Amerykańscy politycy nie zdołali przez weekend dojść do porozumienia w sprawie wyższego limitu zadłużenia. Na światowe rynki akcji wrócił niepokój
Entuzjazmu związanego z europejską odsieczą dla Aten wystarczyło na dwa dni. Frank znów drożeje, nie ma chętnych na akcje.
W poniedziałkowym handlu na światowych rynkach znów wiało chłodem. Spadki nie były gwałtowne (z niechlubnym wyjątkiem Madrytu i Mediolanu główne indeksy parkietów europejskich traciły poniżej 1 proc.), ale towarzyszyły im znaczne zwyżki cen aktywów uważanych za bezpieczne schronienie.
Polaków znów niepokoi szybujący kurs franka. W poniedziałek po południu szwajcarska waluta drożała względem złotego o prawie 2 proc. Za franka płacono ponad 3,46 zł, tymczasem w piątek rano nawet poniżej 3,35 zł. Frank był najmocniejszy w historii wobec dolara, kolejny rekord ustanowił też względem euro.
Podobnym zainteresowaniem cieszył się japoński jen. To druga z walut, którą w bardziej spokojnych czasach inwestorzy wykorzystywali do finansowania zakupów ryzykowanych aktywów (strategia określana jako carry trade).
To efekt braku porozumienia amerykańskich polityków w sprawie podniesienia limitu zadłużenia. Ameryka już osiągnęła maksymalny pułap długu publicznego, wyznaczony przez Kongres. Rząd nie może dalej się zadłużać. Pieniędzy może zabraknąć już 2 sierpnia. Demokraci naciskają, by zwiększyć limit długu. Republikanie nie chcą o tym słyszeć, podobnie jak o podniesieniu podatków.
— Ostateczny termin na osiągnięcie porozumienia zbliża się wielkimi krokami. To nie sprzyja podejmowaniu dodatkowego ryzyka przez inwestorów. Dlatego frank i jen dalej mogą się umacniać względem dolara — komentował Geoff Kendrick, odpowiedzialny za strategię rynków walutowych na Europę w banku Nomura.
John Boehner, przewodniczący Izby Reprezentantów z ramienia Republikanów, powiedział w weekend, że rozmowy z Demokratami się załamały. Zdaniem Jonathana Sudarii, tradera firmy Capital Spreads, właśnie to zaszkodziło rynkom.
— Wydaje się, że Republikanie i Demokraci porzucili ideę ponadpartyjnego porozumienia i pracują nad swoimi własnymi planami. To czyni je jeszcze trudniejszymi do zaakceptowania przez przeciwników politycznych — powiedział Jonathan Sudaria.
Poniedziałkową sesję w Nowym Jorku główne indeksy rozpoczęły od spadków. Do paniki było jednak daleko, a straty ograniczały się do pół proc. O tym, że czarny scenariusz wciąż nie jest na serio brany pod uwagę, świadczyło 10-letnie maksimum Nasdaq100, indeksu technologicznych blue chipów.
Niepokoje o wypłacalność USA to niejedyna przyczyna zawirowań. Nic nie wskazuje, by do końca zbliżał się kryzys w Europie. Agencja Moody’s obcięła ocenę długu Grecji o kolejne trzy stopnie i zapowiedziała, że realizacja programu pomocowego oznaczać będzie tzw. zdarzenie kredytowe, czyli niewywiązanie się Aten ze zobowiązań wobec wierzycieli.
Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona, twierdzi, że rozszerzenie się kryzysu na Włochy zaskoczyło rynki. Wzrost dochodowości obligacji 10-letnich powyżej pułapu 6 proc., do czego było blisko w zeszłym tygodniu, to sygnał ostrzegawczy, że trudną sytuacją dłużnika zainteresowali się spekulanci.
Bezpieczne przystanie kuszą inwestorów
Postępujący kryzys skłania kapitał do wychodzenia z ryzykownych inwestycji. Szukając schronienia, wraca tam, skąd pochodzi. To nie sprzyja krajom, które są uzależnione od finansowania z zagranicy. Winduje za to ceny aktywów uznawanych za najbezpieczniejsze.
- Złoto Najstarszą tego typu inwestycją jest złoto. Kruszec od wieków służył do przechowywania wartości. Niewypłacalność USA wstrząsnęłaby światowym systemem finansowym. Dlatego złoto, kwotowane w dolarach, było w poniedziałek najdroższe w historii.
- Frank szwajcarski Za lokatę równie pewną jak złoto inwestorzy uznali franka szwajcarskiego. Kraj nie ma problemów ze zbilansowaniem budżetu, a politycy i bankierzy cieszą się zaufaniem rynków. Jeżeli do tego dodamy siłę eksporterów i własny system bankowy, to Szwajcarię spokojnie możemy uznać za samotną wyspę na morzu opanowanych kryzysem krajów. Dlatego kapitał płynie do Szwajcarii szerokim strumieniem.
