Po pożarze, który miał osłabić wynik operacyjny maksymalnie o 20 mln zł, kurs grupy Kęty w środę zbliżył się już na 6 proc. do ceny sprzed styczniowego wypadku. Inwestorów nie odstraszyły spodziewane obniżenia rekomendacji przez analityków. Wczoraj kurs ponownie osłabł. Prognoza tegorocznego zysku netto nie zaskoczyła, ale uwzględnia już konsolidację spółki Aluprof, najnowszego nabytku grupy. Opiera się też na mało realistycznych prognozach dotyczących ceny aluminium i kursu złotego. Czyżby Kęty nie wyciągnęły wniosku z doświadczeń 2005 r., gdy głównie z powodu ceny surowca i słabego euro musiały obniżać prognozy?
Pożar nie przeszkodził Kętom w sfinalizowaniu (za kredyt) zapowiadanego przejęcia. Giełdowa grupa nie przepłaciła za Aluprof, lidera na rynku aluminiowych rolet zewnętrznych, płacąc niespełna jedenastokrotność ubiegłorocznego zysku spółki. Warto jednak zauważyć, że bez przejęcia prognozowane przychody grupy w 2006 r. byłyby niższe niż dwa lata wcześniej. O ich realizację i tak będzie niełatwo, bo u podstaw szacunków stoi średni kurs euro na poziomie 4 zł (według Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową będzie to 3,8 zł). Jeszcze bardziej zagrożona wydaje się rentowność grupy. Kęty liczą na średnią cenę tony aluminium na poziomie 1900 USD. Wczoraj w Londynie metal po raz pierwszy od sierpnia 1988 r. przekroczył 2600 USD. Przy utrzymującym się popycie na surowiec i ograniczonej możliwości zwiększania jego podaży, trudno liczyć na szybki spadek cen aluminium. Nawet jeśli Kętom uda się przerzucić rosnące koszty na odbiorców, nastąpi to z opóźnieniem, na czym ucierpią marże.