Pekao kominówce się nie kłania

opublikowano: 16-10-2018, 22:00

Zarząd zaskoczył radę nadzorczą sugestią o porozumieniu w sprawie utraconych korzyści z tytułu kominówki. Rada nie wie, co z tym zrobić

9 września minęły dwa lata od wejścia w życie ustawy kominowej w spółkach skarbu państwa i podmiotach z nimi powiązanych. Wdrożenie nowej regulacji w państwowych firmach i grupach kapitałowych trwało jednak znacznie dłużej, np. w PKO BP paski z wypłatami zarządu zostały obcięte wiosną 2017 r., w PZU walne podjęło decyzję w czerwcu 2017 r., w Aliorze dopiero zimą ubiegłego roku, a w niektórych spółkach proces jeszcze się nie zakończył.

Cel biznesowy Pawła Surówki (z prawej), prezesa PZU i szefa rady
nadzorczej banku, od którego zależy jego premia, to wprowadzenie kominówki w
grupie. Pekao, którym kieruje Michał Krupiński, wciąż jest poza zasięgiem
komina.
Zobacz więcej

CEL W KOMINIE:

Cel biznesowy Pawła Surówki (z prawej), prezesa PZU i szefa rady nadzorczej banku, od którego zależy jego premia, to wprowadzenie kominówki w grupie. Pekao, którym kieruje Michał Krupiński, wciąż jest poza zasięgiem komina. Fot. Marek Wiśniewski

Z naszych informacji wynika, że ustawa obniżająca pensje nadal nie obowiązuje w Pekao, mimo że 21 czerwca zwyczajne walne zobowiązało radę nadzorczą do podjęcia uchwały w sprawie zmiany wynagrodzeń zarządu. Do dziś nie została jednak podjęta, bo rada ma duży problem z wdrożeniem kominówki.

Nie chodzi o pieniądze

Michał Krupiński, prezes Pekao, twierdził, że nie przyszedł do banku dla pieniędzy. W czerwcowym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” na pytanie, czy po wprowadzeniu niższych wynagrodzeń praca w Pekao będzie dla niego nadal atrakcyjna, odpowiedział: „Dla mnie z całą pewnością tak. Nie przychodziłem do Banku Pekao dla zarobków. Już rok temu koszty wynagrodzeń zarządu banku zostały obniżone o 40 proc. A ja zarabiam mniej niż wcześniej podczas pracy w banku inwestycyjnym i kilkakrotnie mniej niż mój poprzednik. Ale mam wielką satysfakcję z misji, która została mi powierzona. Moim zadaniem jest budowanie wartości banku dla akcjonariuszy i na tym się skupiam. Chcę transformować ten bank i uczynić z niego lidera — to jest moja zawodowa ambicja”.

Problem z kominówką w banku nie dotyczy wysokości przyszłych wynagrodzeń, objętych rygorem ustawy, choć po części — jak twierdzą nasze źródła — też, lecz rozliczenia umów o pracę obowiązujących obecnie.

Z potwierdzonych w trzech źródłach nieoficjalnych informacji wynika, że sytuacja płacowa w banku wygląda tak, że do rady nadzorczej wpłynęło pismo zarządu sugerujące zawarcie porozumienia w sprawie wypłaty rekompensat należnych kierownictwu z tytułu praw nabytych, które, wraz z wejściem w komin płacowy, utraci.

Nasze źródła twierdzą, że pismo wprawiło radę w niemałą konsternację. Wprowadzenie komina w banku i tak już mocno się opóźniało, za co członkowie tego gremium „dostawali po głowie” od politycznych mocodawców, a tu nagle taka przeszkoda. Rada ustaliła jednak, że należy sprawę zbadać i zleciła sporządzenie szacunku wysokości rekompensat dla najwyższych menedżerów. Według naszych informacji, szacowany koszt wypłaty premii, odpraw i innych płatności w Pekao może wynieść około 17 mln zł. Nie udało nam się ustalić przelicznika, według którego dokonano szacunku, ani okresu, jakiego miałby dotyczyć. W najprostszym ujęciu, dzieląc liczbę członków zarządu przez osiem osób, otrzymujemy średnią 2,1 mln zł na osobę.

— Na owe 17 mln zł składają się należne pobory wynikające z obowiązujących umów o pracę, w tym wynagrodzenia, odprawy, zakazy konkurencji etc. — twierdzi jeden z naszych informatorów.

— Nie chodzi tylko o ustawę kominową, lecz rozliczenie korzyści nabytych. Bank nie rozliczył premii za 2017 r. i, co oczywiste, za 2018 r. — mówi kolejny rozmówca.

Wypłata pełnych rekompensat z tytułu rozwiązania umów i przejścia na kontrakty to — zdaniem naszych informatorów — plan maksimum. W wersji skromniejszej zarząd miałby liczyć na wypłatę tylko części należnych świadczeń, ale w zamian oczekuje lepszych warunków zatrudnienia w kominowym reżimie, m.in. gwarancji wynikających z umowy o pracę, których w ramach kontraktów w spółkach skarbu państwa nie ma. Nie do końca jest jasne, czy wszyscy członkowie zarządu są gotowi przejść na wynagrodzenie w kominie, nie wiadomo nawet, czy cały zarząd nie złoży dymisji wraz z uchwałą wdrażającą postanowienia walnego. W każdym razie rada nadzorcza ma z uchwałą poważny problem. Właściwie część rady, bo jak ustaliliśmy, w problematykę wdrożeni są tylko członkowie komitetu wynagrodzeń rady. Pozostali nie znają sprawy albo znają ją „ze słyszenia”.

— Sprawa jest negocjowana na wyższym szczeblu niż rada — mówi anonimowo nasze źródło w Pekao.