- Jen japoński Utrzymywana od wielu lat nadwyżka w handlu zagranicznym umożliwiła Krajowi Kwitnącej Wiśni zgromadzenie drugich co do wielkości rezerw walutowych na świecie. Banki japońskie nie pożyczyły zbyt wiele ani Stanom Zjednoczonym, ani zagrożonym krajom strefy euro.
Inwestorów nie niepokoi zanadto znaczny dług publiczny. Jest on w posiadaniu japońskich inwestorów. Japońskiej gospodarce w długim terminie nie zaszkodził również marcowy kataklizm na północy kraju. Usuwanie skutków przebiega szybciej, niż się spodziewano, a ożywienie gospodarcze powinno przyśpieszyć.
Scenariusz pozytywny
Happy end nie będzie okazją
Choć na rynkach widać pewną nerwowość, mało kto wierzy, że brak porozumienia amerykańskich polityków to realne zagrożenie.
— Te negocjacje to teatr. Wszystko dobrze się skończy — przekonuje Wojciech Białek, analityk CDM Pekao SA.
Jak podkreśla, w ostatnich latach limit zadłużenia zwiększany był dziesięciokrotnie. Jednak jego zdaniem pozytywna informacja w postaci porozumienia na szczycie nie będzie dobrą okazją do kupna akcji.
W takim scenariuszu można by się spodziewać zwyżek w reakcji na pierwsze pogłoski o porozumieniu. Jednak po ich oficjalnym potwierdzeniu, zgodnie z regułą "kupuj plotki, sprzedawaj fakty", wskaźnik SP 500 powróciłby do 1300 punktów.
Piotr Kuczyński, analityk Xeliona, spodziewa się — przynajmniej na razie — kontynuacji letniej hossy, choć jedynie na niektórych dojrzałych rynkach. Według niego, w dniu ogłoszenia porozumienia może nawet dojść do euforii. Kiedy jednak inwestorzy przestaną ekscytować się kłopotami USA, ponownie skupią się na problemach Europy.
— Na pewno będzie atak na rynku obligacji włoskich i hiszpańskich. Spekulanci na pewno nie odpuszczą okazji do dużego zarobku. Do takiego ataku może dojść w czasie wakacji lub we wrześniu. To tylko kwestia czasu — podkreśla Piotr Kuczyński.
Scenariusz NEGAtywny
Bankructwo USA to globalna recesja
Scenariusz negatywny to bardzo poważne konsekwencje dla gospodarki światowej, uważają eksperci. Piotr Kuczyński wymienia wśród nich zapaść w USA i recesję na skalę światową. Jednak prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest znikome. Gdyby USA nie mogły legalnie emitować nowych papierów, nie mogłyby wypłacić kuponów od obligacji będących w obiegu. To oznaczałoby obniżkę oceny ich wiarygodności kredytowej przez agencje ratingowe.
Wtedy część posiadaczy obligacji USA byłoby zmuszonych do ich wyprzedaży. Wielu z nich może bowiem inwestować tylko w papiery z najwyższym ratingiem — AAA.
Jak podkreśla administracja, zmiany regulacji muszą wejść w życie do 2 sierpnia. Po tym terminie pierwszą przeszkodą nie do przeskoczenia byłaby sierpniowa wypłata świadczeń społecznych. Przypada ona na pierwszą środę miesiąca. Jak wylicza bank Goldman Sachs, na ten cel sekretarz skarbu Timothy Geithner potrzebować będzie 23 mld USD.
W awaryjnym przypadku wydatki można przełożyć w czasie. Jak informuje dziennik "Financial Times", powołując się na obliczenia banku Barclays, faktyczny moment, kiedy amerykańskiemu skarbowi skończą się pieniądze, może wypaść kilka dni później, niż sądzono dotychczas, czyli 10 sierpnia. Wszystko dzięki nieco wyższym od prognoz wpływom i minimalnie niższym wydatkom. Na razie jednak brak oficjalnego potwierdzenia tej informacji z kręgów rządowych w Waszyngtonie.
— Nawet jeżeli politycy mają jakieś zaskórniaki, a nie mówią o nich oficjalnie, przeciąganie rozmów może zaniepokoić rynki i wywołać zawieruchę — twierdzi Piotr Kuczyński.
Jednak i w takim przypadku budżet federalny natrafiłby w końcu na rafę. Wypłata kuponów planowana na 15 sierpnia. Pochłonie ona 30 mld USD. Takiego wydatku departament skarbu nie zdoła sfinansować bieżącymi wpływami. Dlatego, jak zapowiada Piotr Kuczyński, w razie odwlekania porozumienia napięcie na rynkach będzie rosło.