Pasja: rywalizacja

Rafał FabisiakRafał Fabisiak
opublikowano: 2017-02-23 22:00
zaktualizowano: 2017-02-23 19:48

Uprawianie sportu rekreacyjnie mu nie wystarcza. Tomasz Lubowiecki, prezes 7R Logistic, lubi sprawdzać swoje możliwości w zawodach.

— W pewnym momencie życia chyba po prostu zaczyna nam brakować aktywności, a jest nam potrzebna do zachowania pewnej życiowej równowagi — mówi Tomasz Lubowiecki, prezes 7R Logistic, wspominając swój powrót do sportu.

Jako młody chłopak chodził do szkółki narciarskiej. Uczestniczył nawet w zawodach, ale w końcu zrezygnował z regularnych treningów. Zdecydował się wrócić do nich w 2002 r. Zamiast na narty, najpierw wskoczył jednak na rower.

Jednośladowe początki

Szybko odkrył, że chociaż trening sprawia mu wiele przyjemności, to równie ważne jest dla niego uczestnictwo w zawodach.

— Rywalizacja jest dla mnie szczególnie ważna, ponieważ to zwieńczenie ciężkich treningów i test możliwości. Samo uczestnictwo to też szansa na sprawdzenie się z innymi. Zwycięstwo, jeśli się pojawi, jest tylko dodatkiem. Prawdziwej adrenaliny dostarcza współzawodnictwo — wyjaśnia Tomasz Lubowiecki.

Transalp to jedne z zawodów rowerowych, które od kilku lat są na celowniku prezesa. Brał w nich udział już czterokrotnie. Trasa składa się z siedmiu odcinków i prowadzi z austriackiego Mayrhofen do włoskiego Riva del Garda. Zawodnicy muszą pokonać prawie 540 km w trudnym terenie, czyli w wysokich Alpach. Łączna różnica wzniesień na całej trasie to ponad 18 km.

— Wejście do pierwszej setki było zawsze moim celem, na razie mi się to jeszcze nie udało — żartuje Tomasz Lubowiecki. Większe sukcesy sportowe osiąga jednak w innej dyscyplinie.

Prawie nieudany powrót

Do narciarstwa prezes 7R Logistic wrócił około 10 lat temu. Zwyczajne szusowanie po stokach to jednak dla niego za mało. Zaczął znów trenować i startować. Od dwóch lat jest mistrzem Polski amatorów w slalomie gigancie. Choć niewiele brakowało, by narty odstawił.

— Tak naprawdę sukcesy odnoszę dopiero w ostatnich dwóch sezonach. Trzy lata temu nie znalazłem się nawet w pierwszej dziesiątce i byłem bliski rzucenia nart. Ostatecznie jednak zmieniłem trenera, plan treningu, a przede wszystkim nastawienie. Wygrana przestała być celem. Wbrew pozorom myślenie o zwycięstwie wcale nie pomaga. Skupienie się na treningu i odnalezienie radości z jazdy pozwala „oczyścić” głowę. A głowa to podstawa sukcesu. Wie to każdy, kto chociaż raz stanął na starcie — opowiada Tomasz Lubowiecki. W sezonie 2014/15 w kategorii wiekowej 46-55 lat wygrał gigant o włos. Zawodnik na drugim miejscu miał do niego zaledwie 0,33 sekundy straty. Rok później prezes 7R Logistic wygrał o 0,41 sekundy. Żartuje jednak, że zawsze bardziej zależało mu na sukcesach w zawodach rowerowych.

— Narciarstwo alpejskie to sport techniczny, opierający się na umiejętnościach. O wygranej czy o ewentualnym wypadnięciu z trasy często decydują niewielkie błędy. Dlatego konieczna jest całkowita koncentracja na przejeździe. Na rowerze ważniejsza jest wytrzymałość, ale też wielkość zawodnika, bo wyżsi i ciężsi mają po prostu trudniej, szczególnie w górach — mówi Tomasz Lubowiecki.

Sportowa rodzina

Podkreśla, że zawodom podporządkował treningi. Nie ma taryfy ulgowej i przygotowania do każdej dyscypliny trwają cały rok. Prezes żartuje, że jazda na rowerze w temperaturze poniżej zera nie jest już dla niego niczym nadzwyczajnym. Do zawodów narciarskich zaczyna się przygotowywać już we wrześniu, a do rowerowych nawet w styczniu i lutym. Właśnie rozpoczął treningi do następnej edycji Salzkammergut Trophy, jednego z najcięższych wyścigów górskich na świecie. W jeden dzień trzeba przejechać 210 km i pokonać ponad 7 tys. metrów przewyższeń. W zeszłym roku nie udało się, po 150 km rower odmówił współpracy. Treningi wymagają dobrej organizacji. Żeby poświęcić 15 godzin w tygodniu na ćwiczenia, Tomasz Lubowiecki wstaje dwie godziny wcześniej, niż mógłby, lub tak ustawia grafik, by kończyć pracę w godzinach, które pozwalają przejechać 70 km na rowerze jeszcze za dnia.

— Na szczęście mam duże wsparcie rodziny. Żona trenuje triathlon. Córki zaś jeżdżą na nartach i konno. Dzięki temu mogę jednocześnie spędzać czas z rodziną i trenować do zawodów — mówi Tomasz Lubowiecki.

Biznesowe analogie

Sport to jednak nie tylko same sukcesy i radości. Prezes 7R Logistic przyznaje, że za swoją amatorską pasję sportową płaci wieloma urazami. Zerwane więzadła w obu kolanach, uszkodzone łąkotki — to tylko niektóre. Zawody rowerowe także nie były dla niego łaskawe — na jednym z etapów Transalpu w wypadku złamał miednicę i bark.

— W takich chwilach myślę tylko o tym, jak szybko będę mógł wrócić do treningów. Po niektórych kontuzjach wracałem do startów już po dwóch miesiącach. Sport bardzo wchodzi w krew, dlatego przymusowe przerwy są chyba najgorsze. Nie ma jednak mowy, żeby odpuścić — twierdzi Tomasz Lubowiecki.

W sporcie widzi wiele analogii do biznesu. Jego zdaniem, nastawienie na sukces, gra fair play, wytrwałość w dążeniu do celu to cechy, których nie może zabraknąć w życiu zawodowym. Aby po nieudanych startach, ciężkich urazach albo niepowodzeniach w pracy wrócić do gry, potrzeba charakteru. Dobra organizacja czasu na treningi niezbędna w przygotowaniach to umiejętność, która też przydaje się w pracy.

— Gdybym miał do wyboru dwóch kandydatów do pracy o podobnych cechach i umiejętnościach, ale jeden uprawiałby sport, to nie miałbym wątpliwości, kogo wybrać. Nie chodzi o to, że ten, który nie trenuje, jest gorszy. Po prostu wolałbym mieć przy sobie pracownika, który uprawia sport, bo to więcej mi mówi o człowieku i jego charakterze — uważa prezes7R Logistic. Nic dziwnego, że jego firma wspiera amatorską grupę kolarską studentów Politechniki Gdańskiej. Jest też sponsorem zawodowej grupy kolarskiej Wibatech 7R Fuji. W firmie działa również stowarzyszenie 7R Sport, które promuje sportowy styl życia wśród pracowników. Sam prezes sportowej emerytury w planach raczej nie ma.

— W amatorskim narciarstwie alpejskim są przede mną jeszcze dwie grupy wiekowe. Kiedy obserwuję kolegów, często dużo starszych, którzy wcale nie osiągają o wiele gorszych czasów zjazdów, to z optymizmem patrzę w przyszłość — podsumowuje Tomasz Lubowiecki. &