Kryzys finansowy w strefie euro coraz wyraźniej rozlewa się po realnej gospodarce. Coraz więcej danych makroekonomicznych sugeruje, że Euroland pogrąża się w stagnacji, a nawet ociera o recesję. Wskaźnik nastrojów PMI dla strefy euro, badający oczekiwania przedsiębiorców w usługach i przemyśle, spadł we wrześniu do 49,2 z 50,7 pkt. Spadek był większy, niż oczekiwali ekonomiści rynkowi — obstawiali 49,4 pkt. Indeks przełamał ważny próg 50 pkt — wynik poniżej tego poziomu oznacza, że produkcja w firmach nie tylko spowalnia, ale się kurczy. — W trzecim kwartale gospodarka weszła w stagnację, a we wrześniu wręcz zaczęła się zwijać — ostrzega Chris Williamson, główny ekonomista Markit Economics, firmy, która prowadzi badania. Stefę euro od faktycznej recesji dzieli włos. Według ostatnich prognoz Komisji Europejskiej, w trzecim kwartale gospodarka Eurolandu urośnie o 0,2 proc., a w czwartym kwartale o 0,1 proc. Wcześniej Bruksela oczekiwała w obu kwartałach po 0,4 proc. wzrostu. — Kryzys zadłużeniowy w strefie euro pogłębił napięcia na rynkach finansowych, co dusi realną gospodarkę. Do końca roku wzrost gospodarczy zmieni się w zastój — twierdzi Olli Rehn, komisarz UE do spraw gospodarczych i monetarnych. Powodów spowolnienia w Europie jest kilka. Po pierwsze, napięcia na rynkach finansowych oznaczają trudniejszy dostęp firm do kapitału. Po drugie, rządy wielu państw muszą dokonywać drastycznych oszczędności, czyli dokręcać gospodarce fiskalną śrubę. Po trzecie, pogarsza się ogólna koniunktura na świecie. Gospodarki rozwijające się, które błyskawicznie wyszły z poprzedniego kryzysu, zwalniają. Wskaźnik HSBC PMI dla Chin spadł we wrześniu do 49,4 z 49,9 pkt. Nawet rozpędzone do niedawna Niemcy, motor europejskiej gospodarki, wyraźnie tracą impet. Indeks PMI dla niemieckiego przemysłu spadł we wrześniu do 50 pkt. wobec 50,9 pkt w sierpniu. Analitycy spodziewali się spadku do 50,5 pkt. Za Odrą zapachniało więc stagnacją szybciej, niż się spodziewano. — Strefa euro, a zwłaszcza Niemcy, to nasi główni partnerzy handlowi. Nie ma szans, żeby problemy na Zachodzie nie przełożyły się na koniunkturę w Polsce. Wyhamowanie eksportu już widać i cała gospodarka będzie stopniowo zwalniać — mówi Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas. Analityk jeszcze niedawno prognozował wzrost gospodarczy na przyszły rok na poziomie 2,9 proc. Ostatnio zrewidował prognozę do 2,5 proc., a teraz spodziewa się dynamiki tylko nieznacznie powyżej 2 proc. — Sytuacja w strefie euro okazuje się gorsza, niż zakładano, a to automatycznie pogarsza perspektywy dla Polski. Wzrost poniżej 3 proc. to w przypadku naszej gospodarki wynik poniżej potencjału, rodzący napięcia na rynku pracy i oznaczający ogólne pogorszenie warunków prowadzenia biznesu — mówi Michał Dybuła.