Nowy budynek Dziecięcego Szpitala Klinicznego (DSK), do którego przeniesiono działalność z dwóch innych lokalizacji, otwarto z wielką pompą we wrześniu 2015 r. Symboliczną wstęgę przecinały Ewa Kopacz, ówczesna premier, i Małgorzata Kidawa-Błońska, obecnie wicemarszałek, a wówczas marszałek Sejmu, a także profesor Marek Krawczyk, rektor prowadzącego lecznicę Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM). Były wystąpienia o spełnieniu marzeń i „najnowocześniejszym szpitalu dziecięcym na miarę XXI wieku”. Po ponad trzech latach zadłużenie tego „cudu” zbliża się do 400 mln zł, z czego ponad połowa to długi w parabankach, i jest dwa razy większe niż jego przychody.



Budowa roku
W 2016 r. „pediatryk”, sfinansowany 550 mln zł z budżetu, uznany został za „Budowę Roku 2015” w kategorii „Obiekty służby zdrowia i rekreacji”. Doceniono m.in. „najnowocześniejsze rozwiązania techniczne i technologiczne”, „najwyższą jakość materiałów konstrukcyjnych i wykończeniowych”, a także „funkcjonalność”. Z tym ostatnim, mówiąc delikatnie, można polemizować.
„Niepraktyczny z punktu widzenia celu, do którego został stworzony. Dużo przestrzeni niemożliwej do zagospodarowania, takiej jak hole, klatki schodowe, korytarze. Tak duży wzrost powierzchni skutkuje znaczącym wzrostem kosztów utrzymania i bieżącej eksploatacji budynku szpitala. Można stwierdzić, iż miało miejsce ewidentne przeinwestowanie” — to cytat z ustaleń zewnętrznej firmy audytorskiej, wynajętej przez władze WUM.
Zastosowanie nowoczesnych, ale energochłonnych i drogich rozwiązań technicznych sprawiło, że koszty utrzymania bazy lokalowej DSK w 2017 r. sięgnęły 19,5 mln zł i były aż o 11,5 mln zł wyższe niż w dwóch wcześniejszych lokalizacjach. Co więcej, okazuje się, że na jakąkolwiek działalność, w tym udzielanie świadczeń medycznych czy dzierżawę pod działalność handlową, może być wykorzystane zaledwie… 41 proc. powierzchni. Co na to obecny rektor WUM, profesor Mirosław Wielgoś? Marta Wojtach, rzeczniczka prasowa WUM, przyznaje, że „z całą pewnością w procesie projektowym optymalizacja powierzchni nie była celem nadrzędnym”.
— Można mieć wrażenie, że zabrakło dostatecznej optymalizacji, jaka cechuje obecnie prowadzone przez WUM projekty — ocenia Marta Wojtach.
Jednocześnie broni jednak decyzji o przeniesieniu DSK z dwóch wcześniejszych lokalizacji i podkreśla, że „dzięki dobrej organizacji pracy, doświadczonemu zespołowi, nowoczesnej aparaturze medycznej i dodatkowej infrastrukturze lokalowej” możliwe było prawie podwojenie przychodów szpitala (ze 103 mln zł w 2015 r. do planowanych 202 mln zł w 2018 r.). Warto jednak pamiętać, że powierzchnia „pediatryka” w nowej lokalizacji zwiększyła się bardziej, bo 2,5-krotnie (do ponad 80 tys. mkw.). Żeby mieć szansę na zbilansowanie, szpital potrzebuje więc przychodów wyższych co najmniej o 50 mln zł.
Różne okoliczności
Z dokumentów wewnętrznych WUM, do których dotarliśmy, wynika też, że w przypadku DSK „występują liczne wady techniczne, a w jego procesie inwestycyjnym popełniono wiele błędów”. Zaowocowały one m.in. trzymiesięcznym opóźnieniem uruchomienia pełnej funkcjonalności bloku operacyjnego, co „spowodowało ograniczenie przychodów w tej dochodowej działalności”. Co na to wszystko Ministerstwo Zdrowia, które zgodnie z prawem ma sprawować nadzór nad prawidłowością wydatkowania publicznych pieniędzy przez WUM? Umywa ręce, podkreślając, że jego prerogatywy w stosunku do uczelni są ograniczone.
— Sprawy dotyczące procesu inwestycyjnego, ewentualnych wad technicznych czy wykorzystania powierzchni leżą w gestii WUM. Minister Zdrowia pełni funkcję dysponenta środków, a nie jest uczestnikiem procesu budowlanego. Jego zorganizowanie należało do WUM — mówi Krzysztof Jakubiak, dyrektor biura prasy i promocji w Ministerstwie Zdrowia.
Przedstawiciele uczelni twierdzą z kolei, że na załamanie finansowe „pediatryka” złożyły się „różne okoliczności”.
— Ówczesne władze WUM podejmowały decyzje o powstaniu nowej siedziby DSK w najlepszej wierze, mając na względzie dobro uczelni oraz dysponując określonymi środkami z budżetu państwa. Obecne władze WUM skupiają się na działaniach konstruktywnych, umożliwiających wyjściez dramatycznej sytuacji finansowej dotyczącej nie tylko DSK, ale wszystkich trzech największych szpitali klinicznych WUM — mówi Marta Wojtach.
Porażka jest sierotą
O tym, jakie to działania, piszemy w tekście obok. Tymczasem problemy DSK wynikają także z tego, że przez wiele miesięcy działał na pół gwizdka, a jego duża część stała pusta. W zakresie różnych świadczeń funkcjonował bowiem bez kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) lub z kontraktami znacząco niższymi niż jego możliwości organizacyjne. Bywało i tak, że przyjmował pacjentów, na których leczenie w ogóle nie dostawał pieniędzy.
Jednocześnie z obecnych map potrzeb zdrowotnych, przygotowanych przez resort zdrowia, wynika, że… w województwie mazowieckim jest za dużo łóżek na oddziałach pediatrycznych. Po co więc budowano nowy szpital? Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że blisko dziesięć lat temu, kiedy tworzono wieloletni program inwestycyjny dla DSK, nie było jeszcze map potrzeb zdrowotnych. A budowę popierał i marszałek Mazowsza, i mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie pediatrii.
Resort podkreśla też, że zgodnie z zasadami podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, decyzję o wysokości funduszy przeznaczonych na poszczególne zakresy świadczeń podejmuje kierownik podmiotu leczniczego. Robert Krawczyk, od lat dyrektor DSK, wielokrotnie w mediach przypominał, że przecież szpital powstał za pieniądze państwa i wszyscy, także Ministerstwo Zdrowia, wiedzieli, kiedy zostanie otwarty i jakie oddziały w nim powstaną. Z kolei władze WUM zaznaczają, że uzyskanie kontraktu z publicznym płatnikiem nie zależy od uczelni ani szpitala, tylko od woli i polityki NFZ. Fundusz twierdzi natomiast, że inwestorzy budujący szpitale nie mogą mieć gwarancji otrzymania kontraktu. W ten sposób koło się zamyka, a winnych stanu finansów DSK brak.
Długi rosną i rosną
Opisane przez nas nieprawidłowości sprawiły, że dług „pediatryka” poszybował w górę. Tylko w 2016 r. wzrósł o 53,7 mln zł, a w 2017 r. — o kolejne 48,6 mln zł, by w połowie 2018 r. sięgnąć 381,8 mln zł. Obecny stosunek długu do przychodów stawia DSK w pierwszej trójce najbardziej zadłużonych szpitali w Polsce. Jednostka ma niezatwierdzone sprawozdania finansowe za dwa ostatnie lata, a jej ujemny kapitał własny przekracza 300 mln zł. Dławiona jest ogromnymi kosztami finansowymi, wynikającymi m.in. z zadłużenia w parabankach na 208 mln zł. Na obsługę długów szpital wydaje ponad 10 proc. przychodów. W 2016 r. było to ponad 15,7 mln zł, w 2017 r. — 16,3 mln zł, a w pierwszej połowie 2018 r. — 9,7 mln zł. Zewnętrzni audytorzy stwierdzili, że „praktycznie nie ma szans na jakąkolwiek poprawę sytuacji finansowej”, a „w obecnym stanie finansowym powinna zostać rozważona opcja jego oddłużenia powiązanego z restrukturyzacją lub likwidacją”.
Co na to władze WUM? Twierdzą, że główne powody zapaści finansowej „pediatryka” są zewnętrzne.
— Sytuacja DSK, jak i innych szpitali klinicznych, jest głównie efektem niedoinwestowania służby zdrowia i nieuwzględniania przez NFZ specyficznego charakteru szpitali klinicznych, w których prowadzona jest działalność medyczna na wysokospecjalistycznym poziomie i leczone są najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane przypadki z całego kraju — ocenia Marta Wojtach.
W związku z takimi tłumaczeniami trudno się dziwić, że ani WUM, ani Ministerstwo Zdrowia nigdy nie zawiadamiały prokuratury czy Najwyższej Izby Kontroli o nieprawidłowościach, dotyczących budowy i działalności DSK.
WUM łączy trzy szpitale kliniczne w jeden. Zdaniem związku zawodowego lekarzy, celem jest ukrycie faktycznego bankructwa „pediatryka”
Już za kilka dni, 1 stycznia 2019 r., trzy największe szpitale podległe Warszawskiemu Uniwersytetowi Medycznemu (WUM): opisywany w tekście obok Dziecięcy Szpital Kliniczny (DSK), Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus (SKDJ) i Centralny Szpital Kliniczny (CSK) zostaną połączone w jeden: Uniwersyteckie Centrum Kliniczne (UCK). Tym samym powstanie największy szpital w Polsce, którego przychody przekroczą 800 mln zł. Czy duży będzie mógł więcej? Są wątpliwości. Dość powiedzieć, że jego łączne długi będą wyższe niż przychody.
— Czas, kiedy mogliśmy przeprowadzić jedynie kosmetyczne zmiany, bezpowrotnie minął. Dochodzimy do ściany — albo przeprowadzimy pilne i głębokie działania restrukturyzacyjne, albo upadną i szpitale, i uczelnia — przekonuje profesor Mirosław Wielgoś, rektor WUM.
Oszczędności mają dać m.in. hurtowe zakupy leków i materiałów jednorazowych dla wszystkich szpitali, zmiana sposobu organizacji wykonywania badań oraz obniżenie kosztów części administracyjnej, techniczno-logistycznej i usług pomocniczych. Program konsolidacji zakłada, że jeszcze w 2019 r. strata UCK sięgnie 60 mln zł i będzie tylko nieco niższa niż tegoroczna trzech łączonych szpitali. Natomiast już w 2021 r. ma się pojawić pierwszy zysk — 15,9 mln zł, który w latach 2022-28 powinien wzrosnąć do 20-40 mln zł.
UCK ma też istotnie zmniejszyć koszty finansowe obsługi zadłużenia, które w tym roku dla trzech konsolidowanych lecznic wyniosą aż około 37 mln zł. By to osiągnąć, planowane jest pozyskanie kredytu z Banku Gospodarstwa Krajowego, w trzech wariantach: od 187 mln zł do 446 mln zł. Wniosek w tej sprawie zostanie jednak złożony dopiero po Nowym Roku. Przedstawiciele WUM przyznają, że nie mają pewności, czy zostanie rozpatrzony pozytywnie. Pewne jest jedno: w pozyskaniu finansowania dla UCK nie będzie uczestniczyć Ministerstwo Zdrowia. Plany konsolidacyjne WUM uznaje bowiem za autonomiczną decyzję uczelni. Do tych planów nie wszyscy są przekonani. Protestuje m.in. Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), który twierdzi, że celem połączenia jest ukrycie „faktycznego bankructwa DSK” oraz „przyczyn, które doprowadziły DSK do tego stanu”. Zdaniem OZZL, fuzja spowoduje pogorszenie kondycji pozostałych szpitali, zwłaszcza będącego w najlepszej formie SKDJ. Mirosław Wielgoś twierdzi jednak, że sytuacja wszystkich trzech szpitali jest dramatyczna. Ich łączne zadłużenie po pierwszym półroczu 2018 r. wyniosło aż 853,3 mln zł, z czego większość to zobowiązania krótkoterminowe. SKDJ miał 196,4 mln zł długów, CSK — 275,1 mln zł, a DSK — 381,8 mln zł. Ostatni jest nie tylko najbardziej zadłużony, ale też ma dług wobec parabanków, czyli najbardziej kosztowny w obsłudze, znacząco większy niż siostrzane jednostki. DSK po półroczu 2018 r. był winny takim instytucjom aż 208 mln zł, gdy w przypadku SKDJ było to 46,3 mln zł, a CSK — 30 mln zł.
Wszystkie trzy lecznice generują też straty (patrz infografika obok). O ile jednak DSK traci po kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, a CSK po kilkanaście, to SKDJ jest bliski zbilansowania działalności. Od kilku lat realizuje bowiem z sukcesami program naprawczy, przygotowany w 2011 r. przez firmę PwC. To dlatego plan konsolidacji wzbudza najgorętszy sprzeciw związkowców z tej lecznicy. Obawiają się oni, że zadłużony po uszy szpital pediatryczny pociągnie na dno SKDJ. Ich niepokój potęguje to, że w restrukturyzację szpitali WUM zaangażowane są osoby, których wcześniejsza działalność budzi kontrowersje. Chodzi o Piotra Nowickiego, pełnomocnika rektora WUM ds. restrukturyzacji, który kieruje pracami zespołu ds. planu operacyjnego konsolidacji i restrukturyzacji na lata 2018-28, a także Macieja Zabelskiego, dyrektora CSK i zastępcę dyrektora ds. finansowych DSK, oraz Stanisława Pituchę, zastępcę kanclerza i dyrektora biura ds. szpitali i bazy klinicznej WUM.
Dwaj ostatni byli zaangażowani w działalność spółki AMG Centrum Medyczne (AMG CM), która przez kilka lat zarządzałaniewielkimi szpitalami powiatowymi w Rykach i Rawie Mazowieckiej. Oba popadły w gigantyczne problemy finansowe, podobnie jak sama spółka AMG CM. Za pośrednictwem rzecznika prasowego WUM Maciej Zabelski i Stanisław Pitucha przekazali „PB”, że zasiadali w zarządzie i byli mniejszościowymi udziałowcami AMG CM tylko do kwietnia 2016 r., oraz że „według posiadanych przez nich informacji w tym czasie oba dzierżawione przez spółkę szpitale realizowały kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) zgodnie z umowami”.
Problem w tym, że to… nieprawda. Świadczą o tym ustalenia Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dotyczące szpitala w Rawie Mazowieckiej. Wynika z nich, że na osiem kontroli NFZ nieprawidłowości, dotyczące udzielania świadczeń niezgodnie z umowami, stwierdzono w sześciu przypadkach, co wiązało się z karami. Z raportu NIK wynika również, że AMG CM miało duże zaległości z tytułu płatności czynszu za dzierżawę szpitala, a także nie realizowało obiecanych inwestycji. W Rawie Mazowieckiej kosztem 20 mln zł miał powstać nowy pawilon szpitala, a dodatkowe 10 mln zł miało pójść na modernizację i doposażenie istniejącego. Zamiast 30 mln zł AMG CM wydało jednak… 421,6 tys. zł, a nowy pawilon skończył na etapie przygotowania projektu.
W przypadku Piotra Nowickiego, pełnomocnika rektora WUM ds. restrukturyzacji, chodzi z kolei o informacje ujawnione przez „Gazetę Polską”. Wynika z nich, że Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez byłego dyrektora Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 we Wrocławiu, którym był właśnie Piotr Nowicki. Wyjaśniane wątki dotyczą m.in. kwestii przeniesienia kliniki pediatrycznej, sprzedaży nieruchomości i podejrzenia posłużenia się dokumentami poświadczającymi nieprawdę. Władze WUM podkreślają jednak, że śledztwo prowadzone jest w sprawie i nikomu nie przedstawiono zarzutów. [DTK]