tłumaczy Bartosz Paczesny, dyrektor biura koordynacji szkód w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.
Na przykładzie — jeżeli wartość rynkowa ubezpieczonego mienia wynosi 100 tys. zł, a suma ubezpieczenia została podana na kwotę 50 tys. zł, to w przypadku szkody
o wartości 20 tys. zł ubezpieczyciel wypłaci tylko 10 tys. zł.
— Wynika to z faktu, że stosunek pomiędzy wartością realną ubezpieczonego budynku a sumą ubezpieczenia wynosi ½ — wyjaśnia Mateusz Kościelniak, aplikant radcowski, starszy specjalista w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych.
Zatem odpowiedzialność ubezpieczyciela na zasadzie proporcji jest oddaniem klientowi dokładnie tego, za co zapłacił. Jeśli zapłacił tylko za 50 proc. mienia, to dostanie 50 proc. poniesionej szkody.
To standard wielu warunków ubezpieczeń od ognia i innych zdarzeń losowych oraz technicznych czy business interruption. Powoli może jednak zacząć odchodzić w przeszłość. Sąd Najwyższy w wyroku z 16 października tego roku uznał bowiem, że stosowanie zasady proporcji w stosunku do konsumenta jest niedozwolonym zapisem umownym.
— Sąd zwrócił uwagę, że przeciętny konsument płaci składkę ubezpieczeniową w oczekiwaniu, że jej wysokość odpowiadać będzie sumie ubezpieczenia oraz że w razie powstania szkody świadczenie zostanie przez ubezpieczyciela zapłacone do wysokości sumy ubezpieczenia — tłumaczy Mateusz Kościelniak.
Niewiedza pod ochroną
SN zauważył tym samym, że zwykły konsument może nie mieć odpowiedniej wiedzy na temat adekwatnej wartości mienia, w związku z tym łatwo mu się pomylić przy ocenie tej sumy, a ponadto niekoniecznie ma świadomość dalszych konsekwencji niedoszacowania majątku.
Stanisław Marchelewicz, dyrektor Departamentu Taryfowych Ubezpieczeń Majątkowych w InterRisk, zwraca uwagę, że zasada proporcji w przypadku takich klientów może nawet powodować poczucie podwójnej kary. Po pierwsze w wyniku zgłoszenia niższej sumy ubezpieczenia przy dużej szkodzie mogą przecież liczyć na odszkodowanie niższe niż wartość mienia, bo tylko do wysokości sumy ubezpieczenia.
Po drugie — w wyniku zastosowania zasady proporcji zostanie ono dodatkowo obniżone proporcjonalnie do ilorazu sumy ubezpieczenia i wartości ubezpieczeniowej przedmiotu, który uległ zniszczeniu. Trzeba przy tym pamiętać, że w ubezpieczeniach konsument jest rozumiany trochę szerzej i obejmuje również przedsiębiorcę indywidualnego, który zawiera umowę związaną z prowadzoną przez siebie działalnością gospodarczą lub zawodową. Zatem orzeczenie SN dotyczy również przedsiębiorców.
Przy tym SN zastrzegł, że sama koncepcja zasady proporcji jest legalna i dopuszczalna w indywidualnie uzgodnionych zapisach umownych, szczególnie z większymi przedsiębiorcami. Jednak ukrycie tak istotnego postanowienia głęboko w treści wzorca umownego OWU, utrudniające konsumentowi w ogóle zapoznanie się z nią, jest niedopuszczalne, nielojalne i narusza dobre obyczaje. Ubezpieczyciele już zaczęli odchodzić od zasady proporcji również w przypadku pakietów ubezpieczeń dla drobnych przedsiębiorców. Zrobił to InterRisk w pakiecie Biznes Pro i niedawno Aviva, która wprowadziła do oferty pakiet Partner w biznesie. Obie propozycje opierają się na zasadzie pierwszego ryzyka.
— Mechanizm ubezpieczenia na pierwsze ryzyko oznacza, że klient, deklarując wartość mienia do ubezpieczenia, w zasadzie deklaruje górny limit odpowiedzialności ubezpieczyciela na jeden wypadek. Ubezpieczyciel w razie szkody wypłaci nie więcej niż zadeklarowany limit, a przy tym nie ma prawa do zastosowania proporcji przy wypłacie, nawet jeżeli suma ubezpieczenia odbiega od realnej wartości mienia na dzień szkody. To jest korzystne dla klienta, bo zawsze wie, ile maksymalnie otrzyma w razie szkody, a ubezpieczyciel traci kluczową sankcję za zaniżanie sum ubezpieczenia — tłumaczy Bartosz Paczesny.
InterRisk przyznaje, że decyzja była spowodowana orzeczeniem SN.
Tylko mikrofirmy
— Ponieważ w ostatnim czasie sądy wzięły w obronę klientów będących konsumentami, postanowiliśmy zrezygnować z zasady proporcji w naszych ubezpieczeniach mieszkaniowych oraz dla mikrofirm, przewidując, że w niedługim czasie zostanie ona uznana za niedozwoloną i wprowadzona przez UOKiK do stosownego katalogu klauzul abuzywnych.
Wówczas stosowanie tego rodzaju klauzuli będzie się wiązać z karą nałożoną przez SOKiK — tłumaczy Stanisław Marchelewicz. Jego zdaniem, w obrocie konsumenckim niedługo wszyscy ubezpieczyciele z zasady proporcji zrezygnują, ale w przypadku klienta korporacyjnego w typowym ubezpieczeniu mienia od ognia i innych zdarzeń losowych będzie dalej stosowana.
— Nie zakładam, aby w przyszłości miało dojść do zakazania stosowania zasady proporcji w pozostałym zakresie ubezpieczeń korporacyjnych. Stosowanie pierwszego ryzyka w każdym rodzaju ubezpieczeń majątkowych oznaczałoby konieczność oderwania się szacowania składki od wartości mienia i powiązania go z innymi czynnikami ryzyka — mówi Bartosz Paczesny.
Ewelina Piworowicz, broker w Marsh Polska, zwraca uwagę, że zamiast rezygnacji z zasady proporcji można także zastosować tzw. klauzulę Leeway.
— Polega ona na wyłączeniu proporcji przy niedoubezpieczeniu mniejszym niż określony procent sumy ubezpieczenia. Celem klauzuli Leeway jest zabezpieczenie ubezpieczającego przed ewentualnym, niewielkim błędem w określaniu wartości ubezpieczanego majątku — tłumaczy Ewelina Piworowicz.