Osady ściekowe z  pola do spalarni

Resort klimatu planuje zmienić przepisy dotyczące uznania osadów komunalnych za ustabilizowane. To utrudni ich zagospodarowanie w rolnictwie

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowało projekt rozporządzenia określający nowe parametry i zasady badania osadów ściekowych. Twierdzi, że podczas kontroli Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska stwierdzono utrudnienia w dokonywaniu oceny jakości tzw. ustabilizowanych komunalnych osadów ściekowych. Wynikają z dotychczasowego braku określenia w przepisach granicznej zawartości związków organicznych w masie osadów, które należy uznać za ustabilizowane. Resort zwraca także uwagę na problemy z badaniami laboratoryjnymi, dotyczącymi zawartości w osadach różnych substancji.

Szlaban na pole

Nowe przepisy określają wskaźnik dopuszczalnej zawartości związków w ustabilizowanych osadach na 60 proc. Ustanowienie tak wysokiego pułapu kwestionuje Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie (IGWP), zrzeszająca krajowe spółki wodno-ściekowe.

„Doprecyzowanie definicji „ustabilizowany” (…) wykluczy wiele oczyszczalni z możliwości stosowania komunalnych osadów ściekowych w rolnictwie” – twierdzi Dorota Jakuta, prezes IGWP, w opinii do projektu.

Obecnie dostarczanie ich na pola jest jednym z często stosowanych sposobów zagospodarowania. Izba w grudniu 2020 r. przeprowadziła badania w 91oczyszczalniach, które wykazały, że blisko 42 proc. z nich zagospodarowuje osady w rolnictwie. Dla ponad jednej piątej przedsiębiorstw to jedyna ścieżka wykorzystania ustabilizowanych pozostałości ze ścieków.

Izba zwraca również uwagę, że w projekcie rozporządzenia przewidziano wymóg rozprowadzenia osadów na polu i wymieszania ich z glebą nie później niż następnego dnia po przetransportowaniu. Szacuje, że na 10 ha gospodarstwo potrzeba ok. 500 ton osadu, ale równocześnie twierdzi, że jego przewóz i rozprowadzenie zgodnie z nowymi wymogami jest niewykonalne.

Do spalenia

- Nie mogąc zagospodarować osadów ściekowych w rolnictwie, będziemy musieli szukać innych metod. Za granicą preferowane jest ich spalanie, może więc będziemy mogli je eksportować do spalarni w innych krajach – mówi Tadeusz Rzepecki, szef Tarnowskich Wodociągów.

Transgraniczne przemieszczanie osadów jest jednak dużym wyzwaniem. Krajowi urzędnicy rządowi od lat apelują więc o zwiększenie ilości ich termicznego przekształcania w kraju. Dwa lata temu resort rozwoju opracował nawet tzw. mapę drogową, mająca na celu intensyfikację inwestycji związanych z wykorzystaniem osadów ściekowych do celów grzewczych i energetycznych.

Przedsiębiorstwom wodno-kanalizacyjne także zależy na realizacji tego typu projektów. Tylko w ostatniej dekadzie liczba krajowych spalarni w oczyszczalniach zwiększyła się z trzech do jedenastu. Mimo to krajowy potencjał termicznego przekształcania wciąż jest niewielki, nie zagospodaruje luki, która może powstać w wyniku problemów z przekazywaniem osadów na cele rolnicze, choć wiele firm wodno-kanalizacyjnych poczyniło przymiarki do budowy kolejnych spalarni. Realizację planów utrudnia jednak brak pieniędzy oraz obawy o to, że ewentualne usterki instalacji będą przez rządowych urzędników wykorzystywane do walki politycznej z samorządowymi włodarzami, zwłaszcza dużych miast.

Tadeusz Rzepecki ma nadzieję, że w mniejszych miejscowościach będą budowane samorządowe albo przemysłowe spalarnie odpadów, w których także osady ściekowe będą mogły zostać spalone jako biomasa.

Ścieki pod lupą
Ścieki pod lupą
Zmiana przepisów dotyczących osadów ściekowych wymaga inwestycji w ich badania. Konieczne może być otwarcie nowych laboratoriów. To jednak kosztowny proces, którego efektem może być wzrost kosztów odbioru i przerobu ścieków.

Oprócz problemów dotyczących zagospodarowania, branżę niepokoi także kwestia badania osadów. IGWP szacuje, że na polskim rynku jest tylko 20 laboratoriów mających akredytację w zakresie badania osadów ściekowych. To niewiele, a próbek do analiz może być coraz więcej. Projektowane przepisy wprowadzają bowiem nową definicję partii osadów do analizy, która według projektu rozporządzenia jest masą odpadów, jednorazowo usuniętych z instalacji, po zakończonym procesie technologicznym. Jej stosowanie może, zdaniem branży, powodować rozbieżności interpretacyjne oraz znacznie zwiększyć częstotliwość kosztownych badań w wielu firmach. IGWP podaje przykład oczyszczalni w Katowicach, która podczas jednej lub dwóch zmian prowadzi proces odwadniania osadów, a na trzeciej mycie i przegląd instalacji. Według nowych przepisów osad odwodniony w ciągu jednej doby może stanowić partię, którą trzeba zbadać. W efekcie katowicka firma musiałaby wykonać 250-365 analiz rocznie. Dotychczas przeprowadzała sześć badań w ciągu roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane