Prognozuje, że na koniec grudnia 2012 r. wartość indeksu Standard & Poor’s 500 wzrośnie o maksymalnie 14 proc. z 1320 pkt obecnie do około 1500.
Wymienia kilka podstawowych przesłanek uzasadniających jego bycze nastawienie. Po pierwsze, oczekuje solidnego wzrostu amerykańskiej gospodarki, która obecnie rozwija się w tempie 2,5 proc.
Rekordowo niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych, niska inflacja, słaby dolar oraz spadające ceny paliw mogą przełożyć się na nawet 3 proc. wzrost PKB – ocenia strateg.
Po drugie, w jego opinii, kryzys zadłużeniowy w Europie nie jest aż tak niebezpieczny dla rynku, jakby mógł być.
Widzieliśmy jak to naprawdę działa. Wpierw są obawy i wyprzedaż na rynkach, potem uspokojenie i przechodzenie do nowych maksimów – tłumaczy Paulsen.
Po trzecie, strateg zauważa powrót do szybkich wzrostów na rynkach wschodzących, które są kluczowym źródłem przychodów amerykańskich spółek.
I na koniec przy wskaźniku cena do zysku kształtującego się obecnie poniżej poziomu 13, opartego na 12-miesięcznych zyskach spółek, akcje są „tanie”.
Nigdy w powojennej historii nie mieliśmy sytuacji, gdy liczne wskaźniki były na tak niskich poziomach przy równie niskich stopach procentowych i inflacji – wyjaśnia Paulsen.
Nie każdy jest jednak takim optymistą jak przedstawiciel Wells Capital Management. W minionym tygodniu bank Goldman Sachs rekomendował inwestorom skracanie pozycji na S&P500 oczekując spadku indeksu do 1285 pkt.
Gospodarcza słabość przedłuży się do czerwca. Przy utrzymaniu dotychczasowej polityki monetarnej w USA, rynek będzie musiał skonfrontować się z pogarszającym się obrazem wzrostu - twierdzi Goldman Sachs.