Piasek posłodzony solą

opublikowano: 29-11-2018, 22:00

Politycy pozowali, a on robił z nich bałwanów. Goya był jak nóż, który gwizdał przekornie, ślizgając się po brzegach pałacowej porcelany

Tu spoczął malarz Francisco José de Goya y Lucientes, patron autorów do bólu przewrotnych i o krzykliwie tanim dorobku — mogłoby głosić epitafium wyryte w krypcie u brzegu rzeki Manzanares, choć wiadomo, że przy pochówku bezpowrotnie zawieruszyły się krągłości czaszki. Rynek pozostałych po artyście prac stężał tymczasem jak kałuża mętnej farby: dzieł Goi jest w aukcyjnym obiegu całkiem sporo — tylu jeńców tańczących kikutami, ilu dusza zapragnie — pytanie jednak, dokąd rozpierzchli się prominenci i świetliście malowane damy, skoro pozostała wyłącznie makabra w kolorach zmielonej kawy i o cenach rzędu kilkuset dolarów.

Portret despotycznego Ferdynanda VII z niechlujnie zarzuconym płaszczem
— jak większość podobnych dzieł Goi — zdobi muzealne ściany. Prace, które
trafiają natomiast na aukcje, to w 98 proc. czarno-białe grafiki o różnych
nakładach.
Zobacz więcej

DROGI PANIE:

Portret despotycznego Ferdynanda VII z niechlujnie zarzuconym płaszczem — jak większość podobnych dzieł Goi — zdobi muzealne ściany. Prace, które trafiają natomiast na aukcje, to w 98 proc. czarno-białe grafiki o różnych nakładach. Fot. Muzeum Narodowe Prado

Czarne mleko

W katalogu grudniowej londyńskiej aukcji duchy Goi mają spodziewaną cenę 2-3 tys. GBP (9,6-14,5 tys. zł), przy czym w rachunku byłoby aż 80 pośmiertnie wydanych grafik z tytułowymi okropnościami: strużkami krwi, które ułożyły się na skulonych plecach czarnymi warkoczykami, i bezradnym prorokiem o zdartych kolanach, nasłuchującym w smolistym mroku znajomego łoskotu chrząstek. Popyt kolekcjonerów tych edycji nie słabnie — krajobraz z kopcem stygnących ciał i alejką łysych pni z wisielcami jawi się w końcu jako inwestycja niemal doskonała, mimo że w morzu dodruków wydanych bez udziału malarza perspektywa obfitego zarobku jest raczej marna. Całe lub przetrzebione teki z „Okropnościami wojny” dryfują w kolekcjonerskim obiegu razem ze stosami pozostałych czaro-mlecznych odbitek, skrzętnie udeptując wynędzniałą statystykę: ponad połowa wylicytowanych od 2000 r. prac Goi zamknęła się w przedziale 1 tys. USD (3,8 tys. zł), a tłusta jedna trzecia nie przekroczyła 500 USD (1,9 tys. zł), wynika z danych Artprice. Co to oznacza?

Dla dorobku hiszpańskiego portrecisty dworu aukcyjny rynek okazuje się zwierciadłem zakrzywionym wręcz groteskowo, dlatego że jeśli 98 proc. z przytoczonych transakcji to prężne sprzedaże późnych grafik, mniej wprawionemu inwestorowi zaciera się w zmęczonej głowie cała żywo wybarwiona parada notabli w złotych ramach. Goya był przecież najwprawniejszym komentatorem ustrojowych przewrotów i ledwo teraz uchwytnych politycznych niuansów — sławił albo detronizował monarchów, drwił, a potem obłaskawiał pałacowe damy, strojąc je aksamitnymi kokardami. Rynkowa podaż sugerowałaby, że mieszkał w przepaści, w którą można wyłącznie spadać przy rozwarstwionym echu jęku chorego, tymczasem Goya rozgrywał ze sprawującymi władzę taką partię szachów, że tępa figura króla nie zdążyłaby się skrzywić, a już spadał na nią mat.

Piaskiem po oczach

Jak to możliwe, że zamawiający władca widział swój niepoważnie maślany wzrok na obrazie i ciągle pozwalał się portretować? Do czasu, w którym krajunie zaczęły trawić na dobre wojny napoleońskie, nadworny mistrz wypracował prawdziwie litościwy warsztat ocieplania wizerunku: drobnym detalem udomawiał tych, którzy prężyli się dotychczas w zbrojach, a oświeconej klasie mieszczan przydawał powagi dworskich póz, głębszego niż kiedykolwiek zamyślenia. Pochlebstwa i przywileje mieszały się w dobie społecznych przemian z brakiem skrępowania, a Goya powoli rozprężał sztywny kanon reprezentacyjnego portretu — rumienił porcelanowe twarze i zaokrąglał posągowe sylwetki warstewkami sadła, rozczulał skoncentrowane dotąd oczy, jakby umiał słodzić solą.

Po latach jednak, kiedy wspomniany konflikt zbrojny wreszcie rozognił się i przycichł, na tron wstąpił Ferdynand VII, który — przywlekając za swoimatłasowym płaszczem całe jezioro inkwizycyjnego jadu — oczekiwał ostentacyjnie formalnego ujęcia w dworskich szatach. Nadworny malarz spełnił więc jego życzenie, wciągnąwszy wizerunek w grząską grę drobiazgów: na początku skręcił opiętą kołnierzem szyję tak, żeby zwichrowana głowa nie nadążała za władczym gestem pulchnej dłoni, następnie rozluźnił otłuszczone łydki, natychmiast odbierając pewność pozie. Nieznacznie przekrzywił kunsztownie odmalowany łańcuch i pozwolił zsuwać się ciężkiemu, mięsistemu płaszczowi z ramienia na podłogę, podczas gdy migotliwe złoto stroju roztańcować się mogło w wypukłościach bezmyślnych oczu. „Solo Goya” — tylko on — podsumowałby to inny wizerunek, na którym malarz nie pozostawiał co prawda rys jak po podmuchu piaszczystego wiatru, tylko kipiący dosadnością napis.

Smukła księżna Alba, którą niemal doszczętnie głuchy Goya z wyjątkową czułością otulał koronkowymi i tiulowymi plisami, pewnie opiera jedną dłoń o biodro, drugą wskazując na piasek pod perłowymi pantoflami. Wyciągnięty palec kieruje wzrok na zarysowany patykiem napis — „Solo Goya” — a czarne jak kruki oczy modelki wbijają się w odbiorcę. Całe stado upiorów wojny nadleciało kilkanaście lat po tym, rozkładając się na dzisiejszym rynku jak niesiony daleko od ogniska popiół. Księżną szybko zabrała natomiast z tego piasku fala, a jej pospolita śmierć zapisała się w leksykonach wyłącznie jako rozwlekły na dwa lata cień w całkowicie bezgłośnym już warsztacie malarza. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Piasek posłodzony solą