Główna rada płynąca z toruńskiego zjazdu jest następująca: feralne firmy powinny jak najszybciej składać sądzie wnioski o upadłość z możliwością zawarcia układu. Nie ma w tym jednak nic odkrywczego — takie postępowanie wynika bowiem wprost z prawa (to sytuacja, w której spółka traci płynność finansową). Dodatkowo, taką drogą poszły już Odlewnie Polskie, które czekają na rozprawę upadłościową i spółka zależna od Rafako. Co jednak z "cudownym" patentem na unieważnienie większości opcyjnych umów, o którym wcześniej wspominano?
— Rozważamy wiele możliwości — mówi dziś Zbigniew Przybysz, prezes pomorskiej firmy Kram.
Jego zdaniem, toruńskim spotkaniem można być rozczarowanym. Powodów jest kilka. Przede wszystkim, idea zjednoczenia i rozwiązania problemu spekulacyjnych opcji walutowych wspólnie przez przedsiębiorców legła w gruzach.
— Chciałem rozwiązać problem globalnie, bo jest on niezwykle istotny dla całej gospodarki. Tymczasem byłem osamotniony w dążeniach. Każdego uczestnika spotkania interesowała tylko jego sprawa — żali się Zbigniew Przybysz. Co więcej, wielu przedsiębiorców, którzy po publikacjach "PB" zgłosiły się do Kramu i Apatora, zostały odesłane z kwitkiem. Informowano ich, że spotkanie zostało odwołane. Firmy chciały podzielić się na grupy — według banków, z którymi zawierano opcje. Spotkania miały rozpocząć się w tym tygodniu.
Dlaczego Apator wykręcił się z roli gospodarza spotkania? Dowiesz się
z poniedziałkowego „Pulsu Biznesu”