To nie prima aprilis. Ceny ropy zbliżają się do poziomów z czasów wojny w zatoce, a kartel obniża produkcję o 1 mln baryłek.
OPEC, organizacja krajów eksportujących ropę, postanowiła obciąć wydobycie o 1 mln baryłek, zgodnie z decyzją podjętą w lutym podczas spotkania w Algierze. Ahmad al-Fahd al-Sabah, kuwejcki minister ds. ropy, który wcześniej sprzeciwiał się tej decyzji, jednak ją poparł. Przedtem proponował on przesunięcie cięcia do 3 czerwca, czyli najbliższego spotkania OPEC. Przeciwko redukcjom były również Zjednoczone Emiraty Arabskie. Na próżno.
Tymczasem ceny ropy zbliżają się do poziomów sprzed 13 lat, kiedy po wojnie w Zatoce Perskiej wynosiły ponad 40 USD za baryłkę. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny w Londynie wzrosły o 21 proc., a w USA na początku marca doszły nawet do 38,5 USD. Wczoraj cena baryłki w USA wzrosła o 17 centów, do 36,42 USD (141,3 zł).
Warto jednak pamiętać, że kraje zrzeszone w OPEC nie trzymają się sztywno narzuconych sobie limitów. W marcu dzienne łączne wydobycie kartelu nie powinno przekraczać 24,5 mln baryłek. W rzeczywistości jest o 1 mln baryłek większe. Analitycy przewidują, że po wprowadzeniu nowych ograniczeń nadprodukcja sięgnie 1,7-1,8 mln baryłek dziennie.
Zgodnie z wyznaczonymi OPEC widełkami, ceny, do których kartel dąży, powinny zawierać się w przedziale 22-28 USD za baryłkę. Jeśli przez 31 dni transakcyjnych cena utrzymuje się powyżej lub poniżej wyznaczonego poziomu, państwa członkowskie powinny — zgodnie ze stworzonymi przez siebie zasadami — zareagować zwiększeniem lub zmniejszeniem wydobycia. Wyższe od widełek ceny ropy utrzymują się od grudnia ubiegłego roku. Podobno kraje OPEC po cichu podwyższyły widełki do 28-32 USD.