Deweloper domaga się od Polski 600 mln zł odszkodowania za Złotą 44
Spółka zawiadomiła rząd o wszczęciu sporu, ale liczy, że problem wstrzymanej inwestycji uda się załatwić polubownie.
Coraz większe zamieszanie wokół niedokończonego wieżowca projektu Daniela Libeskinda. Kilkanaście dni temu pisaliśmy w "PB", że deweloper ma przeciwko sobie siedmiu sąsiadów, których przedstawiciel prawny zażądał 7 mln zł za wykup ich mieszkań i odstąpienie od blokowania budowy w centrum Warszawy. Orco oskarżyło ich o szantaż. Teraz ma zamiar wszcząć postępowanie arbitrażowe przeciwko państwu polskiemu.
— Czujemy się poszkodowani przez polski system prawny. Przepisy pozwalają obalić w sądzie administracyjnym każde pozwolenie na budowę pod mniej lub bardziej kuriozalnym pretekstem. Sądy rozpatrują sprawy miesiącami, jak nie latami, bo nie mają żadnych reżimów czasowych. Inwestor bezsilnie czeka i traci pieniądze, a władze państwowe nic nie robią, aby to zmienić — mówi Jean-Francois Ott, prezes Orco.
Czas to pieniądz
Deweloper zaczął budowę Złotej 44 w maju 2008 r. na podstawie ostatecznego pozwolenia na budowę wydanego przez wojewodę mazowieckiego. W marcu 2009 r. inwestycja została wstrzymana z powodu kryzysu, a Orco zaczęło negocjować z instytucjami finansowymi. Udało się mu dojść do porozumienia w sprawie finansowania, ale wznowienie budowy okazało się niemożliwe, bo Wojewódzki Sąd Administracyjny 29 lipca 2009 r. uchylił uzyskane przez Orco ostateczne pozwolenie na budowę.
Skutek: w centrum Warszawy straszy 17-piętrowy szkielet. Spółka twierdzi, że sprzeczne decyzje organów administracyjnych naruszają zapisy umowy o ochronie inwestycji, zawartej pomiędzy Polską a Belgią i Luksemburgiem. Orco wskazuje m.in. na lukę prawną dopuszczającą przerwanie budowy rozpoczętej na podstawie ostatecznej decyzji.
— Każdego dnia tracimy 45 tys. zł. Utrzymujemy bezpieczeństwo na placu budowy, płacimy odsetki od kredytu, ponosimy koszty techniczne. Na dodatek musieliśmy ponosić koszty procesowe wynikające z zaskarżeń decyzji organów administracji publicznej — wylicza Mariusz Leśniewski, zastępca dyrektora działu prawnego Orco w Polsce.
Wojewoda ma głos
Orco traci cierpliwość i domaga się od Polski odszkodowania, którego wysokość oszacowano na 600 mln zł.
— Około połowy tej kwoty to koszty, które już ponieśliśmy: na zakup działki, wyburzenie, procedury formalne i budowę do siedemnastego piętra. Reszta to utracone korzyści — tłumaczy Mariusz Leśniewski.
Sprawa pozwolenia na budowę jest teraz ponownie w rękach wojewody. W ubiegłym tygodniu miała być gotowa opinia prawna.
— Na razie mamy projekt opinii. Liczymy, że wersja finalna będzie gotowa w tym tygodniu — usłyszeliśmy w biurze prasowym wojewody.
— Wciąż chcemy zbudować Złotą 44, ale nie możemy godzić się na przeciąganie sprawy w nieskończoność — mówi Mariusz Leśniewski.
Dlatego spółka złożyła w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) zawiadomienie o wszczęciu sporu.
— Nie oznacza to automatycznego założenia sprawy arbitrażowej. Możliwy jest kompromis i mamy nadzieję, że rząd Polski przystąpi do rozmów, choćby w trosce o finanse publiczne — podkreśla Mariusz Leśniewski.
Przedstawiciel Orco dodaje, że po dokończeniu inwestycji przy Złotej 44 tylko z tytułu VAT od sprzedaży apartamentów spółka odprowadziłaby do budżetu 90 mln zł. Jeśli dodać do tego wpływy z podatków od płac 1000 ludzi zatrudnionych na budowie, budżet otrzymałby ponad 100 mln zł.
Jeśli jednak wszczęty zostanie arbitraż, na wpływy budżetowe rząd nie ma co liczyć. Mogą się natomiast pojawić spore wydatki, co przy obecnej sytuacji finansów publicznych oznacza stąpanie po cienkim lodzie.
Rząd milczy
Już raz skarbowi państwa się upiekło — przy okazji sporu z Eureko, który zakończył się ugodą i ubezpieczyciel wycofał pozew. Sprawa toczyła się jednak przez prawie 10 lat. W sporze chodziło o realizację umowy prywatyzacyjnej PZU. Holendrzy twierdzili, że ich szkody z tytuły niewywiązania się skarbu państwa z tej umowy wyniosły ponad 35 mld zł, i to nie wliczając kosztów postępowania.
Nadal przed międzynarodowym trybunałem trwa natomiast sprawa arbitrażowa z wniosku Vivendi. W tym przypadku francuska firma skarży Polskę o nieprzestrzeganie polsko-francuskiej umowy o ochronie inwestycji. Według Vivendi, doprowadziło to do utraty przez operatora kontroli nad Polską Telefonią Cyfrową. Vivendi nadal uważa się za akcjonariusza PTC, jednak w tej kwestii trwają także osobne postępowania. Francuzi domagają się od skarbu państwa 2,5-3 mld EUR.
Na te same umowy bilateralne co Vivendi powołuje się też inny francuski koncern — Servier. Swoje straty z tytułu odmowy zarejestrowania leku w Polsce farmaceutyczna spółka szacuje na około 100 mln zł.
Na razie nie jest pewne, czy lista sporów arbitrażowych wydłuży się o Orco. KPRM otrzymała pismo spółki 2 czerwca, ale dotychczas nie odpowiedziała. Do zamknięcia tego numeru "PB" my też nie uzyskaliśmy stanowiska Kancelarii Premiera w tej sprawie.