Opcje poległy w Toruniu

Adrian Boczkowski
26-01-2009, 01:01

Na toruńskim zlocie ofiar opcji dominował strach i egoizm. Spotkanie przedsiębiorców, których firmy wplątały się w  toksyczne opcje, wiele nie dało.

Główna rada płynąca z toruńskiego zjazdu jest następująca: feralne firmy powinny jak najszybciej składać sądzie wnioski o upadłość z możliwością zawarcia układu. Nie ma w tym jednak nic odkrywczego — takie postępowanie wynika bowiem wprost z prawa (to sytuacja, w której spółka traci płynność finansową). Dodatkowo, taką drogą poszły już  Odlewnie Polskie, które czekają na rozprawę upadłościową i spółka zależna od  Rafako. Co jednak z "cudownym" patentem na unieważnienie większości opcyjnych umów, o którym wcześniej wspominano?

— Rozważamy wiele możliwości — mówi dziś Zbigniew Przybysz, prezes pomorskiej firmy Kram.

Jego zdaniem, toruńskim spotkaniem można być rozczarowanym. Powodów jest kilka. Przede wszystkim, idea zjednoczenia i rozwiązania problemu spekulacyjnych opcji walutowych wspólnie przez przedsiębiorców legła w gruzach.

— Chciałem rozwiązać problem globalnie, bo jest on niezwykle istotny dla całej gospodarki. Tymczasem byłem osamotniony w dążeniach. Każdego uczestnika spotkania interesowała tylko jego sprawa — żali się Zbigniew Przybysz. Co więcej, wielu przedsiębiorców, którzy po publikacjach "PB" zgłosiły się do Kramu i Apatora, zostały odesłane z kwitkiem. Informowano ich, że spotkanie zostało odwołane. Firmy chciały podzielić się na grupy — według banków, z którymi zawierano opcje. Spotkania miały rozpocząć się w tym tygodniu.

Dlaczego Apator wykręcił się z roli gospodarza spotkania? Dowiesz się z poniedziałkowego „Pulsu Biznesu”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Opcje poległy w Toruniu