Jak zmusić ateistę do wzywania imienia Boga, a gorliwego katolika do łamania drugiego przykazania – i jak to zrobić jednym gestem. Potrzebne są dwie rzeczy: Audi RS6 i wspomniany gest. Wciśnięcie lewej stopy w podłogę. Efekt gwarantowany, bo wspomagany dysonansem poznawczym.
Nasiona dla ciebie
Gdy opisywałem poprzednie wcielenie RS6, użyłem przykładu bielunia dziędzierzawy. Nie, nie łykałem jego nasion. Ale wówczas wydawało mi się, że inżynierowie w Audi musieli. Wciąż jestem pewien, że w pobliżu zakładów Audi Sport w niemieckim Neckarsulm hodują tę roślinkę i karmią nią gości odpowiedzialnych za takie pomysły, jak RS6. Dlaczego? Bo bieluń dziędzierzawa to toksyczny kwiatuszek. Spożycie jego nasion skutkuje omamami wzrokowymi i słuchowymi oraz napadami wściekłości i szału. Jak nic pomysłodawca Audi RS6 musiał się tego zielska nawcinać. Jak inaczej wytłumaczyć piekielnie mocny silnik w samochodzie niemal z definicji rodzinnym? To jak V12 w gokarcie, Chopin w dżinsach albo materac z gwoździ. Koncert deathmetalowy w przedszkolu. Dzieci się drą, żona się wydziera, a ty, mimo towarzyszącego ci poczucia bezsensu, przytupujesz nogą. Lewą. W rytm wystukiwany przez osiem „garów” tego wariata.
Doprawdy nie rozumiem, dlaczego znalazły się w samochodzie kombi, który powstał dla rodzin z dziećmi, psami i kotami. Powstał, by być praktycznym. Powstał, by pomieścić niezbędne rodzinne szpargały i weekendowe zakupy. Wreszcie po to, by pomieścić cały twój rodzinny dobytek, łącznie z progeniturą w fotelikach. Po co w tym aucie silnik rodem z torów, nielegalnych ulicznych wyścigów i w sumie… z piekła? Wszak kombi ma być głosem rozsądku. Bo jesteś rozsądny, nieprawdaż?
Odpowiedziałeś twierdząco? Reszta tekstu cię nie zainteresuje. Jeśli jednak się zdarza, że stojąc przed lustrem w pierwszy lepszy poniedziałkowy poranek i patrząc na siebie, tęsknisz za czasami, w których wystarczało dla was miejsca w roadsterze, to czytaj dalej, bo chłopaki z Audi właśnie dla ciebie nażarli się tego bielunia. Pestek znaczy… nasion konkretnie.
Bestia w nowej skórze
Audi RS6 to pojazd, do którego najbardziej pasuje słowo spektakularny, choć zupełnie po nim tego nie widać. Jest bestią, z którą na naszym rynku tylko jeden model może się równać. Pozwala jednak prowadzać się na smyczy. Jest praktyczny – jak to kombi. Ma duży bagażnik, isofixy i wszystkie te „rodzinne” gadżety. Dzięki pneumatyce w zawieszeniu przy spokojnej jeździe potrafi być potulny. Niemal pluszowy. Indywidualnych konfiguracji trybów pracy w RS6 jest tak dużo, że nawet profesjonalne auta wyścigowe nie mają takiego zakresu. Jednocześnie różnice w ustawieniach są tak diametralne, że sportowe Audi raz może być rasową wyścigówką, a innym razem – wygodnym familijnym kombi. Ustawiasz „na pluszaka” i można jechać. Dzieci śpią, żona czyta, muzyczka sączy się z głośników (Bang & Olufsen tak na marginesie). Spokój. Ognisko rodzinne można by rzec. Trwało by to i trwało, gdyby nie twoja lewa stopa. Pamiętam cię sprzed lustra. Wiem, że właśnie prostujesz nogę. Lewą. Tym gestem domowe ognisko zamienisz w piec martenowski. Czterolitrowy V8 z turbiną, 605 rumakami i 800 Nm zrywa się ze smyczy. Dysonans poznawczy (wszak mamy kombi!) nie pozwoli współpasażerom wydrzeć się na ciebie jeszcze przez kilka chwil. Korzystaj, byle bezpiecznie. Pamiętaj o przepisach, a najlepiej jedź na tor.
– Kombi na tor, oszalałeś? Tego bielunia żeś się nażarł? – zapytasz.
– A na tor! – odpowiem z przekonaniem.
RS6 ma masę ponad 2,2 tony, lecz prowadzi się, jakby ważyło o połowę mniej. Zgoda, nie jest zgrabne w prowadzeniu jak 911, ale przecież to kombi. Torowe, ale jednak. I jako takie na torze potrafi zachować się wyjątkowo precyzyjnie. Zaufaj mi. Zaskoczy cię tak, jak ty przed chwilą zaskoczyłeś rodzinną gromadkę, wciskając gaz do dechy.
RS6 przyspiesza z dziką siłą, jakby nienawidził drogi i chciał mieć ją już za sobą. Z drugiej strony, prowadzi się tak, jakby nie chciał, by podróż dobiegła końca. Do tego ryk V8 i świadomość, że to przecież rodzinne kombi. Zaskoczenie niesamowite. Grubo przerasta wyobrażenie o tym, czym jest 3,6 s od 0 do 100 km/h. Dosłownie oczyszcza zatoki, a drze się przy tym tak, jak zapewne wydziera się już twoja rodzina.
Bez sensu
Umówmy się: po co komu samochód sportowy do wożenia dzieci. Jaki sens ma montowanie silnika rakietowego do wózka w Tesco i co ważniejsze: jaki sens ma kupowanie takiego sprzętu za cenę tak ogromną (koszt RS6 startuje od niespełna 600 tys. zł). Wreszcie ekoargument: diabelska maszyneria pod maską potrzebuje pić. Sporo. Sporo też wydala. Do tego dzieci się drą.
Dlaczego, zakładając, że masz wolne 600 tys. zł, warto je wydać na takie diabelskie coś? Kiedyś powodów było więcej. Dziś jeden.
V8 odchodzi. Inne plujące ogniem spalinowe silniki powoli też. Usilnie kastrowane przez ekologiczny kurs UE, skazane są na zagładę. Nie macie wrażenia, że dzisiejsze konie mechaniczne są jakieś inne, słabsze od tych sprzed choćby dekady? Auta sportowe są szybkie, lecz przestają być brutalne. RS6 – choć i tak jest tzw. miękką hybrydą (jednostkę wspomaga 48-woltowy układ elektryczny złożony z alternatora-rozrusznika i akumulatora litowo-jonowego) – jeszcze jest dzikusem. Jeśli właśnie na tym ci zależy, to kto wie, może to ostatnia szansa, by takiego potwora usidlić. Jeśli V8 właśnie uwalnia w tobie fontannę feromonów, wejdź w to teraz. Najzwyczajniej w świecie takie piekielne zabawki mogą się wkrótce okazać nielegalne.
Jak przekonać żonę? Proste. Powiedz, że idziesz kupić kombi.








