Nadzorca obniżył szacunki ujemnej wyceny opcji walutowych z 15 do 9 mld zł. Przedsiębiorcy uważają, że obie kwoty są abstrakcyjnie niskie.
Z najnowszej analizy Komisji Nadzoru Bankowego zaangażowania przedsiębiorstw (nie tylko publicznych) w walutowe derywaty wynika, że na 13 lutego (obecnie kursy walut są zbliżone) ujemna wycena opcji walutowych wynosiła około 9 mld zł. Transakcje forward miały wartość około 7 mld zł na minusie, a swapy (w tym CIRS-y) — około 2 mld zł. Nadzorca obniżył więc szacunki problemu opcyjnego. Przed trzema tygodniami mówił, że ujemna wycena opcji to 15 mld zł. KNF podkreśla, że jedynie w przypadku 15-20 proc. firm można mówić przy tym o realnych stratach, ponieważ negatywny efekt wystawionych opcji kupna waluty jest równoważony przez wyższe wpływy eksportowe (przeliczone na złote). Można więc szacować skalę rzeczywistych strat z powodu wystawionych opcji na 1,5-1,8 mld zł.
Opcje to 200 mld zł
Przedsiębiorcy niedowierzają jednak wyliczeniom KNF.
— Opcje tylko dwóch firm, Gdyńskiej Stoczni Remontowej i Jastrzębskiej Spółki Węglowej to 1,2 mld zł na minusie. Z badań Krajowej Izby Gospodarczej wynika, że złożonymi instrumentami pochodnymi zarażonych jest 20 proc. firm, czyli 80 tys. podmiotów. Ze styczniowych badań Pawła Karkowskiego wynika, że średnia ujemna wycena opcji w pojedynczej spółce z sektora małych i średnich to 20 mln zł. Jeśli weźmiemy poprawki na błędy statystyczne, to możemy mówić i tak o co najmniej 200 mld zł — twierdzi Zbigniew Przybysz, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorstw.
Za olbrzymią rozbieżność swoich szacunków z wyliczeniami KNF obwinia metodologię nadzorcy, która ma polegać na dobrowolnej współpracy banków.
— Banki mówią KNF to, co chcą — twierdzi Zbigniew Przybysz.
Najgorsze za nami
Innego zdania jest Robert Gwiazdowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha.
— Odkąd pojawił się temat opcji walutowych intuicyjnie uważałem, że nie jest duża sprawa z punktu widzenia makroekonomii — mówi Robert Gwiazdowski.
Jego zdaniem, istnieje jednak grupa firm, które zostały oszukane przez bankowych sprzedawców.
— Trzeba im stworzyć warunki do walki przed sądem. Przy tej okazji warto byłoby ustawowo ograniczyć stosowanie bankowych tytułów egzekucyjnych jedynie do kredytów. Banki powinny być bowiem ostrożniejsze w handlowaniu instrumentami finansowymi — mówi ekspert Centrum im. Adama Smitha.
Stanisław Kluza, przewodniczący KNF uważa natomiast, że najgorsze już za nami i do połowy pierwszego półrocza kolejne umowy opcyjnie będą wygasały, a część zostanie zamieniona na kredyty.
— Problem udałoby się wcześniej rozwiązać, ale sprawie bardzo zaszkodzili politycy. Oferując rozmaite cudowne rozwiązania sprawili, że przedsiębiorcy zawiesili negocjacje z bankami, a banki tworzyły rezerwy (na koniec 2008 r. było to 1,34 mld zł). Wszystko to odchorował złoty, a w konsekwencji banki oraz przedsiębiorcy zaangażowani w opcje — uważa szef KNF.
Jego zdaniem, najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów opcyjnych są negocjacje między bankami a przedsiębiorcami.
Adrian Boczkowski