Nie można mówić o konkretnych zarzutach, ale wicepremier jest w kręgu podejrzenia — tak Jarosław Kaczyński uzasadniał dymisję Andrzeja Leppera. Po wczorajszej konferencji szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego, na której odkrył on część kart dotyczących śledztwa w sprawie odrolnienia nieistniejącej działki pod Mrągowem, jest więcej pytań niż odpowiedzi. A premier ma nadal problem polityczny. Obiecał, że jeśli podejrzenia wobec Andrzeja Leppera się nie potwierdzą, będzie on mógł wrócić do rządu. I tu zaczynają się schody.
Jeżeli Centralne Biuro Antykorupcyjne nie trzyma jakiegoś asa w rękawie, to po konferencji szefa CBA trudno się spodziewać, by Lepperowi postawiono jakieś zarzuty. Do korupcyjnej transakcji ostatecznie nie doszło, a ze słów szefa CBA można wywnioskować, że nastąpił przeciek informacji o tajnej akcji biura. Nazwisko Leppera pojawiało się jedynie w wypowiedziach dwóch aresztowanych biznesmenów, którzy domagali się łapówki od podstawionych agentów CBA. Może rzeczywiście wicepremier był ostatnim ogniwem w tym korupcyjnym łańcuszku, ale równie dobrze zatrzymani biznesmeni mogli się na niego powoływać tylko po to, by podbić stawkę łapówki. CBA nie musiało jeszcze odkrywać wszystkich kart, ale gdyby dysponowało dowodami procesowymi, Andrzej Lepper zapewne już byłby zatrzymany. Czyżby więc droga powrotu do rządu stała przed liderem Samoobrony otworem?
Niekoniecznie, bo Lepper — jeśli wierzyć szefowi CBA — był w swoich kontaktach z zatrzymanymi biznesmenami co najmniej nieostrożny. Wyznaczenie przezeń urzędnika mającego pilotować sprawę feralnej działki nie musiała spowodować obietnica łapówki. Ale mogło to być złamaniem jeśli nie wewnętrznych ministerialnych procedur, to przynajmniej dobrego obyczaju. I za to, i za niefrasobliwość — o ile te zarzuty się potwierdzą — Andrzej Lepper powinien ponieść odpowiedzialność polityczną. Czy dymisja z funkcji wicepremiera i ministra to odpowiednia kara, to już inna sprawa.
Z całego tego zamieszania płyną dwa wnioski. Skoro premier Kaczyński przyjął Andrzeja Leppera do rządu z całym dobrodziejstwem inwentarza, to teraz musi zdecydować, czy niejednoznaczna postawa Leppera w sprawie tej działki jest wystarczającym powodem do dymisji, bo w porównaniu z wcześniejszymi wyczynami lidera Samoobrony to dość wątłe zarzuty. Musi skalkulować, czy groźniejszy jest Lepper poza rządem, czy w nim (do takich kalkulacji powinien już skądinąd przywyknąć). Drugi wniosek jest taki, że nie warto się spieszyć z nagrodami dla szefa CBA. Akcja zakończyła się, delikatnie mówiąc, umiarkowanym sukcesem. Zatrzymano płotki, a skorumpowani ministerialni urzędnicy (o ile tacy są) wciąż pozostają w cieniu. Chyba że chodziło tylko o to, by było głośno.