Ostatni dzwonek na tanie zakupy

Kamil Koprowicz
opublikowano: 2011-11-30 00:00

Pod warunkiem że dołek w polskiej gospodarce rzeczywiście wypadnie w II kwartale 2012 roku, a GPW o pół roku wyprzedzi poprawę

Krajowi i zagraniczni analitycy tną prognozy wzrostu gospodarczego dla Europy, w tym dla Polski. Nam wpadła w ręce prognoza analityków Goldman Sachs. Również nie napawa optymizmem. Polska gospodarka ma ostro hamować aż do połowy przyszłego roku. O ile w III kwartale tego roku PKB ma wzrosnąć o 3,8 proc. (dzisiaj poznamy oficjalne dane GUS), a w IV kwartale — o 3,2 proc., o tyle w I kwartale przyszłego roku nasza gospodarka ma się rozwijać już tylko w tempie 2,7 proc., a w kolejnych trzech miesiącach — tylko 2,1 proc. Później ma być już lepiej. Goldman Sachs przewiduje, że PKB Polski wyniesie w III i IV kwartale 2012 roku odpowiednio 2,6 proc. i 3,6 proc. Jeśli prognozy amerykańskiego giganta się sprawdzą, dołek w gospodarce wypadnie w połowie przyszłego roku. Przy założeniu, że indeksy giełdowe wyprzedzają zmiany w realnej gospodarce o około 6 miesięcy, można teoretycznie ogłosić bliski koniec spadków na warszawskiej giełdzie.

Za dużo niewiadomych

Niektórzy analitycy studzą jednak ten optymizm. Dodają, że rynek ożywi jedynie trwałe rozwiązanie problemów z zadłużeniem strefy euro. — Nie brałbym Goldman Sachs za „świętą wróżkę”. Na rynku panuje duża nerwowość. Reguła, że giełda dyskontuje poprawę koniunktury gospodarczej z półrocznym wyprzedzeniem, może się nie sprawdzić, ponieważ inwestorzy nie zachowują się racjonalnie — mówi Mirosław Saj, makler BM DNB Nord.

Warto jednak zauważyć, że średnia ważona prognoz kilkunastu krajowych i zagranicznych banków (wylicza ją agencja Bloomberg) też wskazuje na dno koniunktury w krajowej gospodarce w połowie przyszłego roku. W I kwartale analitycy przewidują spowolnienie PKB do 3,09 proc., a w II kwartale — do 3,08 proc.

Wyceny już atrakcyjne

Przedstawiliśmy naszą odważną tezę znanym krajowym analitykom i zarządzającym. Poprosiliśmy ich o komentarz wraz z własnymi prognozami koniunktury giełdowej. Znaleźliśmy optymistów.

— Jeżeli w drugiej połowie 2012 roku polska gospodarka przyśpieszy znacząco, może to z wyprzedzeniem przełożyć się na poprawę koniunktury również na giełdzie. Obecne poziomy wyceny niektórych spółek na giełdzie są już wystarczająco atrakcyjnei zakup wydaje się sensowny — mówi Marek Świętoń, obecnie niezależny analityk.

Tylko w tym roku WIG20 stracił jedną piątą wartości. Najmocniej dostali po kieszeni właściciele akcji spółek budowlanych (subindeks WIG-Budownictwo zanurkował o 55 proc.) i deweloperów (50 proc.). Wśród naszych rozmówców są i pesymiści. Jednym z nich jest Alfred Adamiec, prezes DM Alfa. Przypomnijmy, że już w czerwcu ostrzegał naszych czytelników przed spadkami.

— Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w pierwszym kwartale 2012 r. nastąpi pogłębienie tegorocznych dołków. Chyba że już w grudniu dojdzie do poważnej przeceny. Wówczas pierwszy kwartał przyszłego roku mógłby się okazać już wzrostowy lub przynajmniej nie pogłębiałby spadków cen giełdowych — przewiduje teraz Alfred Adamiec.

Św. Mikołaj w drodze

Niektórzy eksperci uważają, że poprawę nastrojów na GPW może przynieść okres świąteczny.

— Mimo że mam swoje lata, wierzę w św. Mikołaja. W tym roku grudzień powinien przynieść pozytywną stopę zwrotu. W obecnym cyklu dołka koniunktury, chociażby ze względu na efekt bazy, można szukać na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2012 r. — mówi Roland Paszkiewicz, analityk CDM Pekao. Inni nie wierzą w świętego Mikołaja.

— Naciąganie inwestorów na rajd św. Mikołaja jest niepoważne. Wskaźniki wyprzedzające dane globalnego rynku nie napawają optymizmem — mówi Paweł Burzyński, analityk DM BZ WBK.

Spokój zamiast prognoz

Eksperci są zgodni co do jednego: optymizm wróci na rynek wraz z wypracowaniem konkretnych rozwiązań kryzysu zadłużenia w strefie euro. Na razie na decyzje inwestorów największy wpływ mają emocje.

— Bardziej prawdopodobny będzie wariant, w którym zamiast szukać dołka, inwestorzy będą woleli poczekać, aż uspokoi się sytuacja na świecie, nawet jeśli zapłacą drożej za akcje — tłumaczy Mirosław Saj, makler DM DNB Nord.

Na stołach europejskich polityków znajduje się wiele pomysłów do rozważenia i dyskusji. Problem polega na tym, że nie ma porozumienia. Inwestorzy od kilku miesięcy mają do czynienia jedynie z zapowiedziami.

— Kluczem do poprawy nastrojów jest większa skłonność inwestorów do ryzykownych aktywów. Podstawa do zmiany nastawienia nie znajduje się u nas, ale u Europejskich polityków — dodaje Roland Paszkiewicz.

Sygnałem do zakupów może być uruchomienie maszyn drukarskich — zarówno w Europie, jak i w USA.

— Rynek odbił znacząco po pierwszym i drugim luzowaniu ilościowym w USA. Obecnie istnieje szansa na trzecie. Dodatkowo zbliża się szczyt Unii Europejskiej, na którym mogą również zapaść decyzje w kwestii drukowania pieniędzy. Takie działanie może spowodować euforię inwestorów i odbicia na rynku — przewiduje Adam Drozdowski, zarządzający AXA TFI.