Operetkowy pucz pozostawi ślady

opublikowano: 07-02-2021, 20:00

Ogłoszenie w piątek warunkowego wycofania się władców z niektórych zakazów prowadzenia działalności gospodarczej zostało uznane za tak cenne wizerunkowo, że wystąpił aż kwartet heroldów dobrej nowiny.

Złą ostatnio ogłaszał samotny minister Adam Niedzielski, tym razem zaś poza premierem Mateuszem Morawieckim pokazali się jeszcze dwaj wice: Piotr Gliński i Jarosław Gowin. Częściowe złagodzenia przepowiadane były od poniedziałku 15 lutego, ale pod ciśnieniem społecznym zostały przyspieszone i wchodzą w życie w piątek 12 lutego. Wybrane podmioty z sektora usług, m.in. hotele oraz kina i teatry, otrzymują walentynkę z wyrazami miłości władców, ale z zastrzeżeniem, że serduszka w każdej chwili może zastąpić telegram żałobny. Tradycyjnie proponuję poczekać na Dziennik Ustaw i wczytać się w szczegóły rozporządzenia Rady Ministrów, którego vacatio legis znowu będzie minimalne.

W kwartecie heroldów specyficzne znaczenie miał udział wicepremiera Jarosława Gowina. Tym razem nie liczyło się jego stanowisko ministra rozwoju, pracy i technologii, lecz przewodniczącego partii. W PiS-owskiej przystawce Porozumienie Jarosława Gowina podjęta została przez Adama Bielana operetkowa próba puczu. Zakończyła się wyrzuceniem sprawcy, inne ruchy kadrowe się wykrystalizują w najbliższych dniach. Przy czym pozycja samego usuniętego się nie zmienia, przecież do Parlamentu Europejskiego wszedł z listy PiS i należy tam do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Nieudany pucz zmieni natomiast sytuację w Sejmie. W wyborach w 2019 r. lista PiS zdobyła 235 mandatów, czyli tyle samo ile w 2015 r., ale zmieniła się wewnętrzna struktura. Ku ogromnej zgryzocie Jarosława Kaczyńskiego, obie przygarnięte przystawki uzyskały aż po 18 miejsc – notabene Solidarna Polska dzięki procedurze obsadzania zwalnianych PiS-owskich mandatów obecnie ma już 19 szabel. W zdecydowanej większości głosowań te odrębności nie mają znaczenia, ale kilka razy przystawki okazały się krnąbrnymi niewdzięcznikami. Największą wagę miało oczywiście zastopowanie przez Jarosława Gowina pocztowo-workowych wyborów prezydenta 10 maja 2020 r. Tamtej zniewagi Jarosław Kaczyński nie daruje nigdy, dlatego zainspirował Adama Bielana, swoją wtykę w przystawce, do podjęcia wreszcie działania.

Adam Bielan nagle zakwestionował ze względów statutowych prezesurę Jarosława Gowina po… blisko trzech latach potulnego milczenia.

Istotne znaczenie ma okoliczność, że partia urzędowo nazywa się Porozumienie Jarosława Gowina. Personifikacja nazw wodzowskich partii to w III RP normalność, szlak przetarł Andrzej Lepper, za nim poszli m.in. Zbigniew Ziobro (ale się wycofał, obecna nazwa to Solidarna Polska) czy Ryszard Petru. Ten ostatni przekonał się, że można wylecieć i z fotela, i z nazwy bytu przez siebie stworzonego. Kanapa Jarosława Gowina pozostaje jednak w jego rękach, chociaż okrojona liczebnie, Jarosław Kaczyński zyska w Sejmie kilka „czystych” mandatów PiS. Notabene jako partia niestartująca samodzielnie w wyborach Porozumienie nie korzysta z budżetowych dotacji oraz subwencji, ale sprawozdania finansowe oczywiście składa. Jego przychody w roku 2019 (dane z 2020 jeszcze nie zostały ogłoszone) ze składek i wpłat samej partyjnej wierchuszki wyniosły zaledwie 365 tys. zł wobec ponad 41 mln zł na kontach PiS oraz PO. Te liczby obnażają prawdę, że przystawka jest ponad sto razy mniejsza od dania głównego, ale relacja mandatów w klubie PiS powoduje, że jej udział decyzyjny jest zdecydowanie większy. Dlatego pucz Adama Bielana, mimo operetkowych okoliczności, będzie miał dla obozu władzy konsekwencje jak w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane