PAK zasiadł w poczekalni

Energetyczna firma Zygmunta Solorza-Żaka nie ma problemów z płynnością, ale widoki na przyszłość ma kiepskie. Może tylko czekać.

Wyniki nie najgorsze, a kurs wczoraj rósł. Dlaczego więc atmosfera wokół ZE PAK, którego głównym akcjonariuszem jest Zygmunt Solorz-Żak, jest minorowa? Z powodu słabych perspektyw, choć widać odległe światełko w tunelu. Na zeszłorocznych wynikach PAK zaciążyły potężne odpisy, związane z utratą wartości węglowych aktywów. Ten wytwórca energii, opierający biznes na węglu brunatnym, odpisał 1,9 mld zł, co dało 1,88 mld zł straty netto na koniec 2015 r. Gdyby te wyniki oczyścić z odpisu, dostaniemy 50 mln zł zysku netto, wobec 78 mln zł rok wcześniej. EBITDA, czyli zysk operacyjny plus amortyzacja, to zaś 494 mln zł, wobec 507 mln zł w 2014 r. Nie najgorzej.

Zobacz więcej

Zygmunt Solorz-Żak

— Na razie PAK nie ma problemów płynnościowych, a skala pogorszenia jego wyników [w ujęciu oczyszczonym — red.] nie jest znacząca. W obecnych warunkach firmie może jednak być trudno przekonać inwestorów, że w długim terminie jest w stanie generować stabilny zysk EBITDA, szczególnie że jest naturalnym konkurentem spółek energetycznych, kontrolowanych przez skarb państwa — zauważa Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK.

Stabilna rentowność jest pod znakiem zapytania, bo PAK spala węgiel brunatny, czyli najbrudniejsze paliwo w energetyce. To oznacza dużą wrażliwość na europejską politykę klimatyczną i koszty związane z uprawnieniami do emisji CO 2, bo te drożeją. Ponadto PAK, jako wytwórca energii niedysponujący dystrybucją ani detalem, sprzedaje w cenach hurtowych, a te zniżkują. PAK, który odpowiada za ok. 7 proc. krajowej produkcji energii, jest raczej biorcą tych cen, a nie kreatorem.

Realna jest też perspektywa zmniejszenia skali biznesu, bo do 2020 r. PAK będzie musiał wyłączyć najstarsze bloki, a to może oznaczać ubytek nawet 1000 MW mocy. Jak temu zaradzić? Wczoraj o pomysłach mówił Aleksander Grad, który od lutego jest prezesem PAK. Nie są spektakularne. Po pierwsze — efektywność. PAK zamierza sprzedać dwie spółki serwisowe, uruchomić wspólne zakupy i utworzyć centrum usług wspólnych. Powinno to dać minimum 250 mln zł oszczędności rocznie.

Po drugie — wstrzymanie inwestycji, m.in. w modernizację bloków 3 i 4 w elektrowni Pątnów I (to wydatek rzędu 1,1 mld zł). Po trzecie — nowe projekty, m.in. blok gazowo-parowy w Koninie (wart 650 mln zł) i nowa odkrywka w Ościsłowie (284 mln zł). W obu projektach roi się jednak od znaków zapytania. W przypadku Konina chodzi o rentowność inwestycji, a w przypadku odkrywki o protesty społeczne i negatywne — na razie — nastawienie ministerstwa rolnictwa, odpowiedzialnego za decyzje o odrolnieniu gruntów.

Decyzje dla obu projektów zapadną w najbliższych miesiącach. Wreszcie po czwarte — rynek mocy. To koncepcja, która zakłada płacenie wytwórcom nie za wyprodukowaną energię, ale za gotowość do jej produkcji. Za opracowanie mechanizmów rynku mocy odpowiada jednak rząd, który na razie nie opracował nawet założeń. Wytwórcom pozostaje więc czekać.

— Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Zarząd PAK nie spowoduje przecież zmiany cen energii. PAK jest częścią większego systemu i, tak ja wszyscy wytwórcy, może jedynie czekać na decyzje dotyczące rynku mocy — zauważa Paweł Puchalski. W tym kontekście zaskakujący był wzrost giełdowego kursu PAK. W trakcie sesji rósł nawet o 13 proc.

— Inwestorzy lubią zapowiedzi oszczędności i niskich wydatków inwestycyjnych — stwierdza Paweł Puchalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / PAK zasiadł w poczekalni