- Coraz więcej wiodących na rynku spółek, to spółki agresywne z wysoką betą, natomiast wiele spółek defensywnych zostało porzuconych – powiedział Paulsen w CNBC.

Zwrócił uwagę, że nie widział tego fenomenu od końca lat 90. XX wieku, szczytowego momentu „gorączki dotkomów”.
- Nie uważam, że to jest tak poważne zjawisko jak wówczas, ale kultura jest ta sama. Charakter jest taki sam. Wszyscy robią to samo, jest bardzo wąska grupa popularnych spółek – powiedział Paulsen. - Tak naprawdę nikt nie inwestuje nowych pieniędzy w resztę S&P500 – podkreślił.
Wskazał na dane, które pokazują spadek zainteresowania inwestycjami w spółki defensywne od rozpoczęcia rynku byka w 2009 roku. Jego zdaniem, obecnie takie inwestycje są rekordowo niskie. Z drugiej strony wielu inwestorów ma zbyt dużą ekspozycję na „modne” obszary rynku, jak spółki określane skrótem FANG, czyli Facebooka, Amazon, Netflix i Alphabet, spółkę-matkę Google.
- Można się zastanawiać, czy jeśli trafimy w „dziurę powietrzną”, jeśli doszłoby do spadku poniżej minimów z lutego w pewnym momencie w tym roku, to kto wówczas będzie sprzedawać akcje? Prawdopodobnie będą to te popularne spółki, bo to one były ostatnio przez wszystkich kupowane – powiedział Paulsen.
Jego zdaniem szanse przeceny o 15 proc. na rynku akcji w tym roku są „pół na pół”. Wezwał właścicieli akcji największych spółek technologicznych do realizacji części zysków.
- Może poklepcie się po plecach, pogratulujcie sobie świetnej inwestycji – powiedział Paulsen. - Może kupcie jakieś spółki z segmentu dóbr codziennego użytku lub użyteczności publicznej, a może farmaceutyczne, na które dzisiaj nikt nie patrzy – dodał.