Pańskie oko konia tuczy

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 26-03-2013, 11:51

Nadmierna kontrola wywołuje silny stres i atmosferę nieufności, co nie służy poprawianiu wyników.

ROZMOWA Z AGNIESZKĄ POLSKĄ-KAMIEŃSKĄ, PREZES FIRMY SZKOLENIOWO-DORADCZEJ PERSONA GLOBAL POLSKA

„Puls Biznesu”: Trzeba kontrolować pracowników? Jak się to odbija na ich motywacji do pracy?

Agnieszka Polska-Kamieńska: Trzeba kontrolować. Jedną z podstawowych funkcji menedżera jest, obok planowania, organizowania i motywowania, kontrola. Może być okresowa, np. raz na miesiąc lub pół roku, albo bieżąca, czyli kiedy menedżer nagle pyta pracownika o wykonywaną pracę, jej jakość, ilość, a także, co się udaje, a co nie. Jak mówi polskie przysłowie: „Pańskie oko konia tuczy”, czyli menedżer wie, jak posuwają się prace nad zleconym zadaniem. To pewnego rodzaju forma motywacji i okazja, by sprawdzić, czy wszystko przebiega bez zakłóceń, czy potrzebna jest jakaś pomoc lub korekta zlecenia. Dla pracownika z kolei jest to szansa na naukę. Jak coś mu idzie nie tak, to przy kontroli dowie się, jak zadanie powinno być wykonane.

Ale nikt nie lubi, gdy szef stoi mu nad głową.

Zdarzają się przesadne kontrole. Gdy są zbyt częste, zakłócają rytm pracy. To wywołuje stres. Pracownik ma poczucie, że przełożony mu nie ufa, chce go przyłapać na błędach, wytknąć niekompetencję. Tworzy to atmosferę wzajemnych podejrzeń i przyczynia się wręcz do spadku motywacji. Nadmierna kontrola może też skutkować tym, że pracownicy przestają być samodzielni w obawie, że popełnią błąd i zadręczają przełożonego szczegółowymi pytaniami. Ale brak kontroli daje okazję do unikania pracy i odpowiedzialności, obniżania jakości pracy, nieporozumień między pracownikami, nadużyć, np. kradzieży.

Jaką kontrolę jesteśmy w stanie znieść?

Większość ludzi nie lubi być kontrolowana, bo mają poczucie niezależności i własnej wartości. A kontrola, zwłaszcza ta, która może wykryć błędy, może się okazać przykra dla pracownika i świadczyć o jego niekompetencji. Przeprowadzona umiejętnie, czyli zgodnie z wcześniej wyznaczonymi parametrami i zakończona odpowiednią rozmową z pracownikiem, podczas której zadaje się pytania (otwarte i zamknięte, a nie tylko te drugie), chwali pracownika lub, jeśli trzeba, konstruktywnie krytykuje albo udziela reprymendy — jest doskonałą lekcją dla pracownika i świetnym motywatorem.

Kiedy kontrola przeradza się w inwigilację?

Jeśli jest przesadna, zbyt częsta, w formie podejrzeń i w poszukiwaniu błędów, to zaczyna mieć znamiona inspekcji. A jeżeli wykorzystuje się do tego różne narzędzia, podsłuchy, pomówienia, nagrania, koncentruje się na przyłapywaniu na błędach, a nie na sukcesach, to mamy do czynienia z inwigilacją pracownika.

Z jaką kontrolą pracodawcy przesadzają?

Z powodu kryzysu, poszukiwania oszczędności i nowych klientów w wielu firmach menedżerowie koncentrują się na danych liczbowych, a te zazwyczaj nieubłaganie wskazują „niewłaściwe” wyniki. Dlatego coraz bardziej koncentrują się na kontroli. Dochodzi do inspekcji, a nawet inwigilacji pracownika. Powoduje to bardzo silny stres i u menedżera, i u pracowników. Powstaje atmosfera nieufności i poczucie bezsilności. Dochodzi do wzajemnych oskarżeń. Taka atmosfera nie służy poprawianiu wyników. Spirala się nakręca. Szkoda, że menedżerowie nie poświęcają więcej czasu pracownikom, np. na coaching i pomoc w poprawianiu jakości pracy, zdobywaniu kontraktów, poszukiwaniu klientów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane