Pb.pl nadaje z Aten: stadionowe ruiny

  • Tomasz Raś
opublikowano: 15-06-2012, 17:20

Nasz specjalny wysłannik od piątku relacjonuje wydarzenia w Grecji, które mogą przesądzić o przyszłości eurolandu.

Wtorek, poranek: Sprawdzam jak wyglądają obiekty sportowe zbudowane na olimpiadę, która w 2004 r. odbyła się w Atenach.

Grecy na zorganizowanie olimpiady w Atenach w 2004 r. wydali ponad 11 mld EUR. Kosz ten nigdy się nie zwrócił. Po trzech  tygodniach zmagań, kilku podniosłych chwilach, sportowcy wrócili do domów, a po jednej z największych i zarazem najdroższych imprez globu, pozostały 22 obiekty sportowe, z którymi władze Hellady nie bardzo wiedziały co począć.

Aż 21 aren stoi niezagospodarowanych. Pomysłów było kilka. Jeden z nich, nad wyraz absurdalny, polegał na przekształceniu trójkątnego boiska do amerykańskiego baseballu, w stadion do piłki nożnej. Niestety, nie udało się. Nie udało się również przekonać Greków do uprawienia tego sportu, który popularność zdobył jedynie w USA i Wenezueli.

Podobny los spotkał arenę Faliron, położoną vis a vis stadionu piłkarskiego Olympiacosu Pireus. Obiekt, gdzie rozegrany został olimpijski turniej siatkówki plażowej oraz zawody taekwondo, od lat nie był używany.

Jedyną areną sportowych zmagań działającą po dziś dzień jest obiekt goszczący w trakcie olimpiady badmintonistów. Grecy nie poczuli jednak mięty do odbijania lotką, ale uznali, że w Atenach przydałby się jeszcze jedne teatr. Teraz zamiast rozgrywek badmintona obejrzeć tam można „Jezioro Łabędzie” i to w dodatku na lodzie, a niedawno do stolicy Hellady zawitał musical Jesus Christ Super Star.

Wielu Ateńczyków było niezadowolonych z gigantycznych kosztów związanych z organizacją igrzysk, aczkolwiek duma narodowa nie pozwoliła im o tym otwarcie dyskutować.

- Zawsze pragnęliśmy, by olimpiada została zorganizowana w Atenach. Czuliśmy, że igrzyska olimpijskie należą do tego miejsca, dlatego jesteśmy w stanie ponieść wszystkie koszty – pisał na łamach ateńskiego dziennika Kathimerini, George Georgakopoulos.

Poniedziałek, popołudnie: Odwiedzamy ateńską giełdę

Samras próbuje zawiązać koalicję, a ja w międzyczasie wybieram się na ateńską giełdę. Wielu giełd nie odwiedziłem, ale GPW to to nie jest. Sala notowań połączona z recepcją i stołówką. Budynek okazały, aczkolwiek położony w dzielnicy przypominającej Chinatown w podwarszawskich Jankach. Strzeliłem kilka fotek, więc sami oceńcie.

Poniedziałek południe: Początek negocjacji o 12:30

Szanse na stworzenie rządu koalicyjnego w Grecji są równie wysokie jak rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych, które mogłyby się odbyć na jesieni.

Grecy nie wierzą w możliwość skonstruowania rządu koalicyjnego. Grekom potrzebna jest silna partia, która będzie mogła nimi rządzić.

Pod Akropolem nie znają jednak tradycji rządów koalicyjnych, w szczególności, gdy miałby się on składać aż z czterech koalicjantów. Nowa Demokracja zaprosi do rządzenia PASOK, ten jednak widziałby koalicję z udziałem lewicowej SYRIZY, która z kolei opowiada się z rolą rządowej opozycji. Sytuacja jest niezwykle skomplikowana a polityczny pat wysoce prawdopodobny.

Początek negocjacji 12:30.

Tymczasem giełda w Atenach rozpoczęła sesję od 5-procentowej zwyżki.

Poniedziałek, poranek: Strach przed SYRIZĄ przesądził o wynikach wyborów

W niedzielnych wyborach parlamentarnych w Grecji zwycięstwo odnosi konserwatywna Nowa Demokracja, 29,7 proc. głosów, partia opowiadająca się za polityką zaciskania pasa i wprowadzaniu kolejnych cieć budżetowych. Drugą siłą polityczną okazała się SYRIZA, 27 proc. głosów. Partie lewicowe łącznie zdobyły ponad 50 proc. poparcie mieszkańców Hellady.

Zwycięstwo odniosła frakcja proeuropejska, a na pytanie, co przyczyniło się do jej sukcesu, odpowiedź postanowiłem znaleźć pośród ateńskich studentów.

- Nowa Demokracja jest partią polityczną, która wprowadziła Grecję do Unii Europejskiej i reprezentowała Helladę na międzynarodowej arenie. Grecy mogą się z nią utożsamiać, pod rządami Nowej Demokracji czujemy się zjednoczeni - mówi Aleksandros, student prawa na jednym z ateńskich uniwersytetów, przedstawiciel młodych w Nowej Demokracji.

Z tą opinią nie zgadza się jednak kolejny rozmówca, który twierdzi, że przynajmniej 10 proc. Greków, którzy zagłosowali na Nową Demokrację uczyniło to z obawy przed możliwością dojścia SYRIZY do władzy. To z kolei oznaczałoby koniec przygody Greków z Unią Europejską.

- Wiele osób z mojego środowiska tak postąpiło. Program Nowej Demokracji nie ma im nic do zaoferowania poza redukcją w zarobkach i podniesieniem podatków. Niestety alternatywą była SYRIZA, która w razie zwycięstwa doprowadziłaby Grecją do bankructwa – stwierdza Nicolas, także student prawa, kolega Aleksandrosa z uczelni.

Zdanie to podziela Evi, studentka szkoły biznesowej.

- Strach przed opuszczeniem strefy euro spowodował, że nawet młodzież zagłosowała na prawice. W przedwyborczych sondażach SYRIZIE dawano większe szanse na odniesienie sukcesu.

- Zdrowy rozsądek okazał się silniejszy niż rozgoryczenie mieszkańców Hellady spowodowane sytuacją gospodarczą w kraju – uzasadnia oddanie głosu na Nową Demokrację studentka.

Niedziela, 21: 30: Nowa Demokracja zdobywa 29,5 proc. głosów, tuż za jej placami plasuje się lewicowa SYRIZA z  27,1 proc. poparciem.

Rezultat wyborczy z godziny 21:30 w znacznym stopniu poprawił nastroje zwolenników proeuropejskiej Nowej Demokracji. Jeżeli wyniki zostaną oficjalnie potwierdzone, Nowa Demokracja w ciągu najbliższych dwóch dni otrzyma szansę stworzenia koalicji rządowej. W wypadku niepowodzenia, szansę otrzyma druga w wyborach - SYRIZA.

- Wynik jest bardzo dobry, pomimo skromnej przewagi, Nowa Demokracja wygrywa wybory, dzięki temu Grecja pozostanie w strefie euro, a kraj będzie mógł wypełnić zobowiązania wobec Europy - mówi entuzjastycznie dwudziestojednoletni Nondas

Niedziela, 20.30: Proeuropejska prawica zwiększa przewagę

Według wyników na godzinę 20.30 czasu lokalnego, w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Grecji wygrała Konserwatywna Nowa Demokracja. Jej przewaga nieznacznie wzrosła wobec wstępnych publikacji.

Zdobyła ona 30 proc. głosów podczas dy Koalicja Radykalnej Lewicy Syriza zdobyła 28,6 proc.

Trzecie miejsce przypadło w udziale socjalistycznej partii PASOK z 12 proc. poparciem, a neonazistowska Złota Jutrzenka przyciągnęła 6,8 proc. głosujących.

Pierwszy odczyt pokazywał, że Nowa Demokracja zdobyła 30,5 proc., Syriza 30,0 proc., a PASOK 12 proc. głosów.

Prawica nie ukrywa, że takie wyniki są mocno rozczarowujące i nikt w sztabie wyborczym Nowej Demokracji nie świętuje. Panują wręcz minorowe nastroje. Wyczuwa się też obawę, że osiągnięty wynik nie wystarczy do pokonania Syrizy, gdyż wśród jej zwolenników jest bardzo wiele młodych osób, które z reguły bardzo późno, lub wręcz jako ostatnie oddają głosy, i to one mogą zaważyć na ostatecznych rezultatach.

Choć w kuluarach mówiło się, że Syriza może wygrać, albo być bardzo blisko Nowej Demokracji, prawica miała jednak nadzieję, na wyraźne zwycięstwo.

Obawy prawicy wydają się w pełni uzasadnione, gdyż podobna sytuacja miała miejsce w wyborach w 2000 r. Wtedy też po wstępnej publikacji wyników na prowadzeniu była Nowa Demokracja, ale ostatecznie została nieznacznie pokonana przez PASOK.

W ciągu najbliższych godzin zdecyduje się przyszłość Grecji i Europy. Jednak po wstępnym odczycie czujemy nieco ulgi, gdyż jest szansa, że Syriza nie wygrała - ocenia jeden z przedstawicieli prawicy.

Bez względu na ostateczny wynik wyborów pewne jest już, że skoro żadna partia nie zdobyła zdecydowanej większości głosów, znów konieczne okazuje się utworzenie koalicji - pisze AFP.

Są to drugie wybory parlamentarne w Grecji w ciągu sześciu tygodni; po wyborach 6 maja nie udało się utworzyć koalicji i powołać nowego gabinetu.

Gdyby i tym razem żadnej partii nie udało się utworzyć koalicji, Grecję czekają nowe wybory już w lipcu. Do tego czasu mogą wyczerpać się zupełnie środki finansowe, jakimi dysponują Ateny; w budżecie państwa nie będzie pieniędzy na emerytury ani pensje dla sektora państwowego.

Niedziela, popołudnie: Dimitria zagłosuje na "Akcję"

Stres związany z wyborami Ateńczycy rozładowują na wiele sposobów. Jednie relaksują się popijając lodowate frappe w cieniu tak licznych w Atenach kawiarenek. Drudzy rozkoszują się słońcem, a jeszcze inni biorą udział w … produkcji wideoklipu.

Zmierzając w stronę namiotu wyborczego SYRIZY napotkałem grupę dość niecodziennie ubranych osób. W pośpiechu zaczerpując języka dowiedziałem się, że banda stojących przede mną przebierańców to zespół Tonis Sfinos - liczba fanów na Facebooku 16 tys. z kawałkiem. Produkcja to okropna amatorszczyzna, ale w zespole dostrzegam ogromny potencjał.

Twórczość grupy mnie nie interesuję, z miejsca przechodzę do tematu wyborów. Czy głosowali, kto wygra, czy Grecja zostanie, itp…

Największą ochotę do rozmowy przejawia Dimitria, studentka filozofii i filologii, na której też koncentruję swoją uwagę.

- Głosowałem na Drasi (Akcja, partia liberałów dowodzona przez Stefanosa Manosa, dla której po ostatnich wyborach zabrakło miejsca w parlamencie), jedyną partię, która kieruje się dobrem Greków i zdrowym rozsądkiem – opowiada Dimitria.

Akcja posiada jedynie iluzoryczne szanse zaistnienia na greckiej scenie politycznej, dlatego pytam, czy nie lepszym zagraniem mogłoby być oddanie głosu na SYRIZĘ, za którą opowiada się wielu młodych Ateńczyków.

- Nie – odpowiada studentka, po czym dodaje, że program SYRIZY jest całkowicie inny.
- Program SYRIZY zawiera rozwiązania, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Wydaję mi się, że Grecy, zanim podejmą decyzję o oddaniu głosu na daną partię polityczną, powinni dokładnie przestudiować jej program wyborczy – stwierdza Dimitria.

Zapytana o prawdopodobny wyniki wyborów, z zażenowaniem w głosie odpowiada, że jednak to SYRIZIE udało się przekonać Greków, by na tę właśnie formację zagłosowali.

- Obawiam się, że wygra SYRIZA, będzie to bardzo kontrowersyjne, ponieważ jest to partia, której zależy wyłącznie na władzy, a nie na losie Greków – podsumowuje studentka, po czym wraca do układu tanecznego, a ja w lekkim szoku zmierzam w stronę hotelu.

Niedziela. południe: Przesądzi 5 proc. niezdecydowanych

O zwycięstwie w dzisiejszych wyborach przesądzi grupa Greków, która dopiero przy wypełnianiu kart do głosowania podejmie ostateczną decyzję.

- Nie jesteśmy w stanie wskazać zwycięscy dzisiejszych wyborów. Obie partie mają podobne szanse. Odsetek niezdecydowanych, który wynosi obecnie 5 proc., przechyli szalę zwycięstwa na którąś ze stron – takie słowa mogę usłyszeć w jednym z ateńskich lokali wyborczych.

- Trudno jest cokolwiek powiedzieć. Wstępne wyniki zostaną podane o 20, ale liczenie głosów potrwa przynajmniej do północy – odpowiada przedstawicielka komisji wyborczej w punkcie do głosowania zlokalizowanym w szkole przy Placu Syntagma, gdzie wieczorem odbędzie się wiec Nowej Demokracji.

Frekwencja nie jest jednak powalająca. Nie widzę ani kolejek, ani tłumów. Szukając drogi do punktu wyborczego w pobliżu centralnego placu Aten, tylko jedna, bodajże z 15 osób, przyznała się do wzięcia udziału w głosowaniu. Prawie nikt nie wiedział jak trafić do najbliższego punku wyborczego. Pikietujący członkowie lewicowej SYRIZY, zapytani o drogę,  odpowiedzieli, że należy szukać szkół. Tam zazwyczaj zlokalizowane są punkty wyborcze.

Grecy mają jednak nadzieję, że popołudniu do urn wybierze się polityczna młodzież i dzięki temu finałowa frekwencja będzie wysoka.

Niedziela, poranek: Grecy ruszyli do urn

Pod Akropolem rozpoczynają się wybory. W sobotni wieczór Grecy pokazali charakter wygrywając w meczu z Rosjanami. Piłkarze zwycięstwo zadedykowali borykającym się z kryzysem rodakom.

Czy dzisiaj mieszkańcy Hellady powtórzą sukces sportowców i tłumnie zagłosują w wyborach parlamentarnych? Odpowiedź na pytanie dotyczące frekwencji poznamy wieczorem, ale już teraz mogę powiedzieć, że w Atenach panuje ogromny upał, a temperatura zapewne jeszcze podskoczy. Oznacza to, że młodzi Grecy, czyli w znakomitej większości elektorat lewicy, zamiast do urn wybierze się na plaże. Jeżeli dodamy do tego zwycięstwo piłkarzy, które przynajmniej teoretycznie powinno przysporzyć poparcia partiom prawicowym i nacjonalistycznym, to sytuacja lewica prowadzonej przez Aleksisa Cypriasa może okazać się trudniejsza niż się spodziewano.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Sobota, noc: Grecy zostają w EURO 2012 i czekają na Niemców

Muszę cofnąć wypowiedziane słowa dotyczące Greków. Piłkarze Hellady zostają w Warszawie, a paszporty niech oddadzą naszym grajkom. Niech przylecą i zagłosują. Do czegoś się mogą w końcu przydać.

O meczu Polaków nie ma co pisać, rzeczywistość została zweryfikowana na boisku. Spotkania Greków nie widziałem, tak jak znakomita większość mieszkańców Hellady, którzy w zwycięstwo swojej drużyny najzwyczajniej w świecie nie wierzyli.

Niektórzy za to liczyli na cud. No i właśnie taki miał miejsce w Warszawie – „Cud Grecki nad Wisłą”

Grecja zostaje w turnieju, a Ateńczycy marzą, by w ćwierćfinale spotkać się z Niemcami. Grecy pragną zemsty, którą to piłkarze mogą im dostarczyć.

Sobota, popołudnie: Kryzys sponiewierał restauratorów

Kłopoty, z którymi boryka się Grecja sieją spustoszenie niemal w każdym sektorze gospodarki. Nie ominęły one nawet odpornej na kryzys branży gastronomicznej.

Restauratorzy mają prawdziwe powody do zmartwień. Grecję odwiedza coraz  mniej turystów, którzy w obawie przed zamieszkami, nie decydują się na przyjazd do tego śródziemnomorskiego kraju. Mieszkańcy Hellady z kolei, szukając oszczędności, rezygnują z biesiadowania w lokalach, na rzecz coraz popularniejszych domowych posiedzeń.

Wybieram się do Plaka, miejsca niezwykle popularnego zarówno wśród turystów, jak i mieszkańców Aten. Rzeczywiście, pomimo obiadowej pory i początku sezonu turystycznego, tłumów nie widać.

- Europejczyków odstraszają niedzielne wybory i informacje podawane przez media na temat protestów i zamieszek na ulicach Aten. Niestety media przyczyniły się do takiego wizerunku Grecji, która jest bezpiecznym krajem – opowiada Janis, inżynier mechanik, który wraz z przyjacielem prowadzi tawernę Bairaktaris.

Tawerna świeci pustkami, jedynie kilka stolików zajętych. Na zewnątrz para obcokrajowców, natomiast Greków jeszcze nie widać.

- Ateńczycy coraz rzadziej wychodzą, a jak decydują się na posiłek w restauracji, to zamawiają dokładnie to, co mają zamiar skonsumować. O ucztowaniu takim jak niegdyś, możemy tylko pomarzyć. Ateńczycy stali się niezwykle oszczędni – dodaje Janis.

Po spacerze w Plaka przenoszę się do Omoni, by sprawdzić, jak sytuacja wygląda w miejscach, oddalonych od centrum Aten. Trafiam do kafejki „Smiling”, która prowadzona jest przez grecko- amerykańskie małżeństwo.

- Kryzys ciągnie się za nami aż z Ohio, skąd przylecieliśmy do Aten – mówi Helena, córka właściciela kafejki.

- W USA było nam ciężko, więc w poszukiwaniu lepszego życia całą rodziną przylecieliśmy do Aten. Niestety, kryzys przyszedł za nami. Jeżeli sytuacja w najbliższym czasie nie ulegnie zmianie, to wyjedziemy - tym razem do Australii.

- „Smiling” prowadzimy od czterech lat. Ostatnio ojciec musiał zwolnić kilka osób, a reszcie obniżył pensje. Teraz ledwo wychodzimy na plus. W ostatnim okresie straciliśmy blisko 40 proc. stałych klientów, którzy regularnie wpadali na kawę. By utrzymać pozostałych obniżyliśmy ceny, tak też postąpiła większość ateńskich restauratorów – kończy Hellena i obsługuję siwego Amerykanina, który za lunch usiłuje zapłacić dwudziestodolarowym banknotem.

Sobota, południe: Bieda na ateńskim „High Street”

Szalejący w Grecji kryzys w dość istotnym stopniu zredukował popyt na towary z górnej półki i dobra luksusowe. Ucierpieli na tym zarówno detaliści, jaki i właściciele nieruchomości znajdujących się w greckiej stolicy.

Do niedawana opinią najdroższej i najbardziej ekskluzywnej z greckich ulic cieszyło się ateńskie Ermou. Jeszcze w 2007r. lajfstajlowe magazyny umieściły Ermou na 10 miejscu w ranking najdroższych ulic świata, a zagłębie ateńskiego shoppingu porównywały do nowojorskiej „5th Avenue”, bądź londyńskiego „Hight Street”.

Warto tylko dodać, że miesięczny koszt wynajmu średniej wielkości lokalu oscylował w granicach 30 tys. EUR. Grek przyzwyczajony do wydawania całej zawartości portfela był idealnym klientem markowych butików.

Teraz jednak, kiedy Grecja znalazła się na skraju bankructwa, a po dobrych czasach pozostało jedynie wspomnienie, niemal połowa budynków na tej popularnej ulicy stoi pusta, wymaga gruntownej renowacji bądź odrobiny farby, ale nawet na to, Greków w obecnej sytuacji najzwyczajniej nie stać.

Sobota, poranek: Tylko cud może nas uratować

Mowa o greckich piłkarzach, którzy dzisiaj wieczorem w spotkaniu z Rosją zagrają o życie. Nie mniejsze wyzwanie czeka mieszkańców Hellady, ale to dopiero w niedzielę. Dziś liczy się tylko futbol.

Po szybkim śniadaniu, w celu sprawdzenia piłkarskiego nastroju wśród Ateńczyków, odwiedziłem kilka okolicznych kafejek. Z tuzina przepytanych osób, tylko dwie wskazały na zwycięstwo Greków i awans do następnej rundy. Były to niestety kobiety, którym, zanim wytypowały wynik,  poświęciłem kilka minut na wytłumaczenie, kto gra i czym jest EURO 2012. Grecy natomiast jednogłośnie uznali, że piłkarze, by awansować potrzebują cudu.

- Kto wie, wierzymy w cuda. Zarówno piłkarze, jaki gospodarka kraju potrzebuje jednego. Jeżeli moglibyśmy ukraść mecz z Rosjanami, wtedy z awansem nie mielibyśmy problemu – opowiada Grek napotkany w przyhotelowej kafejce.

Ateńczycy nie mają złudzeń. Grecja odpadnie z turnieju, a w ostatnim grupowym spotkaniu piłkarze z Hellady nie zdołają pokonać rosyjskiego bramkarza.

Ateńskie mury mogą odstraszać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć budynki, które nie zostały oszpecone graffiti. Kryzys gospodarczy w dość istotnym stopniu przyśpieszył ten proceder.

Piątek, wieczór: Wiec Nowej Demokracji, średnia wieku 60+, za to z ambony nadaje sam Antonis Samaras, lider greckiej prawicy z perspektywami na objęcie przywództwa nad rządem Hellady.

Melduję się w hotelu, szybki check-in, small talk, że z Polski, że Euro, że dużo ludzi i że Grecy byli lepsi. Może i byli, ale w sobotni wieczór lejemy Czechów i piłkarska karuzela dalej się kręci, a Grecy wracają do domów i jak zdążą na poranny lot, to z lotniska pomaszerują prosto do urn. W niedzielnych wyborach każdy głos będzie się liczyć.

Skoro o wyborach mowa, to postanowiłem udać się na partyjny wiec zorganizowany przez Nową Demokrację, która według potajemnego sondażu ma największe szanse na odniesienie sukcesu w niedzielę.

Wydarzenie odbywa się w samym centrum Aten, tuż obok budynku greckiego parlamentu. Tam, po kilkunastu minutach bezproduktywnego wypatrywania rozmówców trafiam na sympatyczną, starszą Greczynkę, która w Nowej Demokracji widzi jedyną szansę dla Grecji.

- Wiemy, że nasze życie jest ciężkie, a po wyborach sytuacja może być jeszcze trudniejsza, ale zdajemy sobie również sprawę, że musimy dokonać zmian, dla lepszej przyszłości – mówi z trwogą w głosie Greczynka.

Samo zwycięstwo w niedzielę wcale nie musi oznaczać sukcesu bloku prawicowego. Nowa Demokracja może nie być zdolna do utworzenia koalicji rządzącej, a to z kolei mogłoby oznaczać rozpisanie kolejnych, trzecich już wyborów, mogących odbyć się na jesieni.

- Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – odpowiada Admes Callas, zapytany o możliwość kolejnych wyborów.

- Nowej Demokracji uda się stworzyć koalicję rządową z mniejszą partią prawicową. Grecy wiedzą, że kraj potrzebuje organu rządzącego. Jesteśmy gotowi do poświęceń, ale tylko w przypadku, gdy na horyzoncie pojawi się światło nadziei – dodaje Callas.

- Potrzebujemy nowych miejsc pracy i niższych podatków. Nowa Demokracja zamierza obniżyć istniejący 23 proc. podatek, którego i tak większość dużych firm nie płaciła. Jeżeli podatek zostanie zniwelowany do poziomu 15 proc., wtedy nie będzie problemu z jego odprowadzaniem – kończy Grek.

Entuzjazmu związanego z możliwością stworzenia rządu koalicyjnego nie podziela jednak Petros Galats, który za największą przeszkodę w greckiej polityce uważa charakter mieszkańców Hellady.

- Zagłosuję na Nową Demokrację, ale nie wierzę w to, że przyniesie to jakikolwiek sukces. Grecy nie potrafią zawierać kompromisów, jest to typowe dla tego narodu – komentuje Galatas, pracownik jednej z prywatnych firm ubezpieczeniowych.

Zadziwiający jest fakt, że wśród tak licznego tłumu brakuje ludzi młodych, w których kryzysy szalejący w Grecji uderzył najmocniej, pozbawiając ich możliwości zdobycia godziwego zarobku, bądź podjęcia jakiejkolwiek pracy.

Domniemam, że Grecka młodzieżówka całą uwagę skupiła po stornie lewicy, a serca dwudziestolatków podbił Aleksis Cyprias, szef lewoskrzydłowej Syrizy, nazwany greckim Robin Hoodem, którego jeden z moich rozmówców nazwał barbarzyńskim demagogiem,  ponieważ nie posiada on jakiegokolwiek zaplecza politycznego oraz odpowiedniej edukacji.

