Państwo wesprze stocznie i marynarzy

Polski Fundusz Rozwoju i PKO BP budują konsorcjum, 
które sfinansuje zakup promów 
dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. W kolejce czekają następni

Najpierw lokomotywy, teraz promy. Polski Fundusz Rozwoju (PFR) coraz prężniej wdraża plan wsparcia gospodarki opracowany przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. W połowie maja zapowiedział budowę spółki z Pesą, która będzie produkować lokomotywy i dzierżawić je przewoźnikom. Wczoraj natomiast, wraz z PKO BP, zawarł porozumienie dotyczące finansowania budowy dwóch promów pasażersko-samochodowych dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Spółki nie byłoby stać na samodzielne odnowienie floty, więc rządowe instytucje finansowe wesprą jej zakupy.

STOCZNIOWA DEKADA:
STOCZNIOWA DEKADA:
Paweł Borys, prezes PFR, podpisał porozumienie o budowie konsorcjum, które sfinansuje i wykona promy dla polskich stoczni. Spodziewa się, że dzięki wsparciu funduszu krajowe firmy będą rozwijać potencjał przez 10 lat.
P. TRACZ-KPRM

— Nasza inwestycja ma na celu wzmocnienie konkurencyjności polskiego przewoźnika promowego, na rynku, który ma atrakcyjne perspektywy rozwoju wspierane przebudową infrastruktury drogowej w Polsce. Jednocześnie, zamówienie promów w polskich stoczniach zwiększy możliwości rozwoju przemysłu stoczniowego oraz ich kooperantów — twierdzi Paweł Borys, prezes PFR.
W kolejce za PŻB czekają już następni chętni.

— Projekt inwestowania w nową flotę promów będzie się rozwijać. Jeden prom kosztuje około 100-120 mln EUR, czyli prawie 0,5 mld zł. Ani PŻB, ani Polska Żegluga Morska (PŻM) nie mają zdolności finansowej, by zrealizować takie inwestycje, więc potrzebują silnego partnera, do długoterminowej współpracy. Okres eksploatacji promu wynosi 30-40 lat, a finansowanie jest potrzebne na 20-25 lat. PŻB kupuje dwa promy, a PŻM potrzebuje trzech, czterech jednostek. Oznacza to konieczność sfinansowania projektów wartości prawie 3 mld zł — szacuje Paweł Borys.

Lista zakupów
To ostrożne wyliczenia. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wycenia stoczniowe projekty na… osiem razy więcej. Paweł Brzezicki, wiceszef resortu, oszacował koszt budowy nowych jednostek na co najmniej 25 mld zł. Około 13 mld zł 
pochłonąć mogą zamówienia Marynarki Wojennej, ale pozostała kwota dotyczy zakupów cywilnych, które będą realizować polskie przedsiębiorstwa, potrzebujące finansowania.

Oprócz jednostek pasażerskich w grę wchodzi zakup 4 bunkierek LNG, 40 kutrów rybackich, 4 holowników z napędem hybrydowym i gazowym, 6 jednostek do pogłębiania torów wodnych i ochrony brzegów morskich, 2 platform gazowych oraz co najmniej 8 statków do budowy i obsługi morskich elektrowni wiatrowych (kablowiec i jednostki serwisowe).

Zanim jednak te projekty wejdą w fazę realizacji, stocznie przystąpią do budowy promów dla PŻB. Pierwszy może być gotowy już w 2019 r. Jednostki finansowane przez PFR i PKO BP będą budowane w Gdańskiej Stoczni Remontowej, gdyńskiej Naucie oraz Szczecińskim Parku Przemysłowym i pobliskiej Gryfii.
— Będziemy uzgadniać podział zadań między podmiotami, które weszły do konsorcjum. Prawdopodobnie jednostki będą budowane w częściach i montowane w naszej grupie — mówi Arkadiusz Aszyk, dyrektor zarządzający Remontowej Holding, nadzorującej gdańską grupę.

Crist na fali
Największą pochylnię w Polsce, przystosowaną w pełni do budowy jednostek pasażerskich, ma gdyński Crist, należący do Krzysztofa Kulczyckiego i Ireneusza Ćwirki oraz MS TFI z państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nie ma go jednak w konsorcjum.
— Też jesteśmy zaskoczeni, ale jednocześnie cieszymy się, że promy będą budowane w Polsce. Obecnie realizujemy 14 kontraktów i mamy zapełniony portfel zamówień do połowy przyszłego roku. Negocjujemy także duże zagraniczne zamówienia, więc mniej skupiamy się na rynku krajowym — mówi Ewa Kruchelska, prezes Crista.
Spółka rozmawia z niemieckim partnerem o budowie jednostki pasażerskiej. Bardziej jednak nastawia się na kontrakt na budowę jednostki jack-up dla energetyki morskiej.
— W Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech, znów rozwija się rynek morskiej energetyki. Negocjujemy budowę trzech jednostek jack-up. Największa jest warta 300 mln EUR, a pozostałe — po 150-180 mln EUR. Jesteśmy w stanie zrealizować jeden z nich — mówi Ewa Kruchelska.
Obawia się jednak niedoboru fachowej kadry. Zdobycie pracowników może być nie lada problemem także dla innych polskich stoczni. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane