Pasztet jak marzenie

Rafał Kerger
opublikowano: 22-06-2006, 00:00

Firma szybko dorosła do giełdy. Bo jest elastyczna, ciągle inwestuje i wierzy w przyszłość na Wschodzie.

Suwałki. Polska C — tak o tym regionie niesprawiedliwie mówią ci z bogatszych okolic.

— Pomyślałem, że pan jesteś Niemiec. Oni pierwsi zauważyli, że Suwalszczyzna w niczym nie ustępuje Mazurom. Agroturystyka, w ogóle turystyka, to nasza przyszłość, przyszłość nas, drobnych przedsiębiorców, przyszłość Suwałk — taksówkarz w kąpielówkach wita podróżnika uśmiechem.

Turystyka? Na pewno. A biznes?

Jedziemy do Mispolu — w suwalskiej strefie ekonomicznej. Spółkę założyło w 1997 roku w Białymstoku osiem osób. Włożyli po 32 tys. zł. Szybko nawiązali współpracę z funduszem kapitałowym Hals. I wygrali.

Producent pasztetów debiutuje dziś na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z emisji uzyskał 30 mln zł i chce je przeznaczyć na powiększenie mocy produkcyjnych.

Bez kłótni

Prezes Mispolu Marek Piątkowski jest najemnikiem. Skończył poznańską Akademię Ekonomiczną.

— Początkowo założyciele firmy uważnie patrzyli mi na ręce. Ale zapracowałem na ich zaufanie — zdradza Marek Piątkowski.

Nie byłoby sukcesów Mispolu, gdyby nie to, że dość rozdrobnieni akcjonariusze (największy — oprócz funduszu kapitałowego — Krzysztof Smolarczyk ma 8,1 proc. akcji) świetnie, bez kłótni ze sobą współpracują. Sukcesów nie byłoby również, gdyby nie trafne decyzje udziałowców.

— Mispol, jeden z pierwszych w branży, rozpoczął pod koniec lat 90. współpracę z hipermarketami. A pamiętamy, jak początkowo producenci obawiali się sieci. Nam ta współpraca pozwoliła bardzo szybko się rozwijać — mówi menedżer.

Jak widać, Marek Piątkowski i w PR radzi sobie dobrze.

Super-Białoruś

Firma to nie tylko zakład w Suwałkach. Bo o Mispolu trzeba myśleć w kategoriach grupy. Należą do niej dwa zakłady na Białorusi. Grodfood w specjalnej strefie ekonomicznej i wolnocłowej w Grodnie. I właśnie oddany w tej strefie Quinfood w Słonimiu, zarządzany przez spółkę Grodex. Do grupy należy także P.P.H. Mispol-Dystrybucja z Białegostoku — gdzie właściciele Mispolu zaczynali, przejmując upadający zakładzik produkujący mięso.

— Wschód to dla nas bardzo rozwojowy rynek. Spożycie pasztetów i konserw szybko tam rośnie. Dotąd zainwestowaliśmy na Białorusi 10 mln zł — opowiada Marek Piątkowski.

Grodfood Mispolu ma spore sukcesy — 80 proc. tamtejszego rynku pasztetów. Jego produkt wygrywał też — i to cztery lata z rzędu — jeden z państwowych konkursów (w nagrodę firma miała darmowe spoty reklamowe).

— Naszym dyrektorem na Białorusi jest Białorusin Walery Zagorski. Nie kupiliśmy tam biznesu, lecz go stworzyliśmy. Bardzo go doglądamy i często tam jeździmy. To zresztą zaledwie kilkanaście kilometrów za granicą. Pańskie oko konia tuczy — tłumaczy Marek Piątkowski.

Na Białorusi przez pięć lat polska firma nie płaci CIT od produkcji eksportowej (70 proc. tamtejszych wyrobów ma w tym roku trafić na eksport), zwolnienie obejmuje także podatek obrotowy i od nieruchomości.

— Jest tam też strefa wolnocłowa, co dla nas istotne. No i mamy otwarte drzwi do Rosji, z którą Białoruś tworzy unię celną — przypomina Marek Piątkowski.

Oprócz tych krajów Mispol sprzedaje swe produkty również w Kazachstanie, Mołdawii, próbuje na Ukrainie. Jego paszteciki można też znaleźć w samolotach i w pociągach za Bugiem.

— Nam na Białorusi bardzo się podoba. Tam może niektóre procedury dłużej trwają, rzeczywiście widać inną kulturę. Ale z drugiej strony — jest jeden ośrodek władzy, co nam bardzo odpowiada. Nawet na tym całym PR-owo-politycznym zamieszaniu nie tracimy wiele. Gdy w zeszłym roku powstał konflikt ze związkiem Polaków, celnicy na granicy zachowywali się wobec nas grzeczniej niż zwykle — opowiada Marek Piątkowski.

Ile mięsa w pasztecie?