Dzielę się tymi przemyśleniami z grupą Ateńczyków, którzy jednak mają odrębne zdanie na ten temat.

- Młodzi ludzie nie mają czasu na udzielanie się na wiecach, śledzą wszystko w Internecie, tak jest dla nich łatwiej. Nowa Demokracja może być pewna ich głosów – stwierdzają stanowczo Ateńczycy.

W tym samym czasie co wiec zorganizowany przez Nową Demokrację, w Salonikach, bastionie lewicy, do głosowanie na ten właśnie blok polityczny przekonywał Greków Aleksis Cyprias.

W sobotę obie partię planują mocno dopingować Greckich piłkarzy, żadne wydarzenie związane z wyborami nie zostało na ten czas zaplanowane. My tymczasem skupimy się na miejscach w Atenach, które w ciągu ostatnich kilku lat, na skutek kryzysu zmieniły się w znaczącym stopniu.

Grecka flaga jest symbolem ND, który ma reprezentować jedność mieszkańców Hellady

Piątek, popołudnie: Lądujemy w Atenach

Po blisko trzygodzinnej podróży lądujemy w Atenach. Stolica Hellady przywitała nas upalnym słońcem i brakiem jakichkolwiek problemów komunikacyjnych. Nikt nie strajkuje. Pomimo upału i zapowiadanych strajków, wszystko funkcjonuje jak powinno.

Jeszcze na lotnisku w Warszawie udaje mi się porozmawiać z kilkoma osobami z kraju wybierającymi się do Grecji. O dziwo, samolot wypełniony jest po brzegi, ale zamiast po grecku, większość rozmów prowadzona jest w języku polskim. Podsłuchuję jedną z nich i od razu jestem w lekkim szoku. Trzy studentki, w tym jedna, która studiuje seksuologię, wybierają się do Grecji… do pracy.

Z całej trójki najbardziej wygadana i zarazem najbardziej doświadczona w greckich wojażach jest Olga – studentka owej seksuologii, która regularnie, w trakcie wakacji szkolnych podróżuje do Grecji w celach zarobkowych. Pracuje w gastronomii, na greckiej wyspie Mykonos.

- Wolę grecki kryzys niż dobrobyt w Polsce. Na wyspie nie odczuwa się problemów gospodarczych tak mocno, jak w Atenach – odpowiada Olga, poproszona o porównanie sytuacji w kraju z tym, co się dzieje obecnie w Grecji.

- Lepiej dla nas, żeby Grecy zagłosowali na lewicę, to wtedy będziemy dostawać większe napiwki. Podczas kryzysu szef obciął nam 10 proc. zarobków. Podobno rząd kazał tak zrobić – wyjaśnia studentka.

Odmiennego zdania jest Asia, brand-manager w jednej z warszawskich korporacji, która twierdzi, że Grecy mogą jedynie pomarzyć o polskich zarobkach. Sytuacja w Helladzie, gdzie żyją przyjaciele mojej rozmówczyni jest dramatyczna.

- Nikt w mediach nie informuje o fali samobójstw w Grecji spowodowanej fatalną sytuacją finansową. Cały świat uważa Greków za leni i nierobów, a prawda jest zgoła odmienna. W kryzysie Grecy pracują, o ile mogą znaleźć, bądź utrzymać pracę, po 10 godzin dziennie, a zarabiają niewiele ponad 400 EUR miesięcznie – opowiada Asia.

Kolejnym rodakiem, z którym dość niespodziewanie, w takcie szukania drogi do hotelu, udało mi się spotkać jest Robert. Jest rzeźnikiem w jednym z ateńskich sklepów.

- Sytuacja jest dramatyczna. Ludzie nie mają pracy i Ateny stały się bardzo niebezpieczne – mówi Robert i radzi, żebym schował aparat, w szczególności, kiedy będę w „czarnych dzielnicach”.

- Ostatniego czasu w Atenach dochodzi do wielu rabunków, a nawet morderstw, które w dużej mierze popełniane są przez członków mniejszości narodowych zamieszkujących Ateny – informuje Robert.

Nasi tu są! Sklep na rogu ulicy, przy której mieszkam. Wiem, gdzie będę mógł obejrzeć mecz ;)

---

Dlaczego w ogóle jesteśmy w Atenach >>

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Raś

Polecane