Patrizia Aryton odejmuje sobie lat

Modowa firma z pomorskiego Chmielna debiutuje w Niemczech. W kraju rozwija drugą, młodszą markę

Historia Arytona zaczęła się w 1989 r. od produkcji na zlecenie polskich firm, mających kontrakty z przedsiębiorstwami odzieżowymi we Włoszech i Francji. Okazało się, że to świetna okazja do nauki — Patrizia Aryton pilnie odrobiła lekcję.

Zobacz więcej

MADE IN CHMIELNO: Ryszard Cierocki, prezes Patrizii Aryton, i Patrycja Cierocka, dyrektor kreatywna, podkreślają, że cały proces — od pomysłu do ostatecznego produktu — jest realizowany w Chmielnie. Ich zdaniem, klienci coraz częściej zwracają uwagę na lokalne pochodzenie, które stanowi dla nich wartość dodaną. WOJCIECH JAKUBOWSKI-KFP

Wyjścia i wejścia

— Nasi fachowcy jeździli regularnie do włoskich i francuskich manufaktur, w ten sposób uczyliśmy się jakości. W 1991 r. w Polsce upadały wielkie firmy odzieżowe np. dawna Vistula, a my dostrzegliśmy w tym szansę. Sporo już umieliśmy, wstrzeliliśmy się w moment i zaczęliśmy szyć pod własną marką. Część dokształconych wtedy we Włoszech i Francji fachowców pracuje z nami do dzisiaj — mówi Ryszard Cierocki, prezes Patrizi Aryton (PA). Dla firmy z Chmielna (niedaleko Gdańska) pracuje dziś około 200 osób — ponad 100 z nich w centrali, gdzie ubrania są projektowane i szyte. Wkrótce odzież wyjedzie do Berlina. Będzie to kolejna próba wyjścia za granicę po dwóch nieudanych.

— Do Rosji nie dopasowaliśmy się kolekcjami — nasze rzeczy są zbyt minimalistyczne, kraj wymagałby przygotowania osobnej kolekcji, niezwykle dekoracyjnej. W Wielkiej Brytanii oszukał nas kontrahent — wziął towar i więcej o nim nie usłyszeliśmy. Nadeszło spowolnienie gospodarcze, dużo firm poległo, część marek zagranicznych, również z wyższej półki odzieży damskiej, wycofało się z kraju [wyszły m.in. GAP, River Island, Topshop i, ostatnio, Marks & Spencer, a z marki premium, Tallinder, zrezygnowało LPP — red.]. Po takim przesiewie i z poczuciem, że jesteśmy stabilni i radzimy sobie przyzwoicie w kraju, postanowiliśmy znowu spróbować — tłumaczy Ryszard Cierocki. Tym razem zupełnie innym sposobem.

— Będziemy debiutować poprzez osobę znaną na tamtejszym rynku. Znaleźliśmy Dawida Tomaszewskiego, projektanta o polskich korzeniach, który żyje i projektuje w Berlinie, zna tamtejsze gusta i branżę mody. Na początku roku zaprezentowaliśmy podczas tygodnia mody w Berlinie kolekcję, którą będzie można kupić w tamtejszych domach towarowych od września. Będziemy mieć swoje kornery. Po pokazie rozdzwoniły się telefony, ale jesteśmy ostrożni. Mamy kilku agentówna miejscu. Chcemy rozwijać się krok po kroku. Na razie nie myślimy o otwieraniu sklepu — nie chcemy podzielić losu innych polskich marek modowych, które z hukiem uruchamiały placówki w Berlinie, a potem po cichu je zamykały — mówi Patrycja Cierocka, dyrektor kreatywna PA.

Kolejne pokolenia

W kraju firma ma 28 salonów. Widzi miejsce na ponad 30.

— Bardziej niż na rozbudowie sieci koncentrujemy się na powiększaniu powierzchni. Kiedyś każda z firm odzieżowych specjalizowała się w konkretnym typie asortymentu. My w płaszczach, Hexeline w wieczorowych sukienkach, Solar w dzianinach, a Monnari głównie w bluzkach. Teraz musimy zabezpieczać potrzeby kobiet na każdą okazję i w każdym asortymencie, na co potrzeba więcej miejsca w sklepie — tłumaczy Patrycja Cierocka. Rok temu do PA dołączyła druga, młodsza marka — Altro.

— Jesteśmy przekonani, że musimy kontynuować główny biznes, bo to gwarantuje bezpieczeństwo, ale musimy też inwestować w nowe, bardziej ryzykowne projekty. Praca w branży odzieżowej to ryzyko starzenia się wraz z klientem. Żeby rozwijać się w długim okresie, musimy podejmować działania, które przyciągną do nas kolejne pokolenia. Dzięki nowej marce odejmujemy sobie lat. Jest tańsza od marki matki o około 20-30 proc., by zwiększyć dostępność cenową dla młodszego konsumenta. Ubrania mają też odważniejszy styl. To na razie początki — sprzedaż odbywa się głównie poprzez kanał e-commerce. Docelowo widzimy miejsce na osobną sieć salonów pod szyldem Altro — mówi Patrycja Cierocka.

 

OKIEM EKSPERTA

Nieśmiałe początki

AGNIESZKA GÓRNICKA, prezes firmy badawczej Inquiry

Polski rynek ma oczywiste ograniczenia dla nieco droższych odzieżowych marek — liczbę ludności i poziom zamożności. Domyślnym kierunkiem ekspansji dla branży zawsze były rynki wschodnie, a nie zachodnie, ale Rosja — pomimo większej bazy potencjalnych zamożnych klientek — jest dzisiaj raczej ryzykownym wyborem. W Europie Środkowo- -Wschodniej zostają nam kraje mniejsze i mniej zamożne od Polski, więc z niewielkim potencjałem dla droższej odzieży. W efekcie również nas coraz częściej klienci pytają właśnie o Europę Zachodnią. Polska odzież już tam jest, ale to eksport raczej tańszych produktów i w dużej mierze reeksport z Azji po ewentualnym przerobieniu u nas, np. dodaniu napisów na T-shirtach, które mają duży udział w sprzedaży. Dlaczego nie ma na Zachodzie naszej odzieży z wyższej półki? Albo firmy dotychczas nie czuły potrzeby ekspansji w tym kierunku, albo źle się do niej zabierały. Wymaga to opracowania strategii, badań i innych przygotowań, mamy jednak szansę tam zaistnieć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Patrizia Aryton odejmuje sobie lat