Gwiazda spółki Ammono, która kilka lat temu zapowiadała kryształową rewolucję i podbicie światowego rynku materiałami półprzewodnikowymi z azotku galu, z roku na rok blednie, a od zeszłorocznego bankructwa szanse, że zgaśnie, szybko rosną.

Zero z pięciu
W sierpniu Wiesław Ostrowski, syndyk Ammono, ogłosił przetarg. Podaje, że inwestycją w technologiczną spółkę było zainteresowanych pięć podmiotów. Cena wywoławcza wynosiła 45 mln zł. — Ostatecznie nikt nie złożył oferty. Nie chcę spekulować, co było powodem ich decyzji. Złożyłem do sądu wniosek o ogłoszenie kolejnego przetargu. Sąd ustali terminy i cenę wywoławczą. Proces powinien ruszyć jesienią — informuje Wiesław Ostrowski. Od zeszłego roku Ammono jest dzierżawione Grupie Azoty. Umowa była przedłużana na kolejne miesiące. Ostatnio podpisana dotyczyła dzierżawy do 31 sierpnia. Wczoraj syndyk nie miał informacji, czy zostanie ona przedłużona. — Nie mam decyzji o przedłużeniu umowy dzierżawy, co oznacza, że od września przedsiębiorstwo wraca pod zarząd
Miliardy przejdą koło nosa
Półprzewodniki Ammono miały znaleźć zastosowanie w produkcji diod LED dużej mocy (stosowanych m.in. w długich światłach samochodowych i reflektorach). Według szacunków podwarszawskiej spółki, w 2015 r. ten rynek będzie wart nawet 4 mld EUR. Jeszcze więcej będzie można zarobić na rynku motoryzacyjnym. Polska technologia mogłaby znaleźć zastosowanie w produkcji samochodów hybrydowych i elektrycznych, nawet czterokrotnie zwiększając ich wydajność. Ten rynek spółka ocenia na 16 mld EUR.
syndyka — informuje Wiesław Ostrowski. Grupa Azoty, która jako dzierżawca miała prawo pierwokupu Ammono, nie odpowiedziała na nasze pytania dotyczące przetargu i dzierżawy spółki. Z naszych informacji wynika jednak, że była wśród pięciu zainteresowanych jej zakupem, tyle że po niższej cenie. Na liście chętnych oprócz giełdowej grupy znalazła się
również firma z Singapuru, amerykańska firma Six Point Materials, która podobnie jak Ammono produkuje kryształy z azotku galu, polski inwestor indywidualny oraz fundusz Glencross Holding, powiązany z kablówkową Vectrą.
Gdzie dwóch się bije
Fundusz jest mniejszościowym akcjonariuszem Ammono od 2011 r. Miał pomócw komercjalizacji innowacyjnej technologii. Dwa lata później nie objął drugiej emisji ponad 2,3 mln akcji wartości 16-18 mln zł. Zdaniem założycieli, powinien zapłacić spółce odszkodowanie z tego tytułu. Druga strona, według naszych źródeł, skarżyła się na opóźnienia w komercjalizacji projektów i przejadanie pieniędzy. Fundusz miał też naukowcom za złe zbyt późne powiadomienie o problemach. Zgodnie z wpisami w KRS, Glencross Holdings domagał się od Ammono zapłaty 35 mln zł. Ostatecznie ta wierzytelność była istotnym powodem upadłości technologicznej spółki. W szczycie konfliktu fundusz przejął władzę nad technologiczną spółką i wyrzucił z niej założycieli. Jeden z nich — Leszczek Sierzputowski — wciąż liczy, że uda się ją jeszcze uratować. — Ammono nadal ma przewagę nad zagraniczną konkurencją. Jest to jednak ostatni dzwonek. Jeśli teraz nie wróci na ścieżkę rozwoju, zagraniczne firmy nas dogonią. Straci nie tylko sama spółka, ale cały kraj, który na materiałach półprzewodnikowych z azotku galu mógłby zbudować nową gałąź przemysłu. Szkoda stracić taką szansę — mówi Leszek Sierzputowski. Zdaniem innego naszego rozmówcy, chcącego zachować anonimowość, jeśli nie znajdzie się polski inwestor, zainteresowany całą spółką, jej majątek, m.in. patenty i urządzenia, zostanie wyprzedany za granicę i Polska nie skorzysta na wynalazku polskich naukowców. © Ⓟ