Optymizm wyniósł WIG20 ponad 1900 pkt

Waldemar Borowski
opublikowano: 2008-11-05 00:00

Jak się okazuje, GPW także potrafi pozytywnie zaskoczyć. Po neutralnym rozpoczęciu sesji, inwestorzy coraz śmielej zaczęli sobie poczynać, podnosząc WIG20 o 3 proc. We wzrostach znacznie im pomagały inne europejskie parkiety.

Popyt wyraźnie wykorzystywał brak ochoty do sprzedawania akcji i kosztem małego wysiłku zdobył wyraźną przewagę, pokazując że wczorajsza zadyszka była tylko chwilową niemocą. Tym razem krajowi inwestorzy niespecjalnie przejmowali się spadkami czołowych koncernów górniczych w Londynie i chętnie kupowali akcje KGHM. Także przełamanie bariery 60 USD za baryłkę ropy nie przeszkodziło Orlenowi stać się jednym z liderów zwyżek. Intrygujący jest powrót zainteresowania mniejszymi spółkami, bo to oznacza większe zaangażowanie prywatnego kapitału. Widać, że wiara we wzrostowy scenariusz w najbliższych tygodniach wśród inwestorów indywidualnych przybiera na sile.

Wśród mniejszych firm niewiele było takich, które barwiły się w kolorze czerwonym. Bardzo dobrze radził sobie Mediatel i Kruszwica, które przed sesją pochwaliły się wynikami oraz Kopex, kontynuujący świetną passę. Obiektem pożądania stały się też akcje Ponaru, które Zbigniew Jakubas wymienił jako cel swoich inwestycji. Jednak znaczne zwyżki na wielu małych firmach nie były poparte większymi obrotami.

Na światowych parkietach zaznacza się powrót optymizmu. Gracze wiążą duże nadzieje ze zmianą lokatora w Białym Domu i coraz bardziej dostrzegają pozytywne oddziaływanie interwencji rządów i banków centralnych w światowy system finansowy. Rynki zdają się przechodzić w fazę ignorowania złych wiadomości, a bardziej koncentrują się na tych lepszych. Coraz częściej słychać głosy, że wrześniowo-październikowe spadki były przesadzone, a kondycja wielu firm nie jest tak kiepska, jak to się wcześniej wydawało.

Spodziewana korekta wzrostów nie nadchodzi i możliwe, że WIG20 zechce najpierw zaatakować poziom 2000 pkt. "Efekt Obamy" wydaje się obecnie silniejszy od pokusy skorygowania ostatniej fali wzrostowej. Zwolennicy tego średniookresowego trendu wzrostowego wydają się mieć więcej argumentów niż ich przeciwnicy. Na razie gracze odkładają na później zamartwianie się o kondycję czołowych gospodarek w IV kwartale.

Sporym wsparciem dla kupujących akcje są informacje docierające z funduszy hedgingowych. Co prawda każdy kolejny dzień przynosi wiadomości o zakończeniu działalności przez kolejne hedge, ale na szczęście nie ma wśród nich czołowych graczy. To sugeruje, że zgromadziły one wystarczające zapasy gotówki i podaż z ich strony słabnie. Potwierdza to lepsze zachowanie "emerging markets" w stosunku do rynków rozwiniętych oraz minihossa na spółkach surowcowych. Teraz trzeba trzymać kciuki nie tylko za Baracka Obamę, ale również za szybkie policzenie głosów wyborców w USA.

Waldemar Borowski