Naprawdę w złą dla władzy — za to świetną dla mediów — godzinę wyraziłem w tym miejscu ponad tydzień temu życzenie: „Mamy cichą nadzieję, że jakieś tematy komentarzowej orki jednak się nam w tym jałowym okresie trafią”. Owa jałowizna odnosiła się do okresu urlopowego, wszechogarniającego zarówno świat polityki, jak i biznesu. A jednak władcom IV RP kanikuła nie jest pisana. Na tzw. zapasowym stanowisku kierowania — bo taki status ma ośrodek Mewa na Helu — bracia Kaczyńscy podjęli decyzje szokujące również dla nich. Uderzyli w najtwardsze jądro ich wyimaginowanej IV Rzeczypospolitej, czyli w krystalicznie czystą i żarliwą ideowo klasę prokuratorską.
Powodem usunięcia kompetentnego prokuratora Janusza Kaczmarka ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i administracji — czego konsekwencją jest także koniec kariery prokuratora Konrada Kornatowskiego jako szefa policji — miałby być przeciek paraliżujący akcję CBA i uniemożliwiający złapanie Andrzeja Leppera za łapówkarską rękę. Kaczmarek zaprzecza, jakoby był źródłem przecieku. Kiedy to wszystko uświadomimy sobie na spokojnie — włos się jeży na głowie. Przecież zarzuty dotyczą ludzi z samego świecznika stworzonej przez Prawo i Sprawiedliwość krainy „prawa i sprawiedliwości”!
Braci Kaczyńskich ogarnia syndrom coraz bardziej oblężonej twierdzy, wokół której pełno Brutusów. Wczoraj na następcę Kaczmarka powołali jednego z ostatnich wiernych, wieloletniego przybocznego Lecha Kaczyńskiego — Władysława Stasiaka. Z jego konkretnych dokonań wypada przypomnieć, że jako pierwszy wiceminister spraw wewnętrznych awansował policjanta Tomasza Serafina — z którym blisko znali się z okresu wiceprezydentury Stasiaka w Warszawie — na stanowisko dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA. Kiedy ów Serafin kazał się odwieźć policyjnym radiowozem do domu w Siedlcach, czego następstwem stała się tragiczna śmierć dwojga policjantów — Stasiak był już szefem prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego i o znajomości ze skompromitowanym protegowanym z MSWiA dawno zapomniał. Wczoraj został konstytucyjnym ministrem. No cóż — słuszną linię ma nasza władza.