Piękno spod igły

Magdalena Laskowska
opublikowano: 2007-02-26 00:00

reportaŻ Zdolna szczęściara. Najnowsza kolekcja Moniki Onoszko, projektantki urodzonej w Łodzi, ukaże się na łamach japońskiego „Vogue’a” i trafi do tokijskich butików.

Szczupła, niewysoka blondynka. Sympatyczna i skromna. Jest tak wszechstronna, że nie można jej działalności opisać tylko jednym zdaniem. Projektantka ubrań, butów i dodatków, dyrektor artystyczny studia onoMono, a także dziennikarka telewizyjna i prasowa. Szefuje działowi mody wydawnictwa branżowego Promedia. Prowadzi też szkolenia i seminaria o najnowszych nurtach w modzie.

Monika Onoszko, absolwentka łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, bo o niej mowa, stworzyła kolekcję ubrań inspirowaną filmem Felliniego. Nazwała ją tak samo jak autor swój obraz, teraz czeka, by „La Strada” wypłynęła na głębokie wody.

Z Łodzi do Japonii

Najnowsza kolekcja Moniki w kwietniu trafi na strony japońskiego „Vogue’a”. Wszystko za sprawą pomocnych znajomych.

— Moja koleżanka, aktorka, która pracuje w Nowym Jorku, jest wielką fanką moich ubrań, dlatego zawsze wysyłam jej zdjęcia swoich nowych projektów. Ostatnie Małgosia pokazała znanej fotografce, Cathrine Westergaard, współpracującej m.in. z „Vanity Fair”. Spodobały jej się stroje „La Strady” i pewnego dnia dostałam wiadomość, że Cathrine chce sfotografować do japońskiego „Vogue’a” właśnie moje ubrania — opowiada Onoszko.

Wówczas kolekcja była w fazie projektu, w nieznacznym stopniu uszyta, a ubrania miały jak najszybciej dotrzeć do Stanów.

— Kurier prawie wyrywał mi ubrania spod maszyny, żeby już je zabrać, a ja wtedy na szybko robiłam ostatnie poprawki — wspomina Monika.

Szczęśliwie jednak udało się paczkę z kolekcją wysłać do Nowego Jorku, gdzie odbyła się sesja zdjęciowa. Teraz trwa wielkie oczekiwanie na kwietniowe wydanie pisma. Monika zamierza też wstawić „La Stradę” do tokijskich butików, by poza oglądaniem ciuchów w „Vogue’u”, Japonki mogły na co dzień chodzić w prezentowanych tam ubraniach.

Jednak przygoda Onoszko z Japonią zaczęła się wcześniej. Kilka lat temu projektantka przez rok studiowała w japońskiej szkole Onoe Fashion Institute, gdzie była jedyną Europejką uczącą się projektowania i szycia kimon. Pracowała też dla japońskiej firmy Marino, projektowała suknie ślubne, które i dziś można kupić, niestety, nie na naszym kontynencie.

— Po powrocie do Polski stworzyłam kolekcję inspirowaną pobytem w Japonii. Nazwałam ją „Montogatari”, czyli po japońsku opowieść — mówi Onoszko.

Projekty w „Vogue” nie przyniosą artystce korzyści finansowych, nie dostanie za to żadnych pieniędzy, jednak publikacja to dla niej prestiżowa sprawa.

— Moje stroje są zestawione z dodatkami znanych na świecie marek, m.in. Diora, butami Marka Jacobsa czy torebkami Dolce & Gabbana. Jak o tym pomyślę, czuję się bardzo dowartościowana — śmieje się Monika.

Inspirujący Fellini

Monika bardzo lubi stary film włoskiego reżysera Federico Felliniego „La Strada”, a jeszcze większą sympatią darzy aktorkę, która wcieliła się w postać Gelsominy. Właśnie rola Giulietty Masiny natchnęła projektantkę do stworzenia kolekcji mającej wkrótce podbić Japonię.

— Zachowanie, osobowość i stroje, które Giulietta Masina prezentowała w filmie, odbiły się na moich projektach. Dlatego kolekcja składa się z pelerynek, żołnierskich płaszczy, występują motywy pasków i grochów na ubraniach, czyli wszystko, co można zobaczyć w filmie, tyle że w nowoczesnej formie. Jedyne, czego mi brakowało, to żywe kolory, ale film jest przecież czarno-biały i mroczny, dlatego dominują szarości, granaty i czernie. Za to podszewki ubrań są kolorowe i wesołe, na przykład na jednej widnieje zdjęcie aktorki grającej na bębenku — opowiada projektantka.

Ciekawostką jest to, że dokładnie dziesięć lat temu Monika Onoszko swoją pierwszą w życiu kolekcję pokazała w łódzkim klubie La Strada.

— Fellini mnie prześladuje — śmieje się artystka.

Zdaniem projektantki, ubrania z „La Strady” przypadną do gustu kobietom, które lubią się wyróżniać w tłumie, niezależnie od wieku.