Jak pracuje Mispol? W Suwałkach — pełną parą. Zakład wygląda na nowoczesny i zadbany. W magazynie palety z pasztetami i konserwami — tysiąc i jeden rodzajów. Od pasztetu z gęsich wątróbek — 40 procent mięsa (to chluba Mispolu), po zawierające go ledwie kilka procent. Takie produkty z Suwałk też wyjeżdżają. Zamawiają je sieci spożywczych dyskontów. Dyskontowe pasztety — co mimo wszystko cieszy szefów Mispolu — nie idą na szczęście w świat pod marką suwalskiego zakładu.

— Najtrudniej zrobić tani i dobry produkt. Nasi technolodzy mają przy tej okazji chyba największy zgryz. Choć, nie… Było kiedyś inne ciekawe wyzwanie. Jedna z sieci zamówiła pasztet, w którym miały „pływać” kawałki mięsa. A nam to mięso cały czas na dno puszki opadało. W końcu jednak wpadliśmy na pomysł, by je lekko podgotować, nim zostanie do pasztetu dodane. To był strzał w dziesiątkę — opowiada przy kotle do mieszania pasztetów Piotr Domaszewski, członek zarządu Mispolu odpowiedzialny za proces produkcji.

Wbrew pozorom w hali producenta pasztetów nie trafimy tylko na mieszalniki, magazyn mięsa i produktów gotowych. Jest tu też coś na kształt sali prześwietleń rentgenowskich.

— Rentgenem sprawdzamy, czy puszki są szczelne. Pomógł nam też przy innej okazji. Kiedyś prześwietlaliśmy nim całą partię wyprodukowaną jednego przedpołudnia, bo pracownik zgubił nakrętkę od śrubki — uśmiecha się Piotr Domaszewski, wspominając tę kryzysową sytuację.

Śrubka znalazła się w przedostatniej palecie.

Kontrakty specjalne

Krok pierwszy: opróżnienie zakładu. Krok drugi: dokładne mycie. Krok trzeci: opalanie ogniem maszyn. Krok czwarty: usunięcie z produkcyjnej części wszystkich kobiet. Przygotowanie zakładu do wizyty głównego inspektora sanitarnego? Nie, do Mispolu przyjechali Żydzi — nadzorować produkcję koszernych konserw.

— Są bardzo ortodoksyjni. Kiedy pierwszy raz dla nich pracowaliśmy, byliśmy w szoku. Potem przywykliśmy. No i opłaca się: jest przecież dużo większa marża — z powodu tych wszystkich przygotowań — opowiada Piotr Domaszewski.

Na półce w Tel Awiwie pasztet czy konserwa z Mispolu kosztuje pięć razy więcej niż ta sama na półce w Warszawie.

Co trzeba zrobić, by produkować koszerne jedzenie? Mieć od rabina certyfikat i poddostawców, którzy też taki certyfikat otrzymali. Bo koszerne musi być nawet opakowanie koszernego produktu mięsnego. Ma przecież z nim styczność. O koszernych przyprawach nie wspominając.

Wydatki z głową

Na niezłą pozycję Mispolu na rynku i to, że spółka szybko „dorosła do giełdy”, wpływa nie tylko jej elastyczność wobec kontrahentów, działalność na Białorusi czy szybkie rozpoczęcie współpracy z hipermarketami.

Mispol ciągle inwestuje. Najpierw w maszyny, potem w nowy zakład w Suwałkach, który stał się jego siedzibą, poźniej w Grodnie i Słonimiu — tam inwestycję właśnie skończył. A historia Mispolu obejmuje ledwie dziewięć lat.

Teraz — po upublicznieniu — zebrane pieniądze też posłużą rozwojowi.

— Rozbudujemy zakład w Suwałkach i uruchomimy produkcję dań gotowych. Zupy już mamy. W przyszłości będą także drugie dania. Zamierzamy też produkować karmę dla zwierząt domowych — mówi Marek Piątkowski.

Mispol cały czas jest w drodze. Nie spoczywa na laurach.

Okiem analityka

Mispol ma duże ambicje

Debiutant z Suwałk to dynamicznie rozwijający się producent konserw i pasztetów. W ostatnich latach podjął duży wysiłek inwestycyjny. Giełda ma umożliwić utrzymanie szybkiego tempa rozwoju i ostre wejście w nisze: dania gotowe i jedzenie dla zwierząt.

Produkuje 2800 palet konserw i pasztetów miesięcznie (paleta to około 500 kg). Jego udział w tym segmencie rynku przekracza 13 proc. W zeszłym roku zanotował 71,79 mln zł przychodów i 5,7 mln zł zysku netto. Zakłady na Białorusi umożliwiają mu bez ceł sprzedaż produktów na dużej części byłego ZSRR. To ryzykowny, ale bardzo perspektywiczny kierunek rozwoju. Mispol sprzedawał akcje po 8 zł. Redukcja zapisów wyniosła 44 proc. Szacunkowy wskaźnik cena/zysk (P/E) liczony na koniec 2006 r. wynosi 13,3 (dla ceny emisyjnej), średnia dla branży spożywczej — 17,3. Spółka oferuje więc dyskonto cenowe w stosunku do sektora. Na podstawie wyników w ostatnich trzech latach „PB” wycenia akcję Mispolu na 10,3 zł (metodą porównawczą z giełdowymi producentami spożywczymi).

Sebastian Gawłowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu