Ostrożnie z tym optymizmem

  • Marek Rogalski
opublikowano: 06-02-2012, 00:00

Seria lepszych danych, jakie napłynęły w ostatnich dniach na rynki, częściowo sprawiła, że zaczęliśmy odrzucać negatywne scenariusze przedstawiane jeszcze dwa, trzy miesiące temu. Recesja w strefie euro może okazać się przecież płytka, a gospodarki krajów wschodzących mają szanse utrzymać zwyżki. Tym samym biorąc pod uwagę, że rynki finansowe dyskontują przyszłość, może się pojawić ryzyko, że po prostu nie załapiemy się na czas do pociągu z napisem „nowa hossa”…

Jednak czy aby na pewno jest to już scenariusz bazowy? Chyba nie do końca. Od jakiegoś czasu widać, że sedno problemów nie tkwi w USA, ale w strefie euro. Ben Bernanke, szef Fedu, dał w ostatnich dniach do zrozumienia, że będzie aktywnie działać na rzecz wsparcia amerykańskiej gospodarki, gdyby okazało się, że Euroland znów zaczyna wpadać w turbulencje i tym samym cały świat znów dostanie poważnego przeziębienia. Oby jednak nie przerodziło się ono w grypę, a nawet zapalenie płuc.

W mijającym tygodniu byliśmy świadkami wielu sprzecznych informacji napływających z Aten. Grecy cały czas zapewniali nas, że osiągnięcie porozumienia z prywatnymi wierzycielami to kwestia najbliższych godzin, a negocjacje z przedstawicielami misji kontrolnej Trójki (MFW/KE/ECB) idą dość dobrze. Tylko dlaczego w tle toczyły się zakulisowe spory o to, by Europejski Bank Centralny wziął na siebie część strat na greckich obligacjach? Dlaczego szef Eurogrupy przyznał w czwartek, że rozmowy w kwestii koniecznych reform są bardzo trudne? Okazuje się, że Grecy nie chcą się zgodzić na to, co prędzej czy później musiało nastąpić — obniżkę wynagrodzeń, która może być jednym ze sposobów przywrócenia konkurencyjności tamtejszej gospodarce i z czasem szansą na odcięcie się od międzynarodowej kroplówki. Tylko że ta może nie nadejść, jeżeli okaże się, że grecki premier poda się w poniedziałek do dymisji. Takie informacje pojawiły się w piątek wieczorem. Czy Grecja zbankrutuje na naszych oczach, otwierając nowy, bardziej dramatyczny rozdział europejskiego kryzysu?

Grecja to niejedyne zmartwienie europejskich polityków, którzy w walce z kryzysem wciąż są o dwa kroki za daleko. Poważnym elementem ryzyka staje się Portugalia, o której już wspominałem w „PB”. Im większy będzie problem z Grecją, tym szybciej rynki finansowe będą martwić się losem Lizbony. Ale wskazać można także na Włochy i Hiszpanię — wprawdzie tamtejsze rządy starają się sprostać wymaganiom tych, którzy nawołują do coraz większych reform, ale pomysłów na poważne, strukturalne zmiany nadal nie ma. Niemniej w perspektywie najbliższych miesięcy większych problemów mogą przysporzyć Irlandia i Francja. Wiąże się to ściśle z szansami na ratyfikację nowego paktu fiskalnego w strefie euro. W pierwszym przypadku elementem ryzyka może się okazać ewentualne referendum wśród eurosceptycznego społeczeństwa, w drugim wygrana socjalistycznego kandydata w zaplanowanych na wiosnę wyborach prezydenckich.

Pamiętajmy też o Bliskim Wschodzie. Informacje, jakie pojawiły się w czwartek wieczorem, przypomniały, że konflikt zbrojny z Iranem wciąż jest możliwy. Nawet jeżeli nie zostanie zainicjowany przez Stany Zjednoczone, które z oczywistych powodów chciałyby zająć się sprawą ajatollahów dopiero po jesiennych wyborach prezydenckich. Nieważne, że Izrael mógłby zaatakować pierwszy. Prędzej czy później świat będzie musiał uporać się z irańskim problemem. Ale tak, by nie strzelić sobie przy tym w stopę, prowadząc do dramatycznego wzrostu cen ropy…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane