Ofiary opcji w kontrataku

Adrian Boczkowski, ET
opublikowano: 2009-01-21 02:33

Spółki z toksycznymi opcjami zwierają szyki. Chcą unieważnić umowy z bankami. Praktycznie bez kosztów.

W piątek w Toruniu spotykają się przedstawiciele spółek zakażonych toksycznymi opcjami, które poniosły na nich wielomilionowe straty, ale nie czują się winne. Z naszych informacji wynika, że oprócz właścicieli firm niepublicznych będą wśród nich także przedstawiciele spółek z GPW. Chodzi m.in. o Apatora,  Zelmera i  Ropczyce.

— W ramach naszych działań restrukturyzacji zobowiązań z transakcji walutowych znajduje się m.in. wymiana doświadczeń z innymi spółkami — mówi dyplomatycznie Maciej Olszak, dyrektor biura zarządu i organizacji Zelmera.

— W grupie jest siła. Z rozmów z innymi spółkami wiem, że problem opcji walutowych jest niezwykle głęboki i powszechny — dodaje Janusz Niedźwiecki, prezes Apatora.

Właściciel jednej ze spółek, która czuje się poszkodowana przez działalność banków, twierdzi, że znalazł wytrych do rozwiązania problemów.

— Odkryłem furtkę, która pozwoli praktycznie bez kosztów unieważnić większość umów opcyjnych — zaciera ręce Zbigniew Przybysz, prezes i współwłaściciel pomorskiej spółki Kram (producent maszyn i opakowań), który jest inicjatorem piątkowego spotkania.

Był też jednym z pierwszych przedsiębiorców, który skontaktował się z nami w sprawie opcji walutowych. Informował "PB", że bank widział dla niego tylko jedno rozwiązanie problemu — udzielenie kredytu pod zastaw całego majątku produkcyjnego. Zbigniew Przybysz określił to mianem "przystawiania pistoletu do głowy".

— Nie poddałem się. Zbudowałem firmę od garażu. Jesteśmy regionalnym liderem w niektórych niszach rynkowych. Dlatego nie pozwolę, by banki zabrały mi moje dziecko — opowiada prezes Kramu.

Na czym polega pomysł, dzięki któremu krajowe przedsiębiorstwa nie musiałyby spłacać kilku miliardów złotych ujemnej wyceny wystawionych walutowych opcji kupna?

— Ogólnie chodzi o bariery włączające i wyłączające opcje w umowach, sposób ich ustalania, ich definicję, a przez to wadliwą konstrukcję całego kontraktu — ujawnia Zbigniew Przybysz.

Zdaniem "buntowników", ich wygrana jest bardzo prawdopodobna.

— Konsultowaliśmy już to rozwiązanie z kilkoma prawnikami i bankowcami. Dziwią się, że sam na nie wpadłem i wróżą nam sukces — mówi nieco tajemniczo Zbigniew Przsybysz.

Dodaje, że jego pomysł wsparty jest doświadczeniami szerokiego kręgu ekspertów.

— Mamy po naszej stronie prawników i bankowców — mówi Zbigniew Przybysz.

— Są wśród nich także ludzie z doświadczeniem w dealing-roomach. To byli już pracownicy dużych banków, którzy mają szeroką wiedzę o mechanizmach i oprogramowaniu w dealingroomach. To dało nam dużo nowych punktów zaczepienia — dodaje szef spółki Kram.

Jego zdaniem, banki w wielu przypadkach miały naciągać przedsiębiorców na wystawianie opcji walutowych, a transakcje "zabezpieczające" okazały się czystą spekulacją.

— Teraz, niestety, przez wcześniejszą lekkomyślność mocno ucierpią — mówi Zbigniew Przybysz.

Jak mocno ewentualne unieważnienie umów opcyjnych, na jakie liczą przedsiębiorcy, pogrążyłoby banki? Czytaj środowy "Puls Biznesu"