— Jestem zakochana w szarym płaszczyku z ciężkiej, lejącej się wełny, który genialnie układa się na ciele. Ciekawe są też spodnie ze stanem sięgającym aż pod biust — mówi Monika.

W Polsce nie ma sklepu, w którym można by było kupić ubrania projektu Moniki Onoszko. Kiedyś sprzedawała je w kilku butikach w kraju, jednak tylko z jednego była w pełni zadowolona.

Szyje na zamówienie

— We Wrocławiu wszystko sprzedawało się po prostu genialnie, jednak właścicielka butiku zamknęła go i wyjechała na studia do Florencji — żałuje Onoszko.

Zapewnia, że własny butik na pewno nie wchodzi w grę, bo ona nie ma na to czasu. To jednak nie oznacza, że nie można u nas tych rzeczy dostać. Monika szyje na zamówienie. Za bluzkę trzeba zapłacić około 500 zł, a sukienka to wydatek rzędu 3 tys. zł. Projektantka ubierała m.in. piosenkarki Reni Jusis i Monikę Kuszyńską czy modelkę Ilonę Felicjańską. Część swoich rzeczy wrzuca na Allegro, licytacje zaczynają się od złotówki, kończą na trzy- lub czterocyfrowych cenach.

— Znajomi namawiają mnie, żebym otworzyła sklep internetowy i być może za dwa-trzy miesiące tak właśnie zrobię — zapowiada Onoszko.

Dużo się też dzieje za granicą. Ostatnio dostała propozycję z Amsterdamu, żeby wstawiać do tamtejszych butików swoje rzeczy. Kiedyś sprzedawała kreacje w butikach w Tokio i — jak mówi — szło jej całkiem nieźle, ale kiedy wróciła na stałe do Polski, było to zbyt kłopotliwe i przestała. Teraz zamierza odświeżyć kontakty.

— Dużo rzeczy robię za granicą, bo nie muszę się koncentrować na sprzedaży w Polsce, chociaż to tutaj mieszkam i tu chcę zostać na stałe — zapewnia projektantka. n

Amerykańska moda Jacobsa

Chociaż Marc Jacobs, „cudowne dziecko amerykańskiego designu”, nieco wydoroślał, do dziś jego kolekcje wyróżniają się prostotą, świeżością i fantazją, a buty znakomitą linią i kolorystyką. Zadebiutował w 1986 r. Słynie z przerabiania codziennych szkolnych ubrań: mundurków, punkowych kurtek, sportowych bluz na luksusowe modne kreacje.

Włoski geniusz kina

Historia kina zna niewielu geniuszy tej miary, co Federico Fellini. Swoim debiutem („Światła variete”, 1950, współreżyseria) zdobył uznanie krytyków i publiczności. Przez 40 lat aż do śmierci w 1993 r. nakręcił ponad 20 filmów. Sztandarowe dzieło włoskiego neorealizmu, „La Strada” (Oscar 1956), jeden z najbardziej poruszających jego obrazów, wprowadziło go na szczyty filmowej hierarchii. Pozycję guru ambitnego kina umocniły kolejno: „Słodkie życie” (1960), „Rzym” (1972) czy „Armacord” (1973). „Miałem może cień żalu, ale jednocześnie rodzaj dumy: przegrać z takim przeciwnikiem — to nie wstyd” — tak w autobiografii Roman Polański wspomina porażkę „Noża w wodzie” z „Osiem i pół”. Włoski mistrz w 1993 r. otrzymał piątego Oscara, tym razem za całokształt twórczości.

Giulietta, muza i religia

Włoska aktorka teatralna i filmowa, prywatnie żona Federico Felliniego, Giulietta Masina, zagrała w wielu filmach, nie tylko swego męża, a także w popularnych serialach telewizyjnych. Za reżysera wyszła w 1943 r., kiedy pisał on scenariusze do słuchowisk radiowych i jeszcze nikt nie przypuszczał, że zostanie gigantem kina. Życia łatwego nie wiodła, bo Fellini miał trudny charakter i lubił kobiety. Zawsze jednak stała u boku męża, wybaczając mu zdrady i kłamstwa. Reżyser zwykł o niej mówić: „Giulietta jest moją religią”. W roli niezbyt rozgarniętej Gelsominy w „La Stradzie” (1954), u boku Anthony’ego Quinna, wykazała wielki kunszt aktorski, stwarzając nasycony głębokimi emocjami znakomity portret psychologiczny prostej dziewczyny. Męża przeżyła o niespełna rok.

Gdzie diabeł się ubiera

Pisarkę Lauren Weisberger do napisania powieści „Diabeł ubiera się u Prady” natchnęła postać Anny Wintour, od 1988 r. redaktor naczelnej amerykańskiego „Vogue’a”. Meryl Streep, która w filmie pod tym samym tytułem gra najgorszą, najbardziej wymagającą i najokropniejszą szefową, na jaką można trafić, dostała już za nią Złotego Globa. Czas na Oscara?

Możesz zainteresować się również: