Auto do floty

Od 2012 r., czyli od debiutu Skody CitiGo, utarło się, że miejski samochód musi wyglądać jak ona. Mała Skoda szybko stała się liderem polskiej sprzedaży segmentu A. W 2013 r. Polacy kupili tylko niespełna 17 tys. najmniejszych aut, w tym 5100 skód CitiGo. Poprzednia Toyota Aygo nie wytrzymywała tej konkurencji. W 2013 r. koncern sprzedał 543 takich aut. Teraz ma się to zmienić. Toyota ma ambitne plany i… narzędzie do ich zrealizowania.
Dosłownie trzy dni temu do salonów wjechała nowa generacja Aygo (wkrótce wjadą też bliźniacze konstrukcje koncernu PSA). Jaka jest nowa Aygo? Przede wszystkim doskonalsza. Ponieważ to samochód miejski, konstruktorzy postawili na zwrotność. Średnica zawracania nowym Aygo (4,8 m) czyni z niego najbardziej zwrotne auto w segmencie.
Toyota chwali się też, że jest najmniejsze. Co nie znaczy, że najciaśniejsze. Bagażnik jest o 29 l większy niż w Aygo pierwszej generacji (ma 168 l). Pozycja za kierownicą nie pozostawia wiele do życzenia, a i pasażer nie powinien narzekać.
Tył? To mały samochód więc i miejsca na kanapie niezbyt wiele, ale dzięki miejscu na stopy wygospodarowanemu pod przednimi fotelami, mogą się z tyłu zmieścić dwie dorosłe osoby. Jeśli chodzi o silniki, Toyota nie rozpieszcza. Jest jeden.
Litrowy trzycylindrowiec to praktycznie ta sama konstrukcja co w pierwszej generacji. Ale nieco lepiej wyciszona (z naciskiem na „nieco”). Poszaleć można za to przy wyborze dodatków. Poza trzema podstawowymi pakietami (X, X-Play i X-Wave) są też limitowane oraz arcydługa lista dodatków: od kamery cofania przez nawigację po otwierany dach. Jakby tego było mało, Toyota przewidziała dla Aygo ogromną listę zmian stylistycznych — listew, kolorów dachu, tylnego dyfuzora, kołpaków, pierścieni na felgi i felg oraz przedniego grila. Trudno więc będzie zobaczyć dwie takie same Aygo. Jako alternatywę proponujemy Skodę CitiGo.
Ma tylko jedną przewagę: większy bagażnik. Jest jednak, w naszej ocenie, mniej ciekawa wizualnie. Ma też krótszą listę opcji i uboższe wyposażenie standardowe. Cena? Niby niższa, choć, jak dokładniej się przyjrzeć cennikom, prawie identyczna. I na koniec. Auta segmentu A rzadko zasilają firmowe floty. To propozycja dla Kowalskich.
Firmy wybiorą raczej niewiele droższe auta z segmentu B. Aygo może się jednak okazać lepszym wyborem niż np. Yaris, bo po odpowiedniej konfiguracji dodatków będzie przyciągało uwagę bardziej niż niejeden billboard.