Orlen z Lotosem to korzyści i ryzyko

Połączenie państwowych firm dałoby setki milionów złotych synergii, ale ważniejsze może okazać się ryzyko polityczne.

Do trwających od kilkudziesięciu dni spekulacji na temat możliwej współpracy kapitałowej pomiędzy PKN Orlen i Lotosem odniósł się w czwartek premier Mateusz Morawiecki.

— Nie jestem od tego, żeby komukolwiek mówić, kto i z kim powinien się łączyć. To prerogatywa rad nadzorczych i zarządów, ale skala jest ważna — tak odniósł się do pytań zadanych przez agencję Bloomberg. Pytany zaś o to, czy fuzja pomogłaby w ekspansji polskiego kapitału, odpowiedział: „Mówiąc ogólnie, tak”. Dzień wcześniej w podobnym tonie wypowiedział się Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Stwierdził, że fuzja tych firm nie byłaby złym rozwiązaniem, choć „trzeba poczekać i sprawdzić, na ile to będzie korzystne”.

Ryzyko polityczne

Temat fuzji Orlenu i Lotosu, obu firm kontrolowanych przez państwo, nie pojawia się po raz pierwszy. Tamas Pletser, węgierski analityk pracujący dla Erste, przyznaje, że o koncepcji słyszy już od 15 lat.

— To temat zdecydowanie polityczny i zawsze taki był — podkreśla analityk. Pod względem czysto biznesowym jest to — jego zdaniem — dobry projekt, który mógłby przełożyć się na „setki milionów złotych oszczędności”, np. w logistyce, petrochemii, wydobyciu. Przykładowo, obie firmy (Lotos w Gdańsku, Orlen w Płocku) mogłyby ściślej współpracować przy przewozie paliw. Mogłyby też połączyć swoje zakłady rurociągiem do przesyłania produktów petrochemicznych. Tamas Pletser widzi też pole np. do wykorzystania przez Orlen kompetencji Lotosu w obszarze poszukiwań węglowodorów na morzu.

— Pamiętajmy jednak, że pomysł fuzji wychodzi od rządu. To oznacza, że rząd chciałby prawdopodobnie mieć znaczący wpływ na strategię powiększonego podmiotu. I to jest negatywna strona potencjalnej transakcji. Szacuję, że z punktu widzenia akcjonariuszy ryzyko związane z wpływami państwa jest większe i ważniejsze od potencjalnych synergii — podkreśla Tamas Pletser.

Kto kogo

Pod względem kapitalizacji PKN Orlen jest cztery razy większy niż Lotos, ale to w Lotosie skarb państwa kontroluje ponad połowę kapitału, podczas gdy w Orlenie ma zaledwie 27 proc. (państwowa spółka PERN ma 5 proc.). Gdyby więc rząd chciał mieć znaczący wpływ na powiększony podmiot,przejmującym uczyniłby Lotos. — Lotos nie dysponuje pieniędzmi na taką operację, choć mógłby sięgnąć po emisję akcji — zastanawia się Tamas Pletser.

Czołowa rola Lotosu mogłaby zaowocować utrzymaniem centrali firmy w Gdańsku lub nawet zwiększeniem znaczenia tej centrali. To mogłoby mieć zaś interesujące konsekwencje polityczne.

— Na Pomorzu, na poziomie lokalnym, rządzi PO, która tworzy fałszywy obraz PiS jako partii szkodzącej regionowi. Polityka lokalna nie jest najważniejsza, ale nie ulega wątpliwości, że fuzja dałaby oczywiste biznesowe korzyści. Diabeł tkwi jednak w szczegółach — mówi Marcin Horała, poseł PiS, wymieniany jako kandydat na prezydenta Gdyni w nadchodzących wyborach samorządowych.

— Ucieszyłbym się, jako mieszkaniec Gdańska, gdyby stroną przejmującą był Lotos. Zadecydują jednak czynniki ekonomiczne — podkreśla Andrzej Jaworski, członek zarządu Krajowej Spółki Cukrowej, a w przeszłości wpływowy polityk PiS.

Wrażliwe segmenty

Zdaniem Tamasa Pletsera, a także innych zapytanych przez nas analityków, połączenie Orlenu i Lotosu mogłoby wzbudzić sprzeciw urzędu antymonopolowego. Nie można wykluczyć, że na poziomie detalu konieczna okazałaby się sprzedaż części stacji. Połączone firmy kontrolowałyby też całkowicie krajowy rynek hurtowy. — To złe wieści dla klientów — uważa Tamas Pletser.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Orlen z Lotosem to korzyści i ryzyko