Nie wiadomo, kiedy zostanie podjęta uchwała w sprawie wynagrodzeń. Na razie trwa pat i oczekiwanie aż decyzje zapadną „wyżej”. Rada nadzorcza banku zbiera się ostatnio bardzo rzadko. Częściej zwoływane są spotkania komitetu wynagrodzeń, ale nie zawsze dochodzą do skutku. Walne nie wyznaczyło radzie terminu na podjęcie uchwały, niemniej wszyscy mają świadomość upływu czasu. Z punktu widzenia zarządu jest to o tyle wygodne, że co miesiąc pobiera wynagrodzenie nie obcięte ustawowymi nożycami. Pensja prezesa wynosi 160 tys. zł miesięcznie plus premia, a członkowie zarządu zarabiają w granicach 80 tys. zł.

— To element gry prezesa i pewnie części członków zarządu. Jak się gra, to zawsze można coś ugrać — dodaje kolejny informator.

Pekao zapytane o płacowy pat odpowiedziało, że„prace nad wdrożeniem uchwały [w sprawie wynagrodzeń — przyp. red.] są na zaawansowanym etapie”. Natomiast na pytania, czy prawdą jest, że zarząd Pekao wystąpił do rady nadzorczej z propozycją porozumienia w sprawie rozliczenia utraconych korzyści przez członków zarządu z tytułu przejścia na kontrakty zgodne z wymogami ustawy oraz czy prawdą jest, że koszty utraconych korzyści w związku ze zmianą formy zatrudnienia dostosowaną do wymogów tzw. ustawy kominowej zostały wyliczone przez bank na około 17 mln zł, uzyskaliśmy odpowiedź: „informacje w nich zawarte są nieprawdziwe”.

Gra w ciuciubabkę

Sprawa kominówki w Pekao ma długą historię, pełną niespodziewanych zwrotów akcji. W czerwcu ubiegłego roku państwo formalnie przejęło od włoskiej grupy Unicredit kontrolę nad bankiem. Państwowy tandem PZU — PFR kupił łącznie ponad 30 proc. akcji (odpowiednio 20 i 10 proc.), co wystarczyło do obsadzenia całej rady nadzorczej według politycznego klucza. Większość stanowisk przypadła ludziom ówczesnej premier Beaty Szydło i osób związanych z PZU. Stronnictwo Mateusza Morawieckiego, wtedy wicepremiera, znalazło się w mniejszości.

W lutym 2017 r. walne PZU zobowiązało ubezpieczyciela do wprowadzenia kominówki we wszystkich spółkach, w których ma udziały. Mijały miesiące, a ubezpieczyciel nie kwapił się ze zwoływaniem walnego w Pekao. Podobnie zresztą jak w Aliorze, choć tu ostatecznie walne zebrało się w grudniu i przyjęło uchwałę — inna sprawa, że kominówka w banku zaczęła obowiązywać dopiero kilka miesięcy później.

W Pekao natomiast sprawa kominówki nie została podjęta. Jak się okazało, PZU uzyskał opinię prawną, według której nie może mieć pewności, czy faktycznie sprawuje kontrolę nad bankiem i w związku z tym, czy podlega on pod reżim ustawy kominowej. Żeby uzyskać dowód, że tak jest, musi na kilku walnych przekonać się, czy faktycznie jest w stanie przegłosować swoje uchwały. Uchwały z czerwca tego roku wskazują, że PZU jest już pewne kontroli nad Pekao. © Ⓟ

Ustawa kominowa

9 września 2016 r. weszła w życie tzw. ustawa kominowa, ale faktycznie zaczęła obowiązywać kilka miesięcy później, kiedy zaczęły się zbierać WZA i zatwierdzać wyniki roczne. To akcjonariusze podejmują uchwałę w sprawie wynagrodzenia rady nadzorczej oraz mogą zobowiązać rady do wprowadzenia kominówki w spółce. Mogą, ale nie muszą. W najnowszej wersji ustawy kominowej, w przeciwieństwie do poprzedniczki sprzed kilku lat, która z automatu regulowała wynagrodzenia w każdej spółce, w której skarb państwa ma powyżej 50 proc. akcji/udziałów, o wprowadzenie nowej siatki płac dla menedżerów przedstawiciel skarbu ma obowiązek wystąpić niezależnie od wysokości udziałów w akcjonariacie.

Wysokość wynagrodzeń kierownictwa, zgodnie z ustawą, zależy do wielkości firmy, mierzonej obrotami, zatrudnieniem, aktywami, i jest ustalany jako krotność miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez premii. Schemat obejmuje pięć przedziałów płacowych: od 1-3 średnich krajowych (spółki z rocznym obrotem poniżej 2 mln EUR) do 7-15 (powyżej 260 mln EUR). W najgorszym wypadku menedżer państwowej spółki może zarobić 4771,71 zł miesięcznie (stan na wrzesień). Górny limit to maksymalne wynagrodzenie 71 575,65 zł.

Tyle wynosi pensja podstawowa, do której dochodzi 100 proc. premii. Problem w tym, że od czasu ogłoszenia przez Jarosława Kaczyńskiego programu „skromność+”, w ramach którego menedżerowie mają zrzekać się premii, nie wiadomo komu, jaka i czy w ogóle premia się należy. Woli prezesa PiS nie można w prosty sposób przełożyć na akty prawne i zadekretować. Problemy interpretacyjne sprawia sama ustawa kominowa. Niełatwo jest uzyskać komentarz od prawników do sytuacji płacowej w spółkach państwowych ze względu na ryzyko popadnięcia w konflikt interesów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Pekao kominówce się nie kłania