Poparliśmy Gruzję. Czy Rosja odetnie nam więc ropę i gaz? Rząd twierdzi, że nie. Ale nie wszyscy są tego samego zdania.
Doniesienia brytyjskiego „Daily Telegraph” w sprawie możliwości odcięcia Polski od poniedziałku od dostaw ropy naftowej (jako retorsji za poparcie Gruzji w jej konflikcie z Rosją) wywołały gorącą dyskusję. Wczoraj polskich przedsiębiorców uspokajał Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki. Według niego, resort nie ma żadnych (oficjalnych czy nieoficjalnych) informacji o możliwości odcięcia Polski od dostaw ropy czy gazu ziemnego. Na razie przerw także nie zanotowano.
— Nie ma zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Nie sądzę, żeby dostawcy pozwolili sobie na utratę wiarygodności — twierdzi wicepremier.
Na wszelki wypadek
Warto jednak dmuchać na zimne. Dlatego premier dodał, że Polska poprzez Naftoport jest w stanie sprowadzić z morza wystarczające ilości ropy dla krajowych rafinerii. Poza tym — jak podkreślił — w krajowym systemie zapasów interwencyjnych i handlowych zgromadzono prawie 7 mln ton paliwa, co oznacza, że mamy zabezpieczone dostawy na 138 dni. Gorzej jest z gazem. Nie mamy własnego terminalu. Mamy natomiast ponad 1,5 mld m. sześc. jego zapasów. To — według wicepremiera — zabezpiecza zużycie tego paliwa przez 40 dni.
Awarie się zdarzają
Większość analityków także twierdzi, że kryzys energetyczny wywołany odcięciem dostaw rosyjskich surowców do Polski nam nie grozi.
— To ze strony Rosji zagrywka polityczno-medialna. Zagrożenie dostaw ropy i gazu jest iluzoryczne — przekonuje Andrzej Szczęśniak, ekspert paliwowy.
Nie wszyscy są jednak optymistami.
— W przypadku ropy naftowej istnieje infrastruktura, która w razie odcięcia dostaw rurociągiem Przyjaźń umożliwi zakup ropy na rynkach światowych. Dlatego tu nasz los jest w naszych rękach — twierdzi Grzegorz Pytel, ekspert energetyczny z Instytutu Sobieskiego.
Jeśli chodzi o gaz, jest bardziej zaniepokojony.
— Awarie tłoczni się zdarzają. Dlaczego nie miałaby się wydarzyć np. za tydzień albo na Wigilię 2008 r.? Chociaż nie jestem wróżką, to nie robiłbym tak dobrej miny w obecnej sytuacji. Bo wygląda ona co najmniej głupio — mówi Grzegorz Pytel.