Paneuropejskiego mBanku nie będzie

opublikowano: 23-08-2018, 22:00

Commerzbank zrezygnował z dalszych prac na projektem Kopernik, który zakładał międzynarodową ekspansję w oparciu o mBank

Copernicus wurde begraben — usłyszeli w środę pracownicy specjalnej sekcji mBanku, którzy pracują w wynajętych niedawno specjalnie dla ich pomieszczeniach warszawskiego biurowca Zebra. Dzień wcześniej śmierć projektu w rozmowie z gazetą „Handelsblatt” ogłosił Michael Mandel, członek zarządu Commerzbanku: „Zdecydowaliśmy się nie kontynuować projektu Copernicus”.

Cezary Stypułkowski, prezes mBanku (z prawej), liczył się z tym, że Kopernik trafi do szuflady, choć wydawało się, że Commerzbank, kierowany przez Martina Zielke, gotów jest zaryzykować. Wygrało jednak stare „langsam, langsam aber sicher”.
Wyświetl galerię [1/2]

SZUFLADA ZAMKNIĘTA:

Cezary Stypułkowski, prezes mBanku (z prawej), liczył się z tym, że Kopernik trafi do szuflady, choć wydawało się, że Commerzbank, kierowany przez Martina Zielke, gotów jest zaryzykować. Wygrało jednak stare „langsam, langsam aber sicher”. Fot. Bloomberg

mBank nie chce komentować sprawy, odsyła do centrali. Jego pracownicy nie kryją jednak zawodu i rozczarowania, bo sądzili, że biorą udział w czymś naprawdę dużym.

Pomysł się podobał

Jesienią ubiegłego roku Commerzbank powołał spółkę Copernicus Germany, która, zgodnie ze statutem, miała „przygotować firmę na bankowe usługi przyszłości”. Czy powstała po to, żeby pracować nad paneuropejskim bankiem, nie wiadomo. Wielce prawdopodobne jest, że ideę utworzenia banku o ponadnarodowym zasięgu podsunęli Frankfurtowi Polacy. Sugeruje to zresztą sama nazwa spółki. Mało prawdopodobne, żeby Niemcom, biegłym w nadawaniu kryptonimów rozmaitym operacjom, przyszedł do głowy astronom z Torunia.

mBank jest daleko bardziej zaawansowany technologicznie od spółki matki i ma unikatową platformę, a przede wszystkim know-how w zakresie bankowania przez internet. Nie tylko w Polsce, bo może się też pochwalić doświadczeniem w prowadzeniu biznesu za granicą — od 11 lat ma oddziały w Czechach i na Słowacji. Nie są to może spektakularne inwestycje, ale wstydu nie ma.

Siłą mBanku jest sprawność procesowa, marketingowa, PR-owa oraz IT. Świadomy tego bank powołał przed rokiem spółkę mBox, do której spakował wszystkie narzędzia, system i know-how w celu sprzedaży w ramach white lebel innym, zapóźnionym technologicznie bankom. Pierwszym klientem został francuski Banque Postale. Wkrótce klienci pocztowej kasy zobaczą na ekranach identyczny interface bankowy jak posiadacze mKonta.

— Z takim wyposażeniem pomysł w pójściu dalej w Europę w sytuacji, gdy kontynent podbijają fintechowe start-upy, daleko mniej sprawne technologicznie i procesowo, wydawał się jak najbardziej na miejscu — mówi prezes konkurencyjnego banku.

Początkowo spodobał się on również we Franfurcie, a przychylnie na Kopernika patrzyli też analitycy. Choć pojawiały się wątpliwości, czy mobilny, internetowy projekt ma sens w związku z tym, że Commerzbank ma swoją online’ową inkarnację o nazwie Comdirect. Nie odniosła ona wielkiego sukcesu, jednak pytania, „po co w grupie drugi bank directowy”, nie można było pominąć. Ważniejsze były jednak zastrzeżenia natury finansowej. Podczas ostatniego spotkania z zarządem, inwestorzy zwracali uwagę, że paneuropejski projekt oznacza koszty i jeszcze raz koszty. Profity pojawią się znacznie później.

Commerzbank to co prawda drugi co do wielkości prywatny bank w Niemczech, z aktywami w wysokości 425 mld EUR (15 razy większa niż mBanku), ale w gruncie rzeczy to dość słaba instytucja, znajdująca się w trakcie rozpoczętej w 2016 r. restrukturyzacji, w ramach której do 2020 r. ma zwolnić 9,6 tys. osób. „Nie można robić wielu rzeczy równocześnie. Wyższy poziom komplikacji wcale nie czyni cię szybszym ani bardziej efektywnym” — powiedział Michael Mandel.

Aby porywać się na budowanie europejskiego banku, trzeba mieć pieniądze. W II kwartale Commerzbank miał 272 mln EUR zysku wobec 640 mln EUR straty przed rokiem, co było osiągnięciem nieco lepszym, niż oczekiwał rynek. Poniżej przewidywań znajdują się jednak koszty grupy.

Filozofia „langsam”

W mBanku od początku była pełna świadomość ograniczeń występujących po stronie spółki matki, na które oprócz finansowych kwestii składa się też niemiecka filozofia działania „langsam” (niem. powoli, spokojnie). Historia pokazała, że nie zawszejest to złe podejście do biznesu. 11 lat temu, w 2007 r. Commerzbank sprzeciwił się planom zagranicznej ekspansji ówczesnego BRE Banku, który po uruchomieniu oddziałów w Czechach, na Słowacji, w Londynie, przymierzał się do Węgier i chciał dalej iść w Europę. Sławomir Lachowski, prezes banku, w proteście podał się do dymisji. Kilka miesięcy później przyszedł kryzys 2008 r. i Commerzbank upadłby, gdyby nie rządowa pomoc.

Obecnie sytuacja jest inna. Polskim menedżerom bardzo zależało, żeby projekt ruszył, ale od początku pozycjonowali się jako eksperci merytoryczni i doradcy w procesie, ostateczną decyzję zostawiając centrali. Przyszła ona wcześniej, niż się spodziewano, bo werdyktu oczekiwano raczej jesienią. Mimo niepewności co do rezultatu, w banku przeważało odczucie, że decyzja będzie na tak. Projekt był już mocno zaawansowany, poszły na niego pieniądze, zatrudniono ludzi w Polsce i w Niemczech.

— Sytuacja sektora bankowego w Niemczech jest mocno skomplikowana. Commerzbank nie spłacił zaciągniętej dekadę temu pomocy publicznej i wciąż nie wyszedł na prostą. W trudnej sytuacji jest Deutsche Bank, największy bank w Niemczech. Pogrzebanie Kopernika może być konsekwencją spraw o szerszym kontekście, związanych z porządkowaniem sytuacji w niemieckim sektorze bankowym — spekuluje jeden z analityków, zastrzegając sobie anonimowość. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Paneuropejskiego mBanku nie będzie